Przez lata mówiono o nim: strzelec, który nabija sobie punkty. W tym sezonie wreszcie wygląda jednak jak kompetentny gracz po obu stronach parkietu, a jego drużyna jest jedną z rewelacji sezonu. Devin Booker, bo o nim mowa, ma w ostatnich tygodniach sporo powodów do świętowania, a teraz doszedł jeszcze jeden: 6000 punktów na koncie!

Phoenix Suns przez lata byli pośmiewiskiem ligi, a Devin Booker – ten który miał być zbawicielem – miewał co prawda znakomite mecze, ale zdobywane przez niego punkty nie przekładały się na wyniki zespołu. Zdaje się, że taka kolej rzeczy nie będzie już miała miejsca. Suns zaliczyli bowiem najlepszy start sezonu od lat (bilans 5-2 po siedmiu meczach), a w poniedziałek pokonali u siebie ekipę Philadelphia 76ers, wcześniej niepokonaną. Główną rolę odegrał nie kto inny jak Booker, który zdobył aż 40 punktów, trafiając 15 z 19 prób. To kolejny bardzo dobry mecz 23-latka – tym razem jego ważne punkty w końcówce przesądziły o zwycięstwie Suns.

To spora odmiana, gdyż w poprzednich latach Booker zajmował się przede wszystkim zdobywaniem punktów (miał nawet mecz, w którym zdobył 70 oczek), ale drużyna z Phoenix przegrywała na potęgę. Wystarczyło tymczasem dodać kilku weteranów, zatrudnić solidnego trenera i nagle Booker już nie tylko jest kluczem w ataku, ale też przydatnym defensorem, a Suns wygrywają. Przy okazji poniedziałkowego starcia Booker stał się także ósmym najmłodszym graczem w historii NBA z 6000 punktami na swoim koncie. Czyżby nastał więc wreszcie lepszy czas dla fanów klubu z Arizony? Zaskakująco dobry start rozgrywek zdaje się na to wskazywać.