Choć dla „niedzielnego kibica MMA” nazwisko Dereka Brunsona, czy Edmena Shahbazyana niewiele mówi, tak panowie mieli udowodnić, że warto śledzić ich poczynania. Jedynym mankamentem jest to, że była to walka do jednej bramki. Derek Brunson musiał chyba przed pojedynkiem naczytać się Ernesta Hemingway’a, bo pokazał, że stary człowiek jeszcze może…

Nerwowe początki

Ale zacznijmy od początku. Osoby budzące się o trzeciej nad ranem z soboty na niedzielę, by obejrzeć galę UFC Vegas 5, mogły na starcie transmisji rozbudzić się metodą dżokejów, gdy ci mają przed sobą trudny wyścig. Podobno łacina to jeden z piękniejszych języków świata, ale nie ta podwórkowa i nie wtedy, gdy widz budzi się tak wcześnie, by usłyszeć, że pojedynek Trevina Gilesa z Kevinem Hollandem został anulowany przez Komisję w Nevadzie. Chwilę później dziennikarze prowadzący galę poinformowali, że wedle ustaleń Komisji, Giles miał mdleć na korytarzu w hali w Las Vegas, co sprawiło, że nie mógł zostać dopuszczony do rywalizowania. Faworytem według bukmacherów był Holland i tak też typowałem, ale swoje wskazania przedstawię na samym końcu podsumowania. Wracając do gali w Las Vegas, wspomniany pojedynek nie był jedynym, który został usunięty z karty głównej. Starcie pomiędzy Ed Hermanem a Geraldem Meerschaertem również skasowano z karty walk. Tym razem przez pozytywny wynik na obecność Covid-19 w organizmie zawodnika. O wyniku testu na swoim Twitterze poinformował Gerald Meerschaert. I tak o to z sześciu pojedynków z karty głównej, odbyły się zaledwie cztery walki…

Ring girl z UFC - 1. rudna

Czas walk

Pierwszym starciem z karty głównej, które się odbyło na UFC Vegas 5 był pojedynek pomiędzy Bobby Green’em, a Lando Vannatą. Panowie mieli okazję spotkać się przed trzema laty, ale wtedy w ich starciu padł remis. Tym razem Kalifornijczyk odegrał się na zawodniku z New Jersey, wypunktowując go na pełnym dystansie. Walka była bardzo bliska, ale sędziowie nie mieli wątpliwości i po kwadransie jednomyślnie wskazali Bobby’ego Greena jako zwycięzcę, punktując: 30 – 26 i dwukrotnie 30 – 27. Po tak świetnym pojedynku widzowie mieli nadzieję, że teraz gala UFC ruszy z tzw. „kopyta” i nie pomylili się. Vicente Luque i Randy Brown udowodnili, że również nie mają zamiaru tracić czasu w oktagonie. O ile pierwsza runda mogła być jeszcze trudna do punktowania, tak w drugiej Randy był zamknięty pod siatką i starał się wyłącznie jak najszybciej wstawać, gdy został obalony. Vicente za wszelką cenę chciał pokazać, że skończy to starcie w drugiej rundzie i najpierw spróbował gilotyny, której do końca nie dopiął; by po chwili w stójce zdzielić swojego rywala kolanem, które posłało Jamajczyka na deski. Luque uznał, że to za mało i dołożył jeszcze kilka ciosów w parterze, co zmusiło sędziego do przerwania walki na osiem sekund przed końcem drugiej odsłony. Przedostatnim pojedynkiem z karty głównej była rywalizacja pań w wadze muszej, w której to zmierzyła się Jennifer Maia z Joanne Calderwood. Choć przed pojedynkiem wyżej w rankingu była reprezentantka Szkocji, tak bukmacherzy nie byli jednomyślni i nie dali wyraźnego wskazania na jedną, bądź drugą zawodniczkę. Ostatecznie to Joanne weszła do oktagonu jako faworytka, ale już w pierwszej rundzie Brazylijka udowodniła, że to ona tego wieczoru jest lepsza. Jennifer poddała rywalkę przez balachę na trzydzieści jeden sekund przed końcem rundy pierwszej.

