George Russell w GP Las Vegas dojedzie do mety przed Oscarem Piastrim? Gramy o 204 PLN
Niedzielnego ranka, tj. o godzinie 5 nad ranem czasu polskiego rozpocznie się wyścig o Grand Prix Las Vegas. Najszybsi kierowcy świata ponownie powalczą o punkty na jednym z bardziej wymagających torów z całego kalendarza. Sesje treningowe i kwalifikacje pokazały, że największe szanse na zwycięstwo ma Lando Norris. Przy czym kierowca McLarena nie ma tu aż tak dużej przewagi nad resztą stawki jak to miało miejsce np. w Brazylii. Blisko są i Mercedesy, Red Bulle i Ferrari.
Grand Prix Las Vegas – zapowiedź
Przed tym weekendem wyścigowym pewne były jedynie 2 rzeczy, tj. to, że niskie temperatury – jak na standardy Formuły 1 – będą miały wpływ na rywalizację oraz to, że bardzo dobrze będzie szło Lando Norrisowi. Piątkowe jak i sobotnie sesje pokazały, że rzeczywiście przypuszczenia ekspertów znajdują potwierdzenie w rzeczywistości. Choć trzeba też zarazem zaznaczyć, że tym razem na wyniki kwalifikacji wpłynęły jeszcze w znacznym stopniu też obfite opady deszczu.
Były one tak duże, że kierowcy w Q1 pokonywali okrążenia na oponach deszczowych. Co prawda niektórzy ze stawki podejmowali się prób wyjeżdżania na „przejściówkach”, ale wówczas nie kończyli pomiarowych „kółek” na rzec zjazdu do strefy pit-lane po opony bardziej dostosowane do wspomnianych warunków atmosferycznych. O tym jak trudno było uzyskać dobry czas świadczy to, że już po pierwszej części „czasówki” rywalizację zakończyli np. Alexander Albon z Williamsa, Kimi Antonelli z Mercedesa i Lewis Hamilton z Ferrari. Oprócz nich do następnej części kwalifikacji nie awansowali jeszcze Gabriel Bortoleto i Yuki Tsunoda, ale oni nie błyszczeli aż tak w poprzednich sekcjach tego weekendu i wcześniej, co wspomniana trójka.
Najsłabiej w Las Vegas tym razem poradził sobie… 7-krotny mistrz świata! Lewis Hamilton po raz pierwszy w karierze uzyskał najgorszy czas „czasówki”. Brytyjczyk jako jedyny nie był w stanie pokonać bariery minuty i 57 sekundy. Za więcej niż rozczarowujący udział w tych kwalifikacjach może uznać też Kimi Antonelli, który miał tu skorzystać z pewnego handicapu. Nie jest tajemnicą, że to bolidy Mercedesa miały być najbardziej odporne na niskie temperatury. Tymczasem okazało się, że Włoch ruszy do wyścigu dopiero praktycznie z końca stawki. Też na więcej liczył Albon, który dobrze sobie radził w treningach. Też auta Williamsa dobrze odnalazły się we wspomnianych warunkach, ale ten kierowca popełnił błąd i rozbił swoją maszynę.
Przy czym wpływ na wyniki z Q1 miało też stosowanie się do regularnie pojawiających się żółtych flag. Kiedy koniecznym staje się ich użycie, wówczas kierowcy mają obowiązek zmniejszyć tempo, przez co też praktycznie niemożliwym staje się poprawienie się. Dlatego też momentami na czele stawki plasowali się m.in. Bearman, Ocon, Sainz, czy Stroll. Choć warto zaznaczyć, że każdy z zawodników z obecnej stawki Formuły 1 przyznawał, że w sobotniej „czasówce” po torze jeździło się tak, jakby było się na lodowisku, a nie drodze. Raz po raz przekonywał się o tym każdy, nawet ci, którzy byli na szczycie listy. Przykładowo Oliver z Haasa był w czołówce, by po „chwili” uderzyć w bandę przez niemożliwość wyhamowania we właściwym czasie.
