Anglicy mają dość symulantów! Tamtejsza federacja zamierza wprowadzić kary zawieszenia dla piłkarzy, którzy będą wymuszać na sędziach błędne decyzje. Takie rozwiązanie stosowane jest już od dawna w Szkockiej lidze. Teraz FA przyjrzy się zastosowanym tam rozwiązaniom oraz ich skuteczności.

Jest to dosyć ciekawe rozwiązanie strasznie irytującego problemu, jakim jest symulowanie. Kary zawieszenia na 2 mecze powinny oduczyć każdego aktora korzystania z tej sztuczki. Szkoci W roku 2011 znowelizowali swoje przepisy, dodając zapis o możliwości ukarania zawodnika po meczu na podstawie powtórek wideo. Jeśli piłkarzowi udowodni się, że celowo udawał, aby wymusić korzyść dla swojej drużyny, to nakładana jest na niego kara. Ale działa to również w drugą stronę. Jeśli zawodnik został niesłusznie ukarany za symulowanie w trakcie meczu, to taka kartka również może zostać cofnięta na podstawie zapisu wideo. Tylko czy wtedy, kiedy wyeliminuje się „nurków”, będziemy świadkami tak spektakularnych ozdrowień jak to Suareza?

W Premier League już w sezonie 2015/2016 zawodnik symulujący bycie sfaulowanym mógł zostać ukarany zawieszeniem na trzy mecze, jeżeli na skutek jego udawania gracz rywala otrzyma czerwoną kartkę i zostanie usunięty z boiska. Przepis ten funkcjonował jedynie w przypadku odwołania się przez ofiarę symulanta. Teraz natomiast władze ligi idą o krok dalej i same mają oszustów wyszukiwać i karać.

W Szkockiej lidze już coraz mniej słyszy się o próbach symulowania. Ostatnim, który próbował oszukać sędziego, jest Jamie Walker. Zawodnik Heart of Midlothian wymusił faul, po czym jego drużynie przyznano rzut wolny. Niedługo po meczu piłkarz dowiedział się o tym, że został ukarany zawieszeniem. Próbował jeszcze walczyć poprzez odwołanie się od tej decyzji, ale komisja pozostała nieugięta i w obliczu dowodów, jakie posiadała, utrzymała karę w mocy. Warto zaznaczyć, że ta sytuacja miała miejsce w sierpniu 2016 roku. To pokazuje, jak ten przepis wpłynął na styl gry i zachowanie zawodników grających w Szkocji. Nikt u nich nie próbuje już robić TAKICH cudów:

Po finale Ligi Mistrzów w zeszłym roku podniosły się głosy, że w każdej federacji piłkarskiej i w każdym turnieju powinien obowiązywać przepis dotyczący karania takich zagrywek. Miało się to nazywać przepisem Pepe, przez którego zresztą dyskusja na temat zaostrzenia zasad została podniesiona. Obrońca Realu Madryt dwukrotnie w trakcie jednego meczu chciał oszukać sędziego i sprowokować tym wyrzucenie jednego z rywali z boiska. Na szczęście jego próby spełzły na niczym, chociaż on sam powinien zostać z boiska usunięty za tak nieudolne udawanie poszkodowanego.

Kolejnym świetnym przykładem oszusta mógłby być Sergio Busquets, którego popis na boisku odcisnął na całej Barcelonie piętno oszustów. Mowa tu oczywiście o półfinałowym meczu Ligi Mistrzów z roku 2010 pomiędzy Interem Mediolan a Barceloną, kiedy to biedny Busquets został brutalnie potraktowany przez Thiago Mottę, za co ten drugi został wyrzucony z boiska.

Ciekawe jak wyglądałaby piłka nożna, gdyby ten przepis powstał jako jeden z pierwszych. Czy RFN wygrałoby Mistrzostwa Świata w 1990? Czy Brazylia miałaby szansę zagrać w finale MŚ 2002, gdyby nie słynny pokaz aktorstwa Rivaldo? Takich przykładów można mnożyć setki. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że za przykładem Szkocji i Anglii pójdą pozostałe światowe federacje, a kibicom pozostanie rozkoszowanie się umiejętnościami piłkarskimi idoli zamiast sztuką teatralną. Obyśmy coraz rzadziej byli świadkami tego typu sytuacji: