fot. Lucas Noonan

– Spełnieniem moich marzeń byłoby wystąpić w walce z Roberto przy pełnej hali na gali w Lublanie. Wszyscy mówią o tej walce i pytają mnie, kiedy mam z nim walczyć i każdy uważa, że gdyby były dostępne bilety na galę, to na tysiąc procent sprzedałyby się w ciągu minuty – mówi serwisowi Zagranie.com Uroš Jurišić, słoweński nabytek federacji KSW, który wystąpi już na styczniowej gali.

Kamil Piłaszewicz: Dzień dobry. W ostatnich dniach pojawiła się informacja, że zawalczy Pan na gali KSW już w pierwszym miesiącu nowego roku. Rozpoczynanie roku od walki w styczniu, wskazuje na równie błyskawiczną walkę w klatce?

Uroš Jurišić: Cześć! Tak, to prawda, że podpisałem kontrakt z federacją KSW jakiś czas temu, a teraz możemy to oficjalnie ogłosić. Jednocześnie możemy to zrobić razem z ogłoszeniem mojej nadchodzącej walki, z powodu której bardzo się cieszę. Do walki zostały niecałe trzy tygodnie, więc czuję się bardzo mocno napompowany. Jestem w świetnej formie. Bardzo ciężko trenuję i po prostu nie mogę się doczekać swojego dnia. A moim dniem będzie trzydziesty stycznia!

Przedstawiając Pana polskim fanom, należy powiedzieć, że jest Pan byłym mistrzem amerykańskiej organizacji Titan FC. I tu właśnie pojawia się konsternacja u polskich fanów, ponieważ dlaczego zdecydował się Pan na zostanie zawodnikiem KSW, a nie UFC?

– Szczerze mówiąc, to dlatego, że dostałem ofertę z KSW, która była bardzo atrakcyjna. KSW to niesamowita organizacja, która ma niezwykłych fanów. I to szalenie mi się podoba! Uwielbiam gale tej federacji, zwłaszcza bardzo lubiłem te przed erą Covid-19, ponieważ uważam, że wy jako naród macie teraz najlepszych fanów MMA na świecie. Bardzo się cieszę, że mogę przed wami wystąpić! Polska to także naród wojowników i to bardzo mi się podoba. Zawsze widzę u was świetne walki pod szyldem tej organizacji, ale jednocześnie widzę wielkie możliwości dla mnie. Właśnie dlatego podpisałem kontrakt z KSW i nie mogę się doczekać występu i pokazania kim jest Uroš Jurišić.

Odnośnie innych propozycji, to jakie, wyłączając z tego grona jedną z największych organizacji MMA w Europie, były inne oferty?

– Otrzymałem propozycje kontraktów od wielu organizacji, ale teraz jestem w KSW i pragnę z radością pokazać światu, kim jestem!

tło

fot. Lucas Noonan

Shamil Musaev to wymarzony przeciwnik na debiut?

– Uważam, że dla mnie to jest niesamowita walka. Facet ma na koncie czternaście walk i żadnej porażki. To mnie motywuje do tego stopnia, że każdego dnia wstaję jeszcze bardziej „głodny”. Idę na trening i czuję, że za każdym razem w następną sesję mogę włożyć jeszcze więcej energii. I to jest najlepsze uczucie. Nie mogę się doczekać, kiedy wejdę do klatki i go rozwalę.

Zarówno o nim jak i o Panu mówi się, że jesteście jednymi z najlepszych w tej kategorii wagowych w Europie. Za tymi słowami kryje się zbytnia przesada prezentowana przez media, czy sama prawda?

– Uważam, że jesteśmy dwójką najlepszych zawodników w KSW. Nie wiem, jak bardzo on okaże się tego dnia dobry, ale wiem, że to ja jestem numerem jeden i udowodnię to. Przygotowuję się tak, jakbym miał walczyć z Georgesem St-Pierre i bez względu na to, którego przeciwnika mi dadzą, będę przygotowywał się do niego jak do GSP. Dlatego, że wiem, że mogą zmienić mi przeciwnika na dziesięć dni przed walką lub może się wydarzyć coś innego, co wykluczy pierwotnego rywala. Ja mogę wszystkich zapewnić, że zawsze przygotowuję się w ten sposób i uważam, że to jest najważniejsze.

Mając na uwadze, z kim się Pan zmierzy, to co o Shamilu może na dziś powiedzieć Uroš Jurišić?

– Shamil jest zawodnikiem pochodzącym z Degastanu i jest niepokonany. Ma bardzo fajny rekord i tyle. Traktuję go jako mojego kolejnego przeciwnika.

tło

fot. Lucas Noonan

Gdy federacja KSW potwierdziła, że wystąpi Pan już pod koniec stycznia na ich gali, pojawiły się komentarze typu: „Polscy zawodnicy z tej kategorii jeszcze nie wiedzą, że właśnie przyszedł ringowy zabijaka, który raz-dwa sięgnie po pas”. Spodziewał się Pan takiej reakcji ze strony fanów?

