fot. Weronika Eszer/Instagram

– Przede wszystkim skupiam się na najbliższej walce. Nie chcę wybiegać, aż tak daleko w przyszłość. Owszem, podejrzewam, że jestem dopiero na początku długiej drogi, ale chcę pokazywać się jak najlepiej z walki na walkę – mówi serwisowi Zagranie.com Weronika Eszer, która już czwartego września zadebiutuje w KSW krzyżując rękawice z Emilią Czerwińską.

Kamil Piłaszewicz: Już na początku września zadebiutujesz nie tylko w KSW, ale i w zawodowym MMA. Jak do tego doszło, że zostałaś jedną z ich zawodniczek?

Weronika Eszer: Powiedziałam swoim menedżerom, że jestem gotowa do walki, następnie oni zgłosili się do KSW i później przekazali mi wieści, że w KSW chcą, bym wystartowała u nich. Bardzo się cieszę, że to właśnie tu będę mogła stoczyć pierwszy zawodowy pojedynek.

Kiedy rozmawiałem z Damianem Piwowarczykiem, przyznał, że: „Od nikogo nie otrzymuje się takich ofert, jak od KSW”. Patrząc z Twojej perspektywy, ile prawdy kryje się w jego słowach?

– Jeżeli chodzi o polskie realia i o ofertę związaną z debiutancką walką, to się zgadzam. Takich warunków, jakie mi zaproponowali, po prostu się nie odrzuca.

Martin Lewandowski w wywiadzie udzielonemu Inthecage przyznał, że zmiana lokalizacji gali sprawiła, że musieli przemodelować zestawienia. Zakładając, że event odbyłby się w Puli, to na, kiedy był planowany Twój debiut?

– O tym, że wystąpię u nich na gali, dowiedziałam się już po jej przeniesieniu do Warszawy. Być może układając rozpiskę, widzieli mnie też na tamtej karcie, ale nic mi na ten temat nie wiadomo.

Kiedy pojawiała się rozmowa na temat ewentualnej rywalki, od samego początku pojawiało się nazwisko Emilii Czerwińskiej?

– Tak, podpisując kontrakt, wiedziałam kto będzie moją rywalką. Najpierw podpisali umowę z Emilką, później ze mną, ale od początku było jasne, że to właśnie z nią wejdę do klatki.

Co możesz powiedzieć o swojej przeciwniczce?

– Jest charakterna, doświadczona i jestem przekonana, że postawi bardzo duży opór.

fot. Weronika Eszer/Instagram

Jak wygląda obóz przygotowawczy?

– Na co dzień trenuję w klubie Puncher Wrocław, a teraz korzystam również z możliwości rozwoju w Silesian Cage Club. Ogólnie sam obóz rozpoczął się na cztery tygodnie przed galą, ale to też nie tak, że wcześniej sobie tylko leżałam. Codziennie trenowałam, ostatnią walkę miałam w czerwcu, więc ciągle coś się dzieje.

Jakie zawodniczki imitując styl Emilii, pomagają Ci w trakcie sparingów?

– Przede wszystkim Róża Gumienna, która wywodzi się z K1 i ona pomaga mi w największym stopniu. Sparuję również z Dominiką Filec, która także ma na koncie liczne sukcesy w K1, nie tylko w Polsce. Poza tym chętnie mierzę się z dziewczynami, które przyjeżdżają do Katowic na treningi, ale to by była za długa lista, jakbym tak miała wymieniać każdą po kolei.

Z jednej strony na początku września zobaczymy utytułowaną kickboxerkę, a z drugiej judoczkę mającą na koncie walki w amatorskim MMA. Która płaszczyzna okaże się decydująca i wyłoni zwyciężczynię?

– To się okaże! (śmiech) Pamiętajmy, że Emilka ma na koncie również sukcesy w brazylijskim jiu-jitsu. Także możemy prowadzić rywalizację w parterze, ale na pojedynek w stójce również będę przygotowana. Szykuję się wszechstronnie, bo naprzeciwko wyjdzie nieszablonowa zawodniczka.

Do MMA wkraczasz nie tylko jako fighterka mająca na koncie starty w amatorskiej odsłonie tego sportu, ale również liczne boje w judo. Dlaczego zdecydowałaś się zakończyć karierę judoczki, mając siedemnaście lat?

– Cały czas mi czegoś brakowało; a to kopnięć, a to ciosów łokciem itd. Bardzo lubię się rozwijać i nie chciałam poddać się rutynie, a czułam, że było blisko ku temu.

Wracając do tematów związanych z Twoim najbliższym występem, to w wywiadzie dla kswmma.com Emilia zaznaczyła, że jej celem jest walka o zdobycie mistrzowskiego pasa; a z jakimi aspiracjami do KSW wkracza Weronika Eszer?

– Przede wszystkim skupiam się na najbliższej walce. Nie chcę wybiegać, aż tak daleko w przyszłość. Owszem, podejrzewam, że jestem dopiero na początku długiej drogi, ale chcę pokazywać się jak najlepiej z walki na walkę. Jeżeli teraz zwyciężę, to dopiero wtedy będę myślała, co mogę osiągnąć w tym sporcie.

fot. Weronika Eszer/Instagram

Zakładając, że czwartego września to Twoja dłoń powędruje w geście zwycięstwa, to z kim i kiedy chciałabyś stoczyć następny pojedynek?

– Jeżeli chodzi o rywalkę, to jest mi obojętne to, kogo mi wystawią. Nie wybieram sobie przeciwniczek, także o to, by trzeba dopytywać osoby decyzyjne w KSW. Natomiast jeśli chodzi o termin, to myślę, że pod koniec roku np. w grudniu mogłabym raz jeszcze wystąpić. Taki start za dwa-trzy miesiące byłby dla mnie optymalnym rozwiązaniem.

Kilka miesięcy temu krążyły pogłoski, że osoby decyzyjne w federacji planują zorganizować dwie dywizje wagowe. Korzystając z Twoich informacji, o ile są to prawdziwe informacje?

– Nie wiem nic na ten temat, ale w sumie teraz sporo kobiet dostaje angaż w KSW, więc być może rzeczywiście coś w tym jest. Jestem bardzo szczęśliwa z tego, że właśnie dostajemy coraz więcej szans pokazania się pod ich szyldem.

Obok Twojego pojedynku na KSW 63 zobaczymy jeszcze drugą walkę pań, co jest wyjątkowe względem poprzednich kart walk. Podejrzewasz, że możliwe jest, byś z którąś z nich spotkała się w klatce KSW?

– Nie wykluczam takiej możliwości. Sądzę, że wszystko zależy od tego, jak potoczą się nasze pierwsze pojedynki.

Zadając ostatnie pytanie, ciekaw jestem, jak chciałabyś zostać zapamiętana przez kibiców?

– Jako charakterna zawodniczka, która wie, po co przyszła i, która wie, jak rzucone słowa przekuwać w czyny.

Zaloguj się aby dodawać komentarze