Walka międzypokoleniowa

Daniem głównym tej karty walk, które na początku jej tworzenia, wcale nie miało być main – eventem, było starcie między Derekiem Brunsonem, a Edmenem Shahbazyanem. Pojedynek pomiędzy dwudziestodwulatkiem, a trzydziestosześciolatkiem było określane przez ekspertów jako walka międzypokoleniowa. Edmen, który rewelacyjnie pokazał się w drugim sezonie Dana White’s Contender Series otrzymał możliwość stoczenia walki na „prawdziwej gali” z zawodnikiem, który powoli miał rozmyślać o zakończeniu kariery. A przynajmniej tak wydawało się większości fanów oglądających ten pojedynek. W końcu wskazania bukmacherów były bezwzględne: Edmen z jedenastoma wygranymi na koncie, bez porażki, był zdecydowanym faworytem. Jednakże „rankingi nie walczą i nie biją” – jak mawia klasyka sportów walki, o czym brutalnie przekonał się dwudziestodwulatek. O ile jeszcze w pierwszej rundzie można by było się doszukiwać powodów, że to Shahbazyan ją wygrał, tak w drugiej Brunson udowodnił, że nie ma zamiaru przechodzić na emeryturę i nie chce być ustawiany jako „przedsionek dla młodych do walk z najlepszymi” – o czym nie omieszkał wspomnieć również w wywiadzie po pojedynku. Niektórzy fani, zawodnicy, a nawet trenerzy MMA na Twitterze uważali, że Herb Dean za późno zareagował pod koniec drugiej rundy. Wszystko przez to, że zadane ciosy w parterze sprawiły, że Derek m.in. rozciął łuk brwiowy i górną wargę u swego rywala, a także doprowadził go na skraj świadomości, czego przykładem jest brak obrony w ostatnich sekundach drugiej odsłony walki wieczoru. Po dziesięciu minutach pojedynku w oktagonie pojawił się lekarz, który miał stwierdzić, czy Edmen może wyjść do trzeciej rundy. Sześćdziesiąt sekund przerwy pomogło na tyle, by Shahbazyan odzyskał świadomość, co uprawniło lekarza do dopuszczenia zawodnika do trzeciej rundy. Jednak dwa ciosy sprawiły, że Derek po dwudziestu sześciu sekundach trzeciej odsłony mógł cieszyć się ze zwycięstwa. Tym samym Edmen Shahbazyan odniósł pierwszą porażkę w zawodowej karierze, a Derek Brunson zwyciężył po raz trzeci z rzędu.

Podsumowanie

Choć gala UFC tym razem była znacznie krótsza, niż przewidują „standardy” transmisji, tak widzowie śledzący ją nie mogli czuć się zawiedzeni. Cztery starcia na wysokim poziomie niemalże w pełni wypełniły rejestratory doznań, dzięki czemu z czystym sumieniem mogę napisać, że warto było wstawać na tę galę UFC. A ci, którzy ją przegapili, nie muszą długo czekać na wydarzenie organizowane przez największą federację MMA na świecie. Już ósmego sierpnia na UFC Vegas 6 dojdzie do pojedynku Derricka Lewisa z Aleksiejem Olejnikiem w walce wieczoru. Już teraz eksperci oceniają, że najbliższa gala legitymuje się mocną kartą walk, więc ponownie warto wstać o trzeciej nad ranem, by śledzić to, co wydarzy się w oktagonie UFC w Las Vegas.

Moje typowanie pojedynków, które się odbyły:

Vannata vs Green – zwycięstwo: Vannata przez: decyzję

Luque vs Brown – zwycięstwo: Luque przez: nokaut

Calderwood vs Maia – zwycięstwo: Maia przez: decyzję

Brunson vs Shahbazyan – zwycięstwo: Shahbazyan przez: nokaut