– Cieszę się, że słyszę takie opinie. Lubię pozytywną energię i ludzi, którzy podziwiają to, co robię.

Mało który zawodnik z zagranicy na chwilę przed debiutem w klatce KSW rozgrzewał tak bardzo nadzieje fanów na niezapomniane wojny w ringu. Dlatego chciałbym się dowiedzieć, jak działa na Pana taki ładunek emocjonalny ze strony kibiców?

– Jak mówiłem, bardzo kocham fanów. Motywują mnie w jeszcze większym stopniu do sięgania po wyznaczony cel. Dają mi więcej energii i mocy, a ja uwielbiam przynosić im walki, które chcą zobaczyć.

Między innymi były zawodnik KSW, Dricus du Plessis mawiał, że: „Fani KSW są niesamowici, bo wspierają każdego, kto wchodzi do klatki”. Śledząc transmisje z gal, przychyla się Pan do tej opinii?

– Zgadzam się z nim. Bardzo miło to widzieć. Chcę, żeby ludzie oglądający moje walki po prostu się nimi cieszyli. Moim zadaniem jest występowanie i dostarczanie wspaniałego show moim fanom! Wsparcie ze strony polskich kibiców już jest ogromne i przyznaję, że czuję się zaszczycony!

Nawiązuję w pytaniach do relacji z fanami, gdyż większość z nich uważa, że raz-dwa odbierze Pan pas dla Roberto Soldicia. Patrząc, że debiutuje Pan już na początku roku, możliwe jest, by tytuł najlepszego w wadze półśredniej w KSW pojechał do Lublany już w połowie 2021 r.?

– Spełnieniem moich marzeń byłoby wystąpić w walce z nim przy pełnej hali na gali w Lublanie. Wszyscy mówią o tej walce i pytają mnie, kiedy mam z nim walczyć i każdy uważa, że gdyby były dostępne bilety na galę, to na tysiąc procent sprzedałyby się w ciągu minuty. To byłby niesamowity spektakl dla całego świata. Zobaczymy, czy Soldić zechce bronić pasa, czy też go zwakuje i przejdzie do kategorii średniej. Myślę, że Roberto Soldić to facet, który jest pod mocnym wpływem swojego menedżera. Tak przynajmniej słyszę. Ale poza tym to, nie wiem, jaki on jest. W klatce wiele razy pokazał się ze świetnej strony, ale to tylko sprawia, że uderzenie go w twarz wydaje mi się tylko coraz bardziej słodkie. Naprawdę mam nadzieję, że jeśli dojdzie do walki z Soldiciem, to będziemy mogli walczyć w Lublanie. To byłoby niesamowite, historyczne wydarzenie. Ale teraz skupiam się na zbliżającej walce z Shamilem, a potem… Powinienem walczyć o pas.

tło

fot. Marko Senica

W mediach społecznościowych wspominał Pan, że jest chętny na pojedynek z Mariusem Żaromskisem, więc nie sposób nie zapytać, czy to właśnie Litwin mógłby być kolejnym przeciwnikiem?

– Tak, myślałem, że to ma sens. Grzebyk był wówczas numerem jeden na liście pretendentów, a Żaromskis go pokonał, więc pomyślałem, że walka z nim miałaby sens. Facet jest bardzo znany, ma wielkie nazwisko i jest zawodnikiem, którego podziwiałem, nie tylko, kiedy zaczynałem bawić się w MMA, ale i teraz kiedy nadal to robię. Jednak nie wiem, czy ta walka ma teraz sens. Powiedziano mi, że walka z Shamilem to „eliminator do walki o pas”, więc sądzę, że moim następnym pojedynkiem będzie starcie o tytuł. Muszę zniszczyć Shamila, a potem przyjdzie pora na założenie pasa. Jeśli Soldić znowu pobiegnie do wagi średniej, to pewnie zdecydują, że powinienem walczyć z Żaromskisem. A ja będę na niego gotowy. Serio, to byłaby świetna walka.

Patrząc na innych rywali z tej kategorii, to co sądzi Pan o starciu z Andrzejem Grzebykiem?

– Obserwowałem go i myślę, że jest dobrym wojownikiem. Jest też bardzo „głodny” i myślę, że to też byłoby dobre starcie. Ale teraz wróci po porażce, więc uważam, że wzięcie tej walki jest dla mnie bez sensu. Chcę wspinać się w rankingach, potem zdobyć pas, a następnie go bronić i pokazać, kto jest prawdziwym numerem jeden w wadze półśredniej.

A może wszystkie dywagacje na temat wspomnianych przeciwników należy nieco zmienić i napisać, że zgodzi się Pan na walkę z nimi wtedy, gdy będzie bronić pasa?

– Będę walczył z każdym, kogo dadzą mi szefowie KSW. Moją misją jest walka z najlepszymi zawodnikami i to chcę robić.

I na koniec zapytam, jak chciałby Pan zostać zapamiętany po debiucie przez fanów KSW?

– Jako numer jeden w wadze półśredniej!