Jeśli w Polsce w zakładach bukmacherskich grają zawodowcy, to on z pewnością jest jednym z nich. Człowiek, który od ponad dekady utrzymuje się z czynnego obstawiania meczy zgodził się zdradzić nam, jakimi gra systemami, jak obstawia i co jest przyczyną jego sukcesu.

Zapraszamy do przeczytania nietuzinkowej historii zawodowego gracza bukmacherskiego – specjalnie dla zagranie.com

 

Wiktor: Dzięki, że zgodziłeś się z nami porozmawiać. Dlaczego chcesz pozostać anonimowy?

Paweł: (nie wiemy czy nasz rozmówca podał swoje prawdziwie imię – przyp. red)

Po pierwsze: nie potrzebuje rozgłosu. Po drugie: w trosce o własny interes lepiej będzie jak pozostanę anonimowy.

W: Nazywasz siebie zawodowym graczem. Kim więc jest zawodowy gracz?
P: Według mnie, zawodowy gracz to osoba, która czerpie korzyści, dochody z obstawiania u bukmachera.

W: Jak wygląda dzień zawodowego gracza zakładów bukmacherskich?

P: Najgorsze jak wiadomo są początki, było to kilka lat temu. Bardzo dużo siedziałem przed komputerem, po 14-16 godzin dziennie i praktycznie ciągle śledziłem oferty bukmacherskie. Było to bardzo meczące, ale jak wspomniałem – tak było na początku. Aktualnie jestem na wysokim poziomie zaawansowania. Wstaję około godziny 10, biorę zimny prysznic i zaczynam planować dzień. Później jakieś śniadanie, zielona herbata i działam. Najpierw robię 30-minutowy research, dzięki któremu oceniam, czy danego dnia pojawiło się coś wartościowego do grania. Kiedy znajdę odpowiadająca mi ofertę to spędzam przy komputerze jeszcze 3-4 godziny i wybieram perełki. Staram się to robić jak najszybciej, bo jak wiadomo, kursy spadają bardzo szybko. Bukmacherzy są wyposażeni w różnego rodzaju narzędzia, które ułatwiają im prace i kontrolowanie kursów.

W: Jak określisz „perełki”?

P: Tak jak wcześniej wspominałem, są to błędy bukmacherów – w mojej opinii. Szacuję prawdopodobieństwo konkretnego zdarzenia inaczej niż dany bukmacher, porównuje to samo zdarzenie u różnych bukmacherów. Trzeba po prostu wyczuć, który bukmacher na jakim sporcie się zna i wtedy można próbować grać na różnice kursowe.

W: Możesz podać przykład takiego błędu?

P: Wydaje mi się, że Hiszpania U21 przed turniejem w Polsce była trochę zawyżona, kurs wynosił 5.00. Faworytem byli Niemcy po kursie 4.00. Co ciekawe, traf chciał, że te dwie drużyny spotkają się w jutrzejszym finale, a zdecydowanym faworytem jest drużyna hiszpańskich młodzików (wywiad został przeprowadzony w czwartek 29.06.2017r. – przyp.red). Oceniłem ten kurs jako zawyżony ponieważ drużyny hiszpańskie w ostatnich latach bardzo dobrze prezentowały się w europejskich rozgrywkach. Zespoły Realu, Barcelony czy Atletico – ich piłkarze grają również w kadrze U21.

Zobacz bonusy bukmacherskie na start polskich zakładów sportowych ze specjalnymi kodami promocyjnymi

W: Więc obstawiłeś to zdarzenie? Jakimi grasz stawkami?

P: Tak, mam to zagrane. Jakimi gram stawkami? Tego nie mogę zdradzić (śmiech), ale mogę powiedzieć, że im większy błąd bukmachera, tym stawka rośnie. Generalnie trzymam się zasady grania maksymalnie za 3% swojego bankrolla (kapitał przeznaczony na zakłady –przyp.red) na zdarzenie.

W: Żyjesz dostatnie? Średnia krajowa zarobków w Polsce wynosi 4635zł.

P: Ludzie są ciekawi takich rzeczy, ale ja nie chcę rozmawiać o konkretnych sumach. Odpowiem inaczej – każdy poważny gracz stara się robić miesięczny obrót po kilka tysięcy euro. Generalnie, plan jest taki, żeby trzymać się wyznaczonych zasad, ponieważ to wszystko jest proces długoterminowy. Jestem zadowolony z tego co mam i niczego mi nie brakuje. Gdyby zadowalała mnie średnia zarobków w Polsce to nie robiłbym tego, co robię, tylko pracował.

W: Liczby to też trochę potwierdzenie Twoich słów. Poza tym to też wskazówka, iż granie to nie tylko hazard.

P: Kiedy ludzie słyszą, że obstawiam zakłady bukmacherskie, to od razu klasyfikują mnie jako hazardzistę. Skończyłem studia ekonomiczne o specjalizacji inwestycje i tak to traktuję – jako inwestycje. Czasami wiadomo trzeba swoje przegrać, żeby później wygrać ze zdwojoną siłą… jak sama definicja inwestycji na to wskazuje. Nie można przecież cały czas wygrywać. Uważam, że to jest niemożliwe. Ponadto dochodzą do tego czasami limity nakładane przez bukmacherów, które utrudniają grę takim ludziom jak ja.

