Zdjęcie: Dr Łokieć – Klinika Fizjoterapii i Rehabilitacji Sportowej/Facebook

– Często słyszę, że jeśli trening to tylko na siłowni, basenie, a w domu to „się nie chce”. Tak naprawdę moim zdaniem to tylko dlatego, że ludzie nie wiedzą co mogą robić. W obecnych czasach internet jest pełen treningów i pomysłów, co można zrobić w domu – mówi serwisowi Zagranie.com Mateusz Chajęcki, fizjoterapeuta i właściciel kliniki Dr Łokieć.

Skoro spisujemy się na rozmowę w takim czasie, jak pandemia Koronawirusa, to ciężko zacząć od innego pytania, niż to, jak u Pana ze zdrowiem?

– Dziękuję, dobrze. W miarę możliwości staram się przestrzegać obecnie wyznaczonych zasad i ograniczam niepotrzebne wyjścia do niezbędnego minimum. Jednakże rodzaj mojej pracy nigdy nie pozwoli mi na całkowite ograniczenie kontaktu z innymi osobami. Ciężko jest leczyć i masować przez internet.

Najwięcej uwagi poświęca się teraz wirusologom itp. lekarzom, ale ciekaw jestem tego, jakim teraz zainteresowaniem cieszą się usługi fizjoterapeuty?

– Podejrzewam, że ja i moi koledzy po fachu odczuliśmy znacząco różnice w ilości pacjentów. Wielu moich pacjentów zaczęło tym sposobem pracować zdalnie, z racji obecnej akcji #stayathome zostają w domach. Oczywiście nie jest tak, że z dnia na dzień przestał przychodzić ktokolwiek. Jednakże u siebie zauważyłem spadek o 50%. Z drugiej strony obawiam się również o swoje zdrowie, więc zmniejszona liczba pacjentów pozwala lepiej zadbać o dezynfekcję pomieszczeń, a tym sposobem zapewnić bezpieczeństwo pozostałym.

O ile zmalała liczba osób, która była zapisana na zabiegi, a nie pojawiła się z obawy przed Koronawirusem?

– Nie jestem w stanie określić, który pacjent odwołał wizytę w obawie przed Koronawirusem, a który po prostu zrezygnował. Jak już pisałem wyżej, w ciągu dwóch tygodni od wybuchu pandemii, zauważyłem spadek o 50%. Jednakże uważam, że może być z tym różnie w innych częściach naszego kraju.

Wielu sportowców organizuje akcje typu „#trenujwdomu”, co sądzi Pan o takim pomyśle?

– Myślę, że to super pomysł. Może tym sposobem więcej ludzi zacznie więcej trenować we własnych mieszkaniach. Często słyszę, że jeśli trening to tylko na siłowni, basenie, a w domu to „się nie chce”. Tak naprawdę moim zdaniem to tylko dlatego, że ludzie nie wiedzą co mogą robić. W obecnych czasach internet jest pełny treningów i pomysłów, co można zrobić w domu.

Zdjęcie: Dr Łokieć – Klinika Fizjoterapii i Rehabilitacji Sportowej/Facebook

Sulęcki u fizjoterapuety
Dr Łokieć – Klinika Fizjoterapii i Rehabilitacji Sportowej/Facebook

Jeżeli sportowcy zaangażowali się w tego typu inicjatywy, to powinni do nich dołączyć fizjoterapeuci udzielając rad dla osób szukających wiadomości, jak zabezpieczyć się przed kontuzjami?

– Najważniejsze to trenować z głową, nie dawać się ponieść emocjom podczas treningu. Przed każdym treningiem pamiętać o rozgrzewce, a na końcu zawsze robić jakieś sensowne zakończenie. Nie musi być to tylko i zawsze rozciąganie. Możemy np. zrobić rolowanie, pójść na masaż, skorzystać z sauny. W domowych warunkach możemy zrobić sobie kąpiel w soli lub zwykłym prysznicem, naprzemiennie ciepłą i zimną woda.

Może ktoś ze sportowców oferował już Państwu współpracę w tym zakresie?

– Bardziej trwają pomysły nad stworzeniem, jakiegoś szkolenia online, w którym będziemy pokazywać z różnymi trenerami ćwiczenia oraz sposoby regeneracji i zapobieganiu kontuzji.

Tego typu pytania zadają nie tylko dziennikarze tacy jak ja w tej chwili, ale również osoby lubiące Pana stronę na Facebooku?

– Oczywiście. Wszystko dlatego, że każdy szuka uniwersalnego sposobu, żeby uniknąć kontuzji. Najlepiej takiego, przy którym nie trzeba nic robić a zapewni 100% skuteczności! (śmiech) Tak niestety się nie da. Jeżeli wykorzystujemy nasze ciało, musimy mu coś później dać w zamian. Często słyszę, że jedna osoba trenuje pięć razy w tygodniu, w ogóle się nie regeneruje i nic mu nie jest. Natomiast druga co chwilę ma kontuzję. Dlaczego? Bo każdy z nas jest inny. Każdy z nas ma inną „bazę”. Jeden jest szczupły, drugi będzie bardziej okrągły. Jeden będzie potrzebował więcej regeneracji, a drugi mniej. Jednakże, prędzej czy później, każdy organizm będzie jej potrzebował

Dr Łokieć w pracy fizjoterapeuty

Zdjęcie: Dr Łokieć – Klinika Fizjoterapii i Rehabilitacji Sportowej/Facebook

Do kiedy był otwarty pański gabinet fizjoterapeutyczny?

– Nasz gabinet miał tygodniową przerwę w pracy. Później zaczęli się do nas odzywać pacjenci, którzy potrzebowali pomocy. Obecnie pracuję sam, jestem właścicielem, więc nie chcę ryzykować zdrowiem moich terapeutów. Poza tym większa ilość terapeutów, równa się z większą ilością osób w gabinecie, a co za tym idzie mamy zwiększone ryzyko zachorowania. Dlatego po wyjściu pacjenta wszystko z czym miał kontakt jest dezynfekowane. W razie potrzeby pacjent może kupić u nas maseczkę wielorazowego użytku, dostanie też rękawiczki. Wszystko w celu zapewnienia jak największej sterylności oraz jak największego poczucia bezpieczeństwa dla naszego pacjenta.

Jeżeli większość firm pracuje teraz zdalnie, to osoby z pańskiego gabinetu również w takiej formule pracują?

– Możemy udzielać konsultacji, możemy doradzać jak wspomóc regenerację. Jednakże konsultacje online w naszej branży nie przejdą. Ciężko pracować manualnie przez internet lub telefon. Krajowa Izba Fizjoterapii stworzyła nam nawet do tego platformę, jednak z tego co się orientuje nie ma zbyt wielu fanów. To trochę tak jakby mechanik miał wymienić olej przez internet. Podsumowując, możemy doradzić lub pokazać ćwiczenie, ale w poważnym problemie potrzebna jest wizyta.

I tak na koniec dopytam, co zaleca robić fizjoterapeuta w tym czasie w domu lub mieszkaniu?

– Najważniejsze to pamiętać o regeneracji. To element, o którym często zapominamy. Kolejnym elementem jest jeszcze bardziej zmniejszona ilość ruchu w codziennym życiu. Przez to, że ludzie pracują z domów, przestali chodzić do pracy, na lunch i na spotkania, nasze życie stało się jeszcze bardziej statyczne, a wysiłek fizyczny powoduje jeszcze większe obciążenie organizmu. Tym sposobem regeneracja jest jeszcze ważniejsza.