W: Co oznacza limitowanie w przypadku zakładów bukmacherskich?

P: Limity są na nakładane na tzw. „mądrych graczy” (z ang. smart guys – przyp.red), czyli na graczy, którzy potrafią znaleźć błędy bukmacherów, ich słabe punkty. Zakłady bukmacherskie bardzo nie lubią takich graczy, dlatego w zależności od tego, jaką ponoszą stratę przez danego gracza, taki nakładają mu limit. Zdarzają się przypadki, że konto jest całkowicie zamykane.

W: Wspominałeś o zasadach w trakcie gry, jakimi ty się kierujesz?

P: Moim zdaniem trzeba być cierpliwym, konsekwentnym i nie ulegać emocjom po słabym dniu. To znaczy nie odgrywać się na siłę, wtedy człowiek nie myśli racjonalnie i kierują nim tylko emocje. Zdarzają się dni, gdzie nie ma za dużego wyboru, więc lepiej odpuścić. Do tego trzeba mieć silną psychikę.

W: Masz swoją główną strategię, system obstawiania? Oprócz wspomnianych 3% kapitału w stawkach.

P: Parę lat temu grałem kilka zdarzeń na jednym kuponie, od sześciu do ośmiu. Robiłem to, by zbudować odpowiedni budżet. Aktualnie staram się to dywersyfikować i trzymać się zasady jednego z najsłynniejszych inwestorów na świecie, Warrena Buffeta. Nie wkładam wszystkich jajek do jednego koszyka. Gram od dwóch do czterech zdarzeń na kuponie oraz single.

W: Nie chcesz rozmawiać o pieniądzach, ale musisz powiedzieć czytelnikom i mi, ile wygrałeś najwięcej jednorazowo.

P: Było kilka dużych wygranych, nie powiem dokładnie ile. Zdarzały się kwoty 5 i 6-cyfrowe.

W: Jak w ogóle zacząłeś przygodę z obstawianiem?

P: Podrygi miałem już w liceum, ale to takie latanie z kumplami do punktów stacjonarnych. Poważna gra zaczęła się w 2005 roku. Zawsze motywowali mnie rodzice, bez nich nie byłbym tu, gdzie jestem.

W: Rodzice wspierali cię w graniu w zakładach bukmacherskich? Nie martwili się?

P: Raz w liceum dostałem od mamy 50zł na bilet miesięczny, ale akurat zaczynało się Euro 2004. Mecz otwarcia: Portugalia – Grecja, murowany faworyt to Portugalia. Postawiłem te 50zł na Portugalię, a oni przegrali 1-2 z późniejszymi mistrzami Europy. Teraz chce mi się z tej sytuacji śmiać. Rodzice pewnie trochę się martwili, ale nie dawali tego po sobie poznać. Trzeba powiedzieć, że wierzyli we mnie i w odpowiednich momentach sprowadzali mnie na ziemię.

W: W jakim kraju obecnie żyjesz i czy jesteś pewny swojej przyszłości?

P: Mieszkam w Polsce, po wejściu w życie nowej ustawy hazardowej trochę się zmieniło w bukmacherce internetowej. Ja byłem wychowany na „ziemniakach” czyli bukmacherach stacjonarnych. Po części przeczuwałem, że ci bukmacherzy to będzie przyszłość. W tej chwili nie ma za dużego wyboru i oni wiodą prym. Czy jestem pewny przyszłości? Pewne są tylko śmierć i podatki. Chcę grać jeszcze przez 5 lat i ulokować kapitał gdzieś indziej, a obstawiać tylko dla zabawy.

W: Czyli to co wygrałeś do tej pory nie jest w stanie zapewnić ci „spokojnej starości”?

P: Nie rozpatrywałem tego w takich kategoriach. Mam mentalność zwycięzcy i ciągle mi mało. Jak mówię, chcę grać zawodowo jeszcze przez 5 lat, a później się zobaczy. Całe życie nie chciałbym obstawiać, po jakimś czasie przyszłoby wypalenie.

W: Wspomniałeś o zmianach w polskim prawie, wpłynęło to na Ciebie?

P: Po 1 kwietnia nie gram w żadnym bukmacherze internetowym. Pozostaje mi granie w polskich, legalnych bukmacherach. Ja się nie załamuję. Tak jak mówiłem, jestem na nich wychowany. Nie ma dla mnie większej różnicy.

Dowiedz się o najnowszych promocjach i informacjach ze świata zakładów bukmacherskich

W: No to na koniec: kiedy Malediwy?

P: Może kiedyś (śmiech). Powiem szczerze,  że nie chciałbym spędzić reszty życia na wyspie, zanudziłbym się. Jestem aktywnym człowiekiem, biegam, gram w piłkę, kosza, tenisa, jeżdżę na rowerze. Tak pozbywam się stresu i dzięki temu lepiej się skupiam. Jestem przywiązany do miejsca, w którym mieszkam. Mam tu rodzinę i przyjaciół, nie chciałbym tego zamieniać na Malediwy.