W 2. części „czasówki” niewiele się zmieniło. Można nawet rzec, że ta sesja była analogiczna do tej, jaka miała miejsce kilka minut wcześniej. Przy czym znów zaskakująco dobrze radziły sobie Astony, a zwłaszcza Lance Stroll. Była to tego typu sesja, w której przykładowo Oscar Piastri w jednej chwili znajdował się w strefie zagrożenia, by moment później zanotować najlepszy czas! Przy czym była to część obfitująca w mniejsze niespodzianki niż pierwsza, ponieważ zmagania w „czasówce” tym razem zakończyli: Hulkenberg, Stroll, Ocon, Bearman i Colapinto. Choć też trzeba przyznać, że zanosiło się na sporą niespodziankę również w tej części kwalifikacji. Na 9. miejscu znajdował się Piastri, kierowcy zanim się poprawiali, ale wywieszono żółte flagi.
W decydującej sesji opad deszczu już nie utrudniał życia kierowcom w aż takim stopniu, jak miało to miejsce wcześniej. Dzięki temu mogli wyjechać tym razem na przejściówkach. W niej potwierdziło się to, co było wiadome od początku tej rywalizacji, czyli że zawodnicy reprezentujący słabsze teamy, są w stanie powalczyć o wysokie lokaty. Świadczy o tym fakt, że np. Carlos Sainz z Williamsa, czy Liam Lawson z Racing Bulls potrafili wypracować nawet najlepsze czasy pojedynczego okrążenia. Co prawda drugi z tu wymienionych nie powtórzył wyniku z Q2, kiedy to objął prowadzenie, uzyskując czas aż o +0.561 sekundy lepszy od drugiego wówczas Piastriego, ale i tak pojechał więcej niż dobrze, podobnie jak jego teammate – Hadjar.
Tym samym wyniki z kwalifikacji tylko po części potwierdziły przewidywania analityków, które powstały po 3 sesjach treningowych. Wskazywały one, że choć Lando Norris jest w takiej formie, że powinien sięgać po spokojne wygrane, to za plecami w niedalekim odstępie będą Red Bulle i Williamsy. Tymczasem Brytyjczyk w Q3 wywalczył od drugiego Maxa Verstappena czas lepszy o przeszło 3 dziesiąte sekundy, co jest sporą różnicą. Kierowcy pierwszego z wymienionych tu teamów poradzili sobie w kratkę, podobnie jak broniący barw Ferrari. Aspiracje do walki o punkty zgłosił też Fernando Alonso z Astona oraz zawodnicy Racing Bulls. Potwierdziło się jeszcze to, że im bliżej jest końca sezonu, tym Oscar Piastri znajduje się w coraz słabszej dyspozycji.
Teoretycznie wyniki z treningów powinni być mniej miarodajne od rezultatów pochodzących z kwalifikacji. Tym razem jest jednak inaczej, ponieważ sobotnia „czasówka” była najbardziej mokrą sesją. W dodatku taką, z jaką kierowcy jeszcze nigdy nie mieli okazji się zmierzyć w Las Vegas. Zapowiedzi meteorologiczne wskazują, że wyścig powinien odbyć się w warunkach znacznie bardziej zbliżonych do tych, jakie miały miejsce w treningach, co daje pewne nadzieje np. Antonelliemu i odbiera ekipie Astona Martina.
Grand Prix Las Vegas – statystyki:
- Aktualny lider mistrzostw świata (Lando Norris) wyprzedza Oscara Piastriego już o 24 punkty.
- Max Verstappen z Red Bulla zajmuje 3. miejsce w mistrzostwach świata i traci 49 oczek do lidera.
- Lando Norris pokonywał teammate’a – Oscara Piastriego zawsze w poprzednich 6 Grand Prix.
- Zespół Mercedesa wyprzedza 3. team w stawce (Red Bulla) o 32 punkty i czwarte Ferrari o 36 oczek.
- Oscar Piastri jak i Lando Norris zwyciężali w tym sezonie po 7 razy, Verstappen – 5, Russell – 2.
- Lando Norris jeszcze nigdy nie wygrał 3 wyścigów z rzędu. Triumfował w poprzednich 2 rundach.
- Zespół Ferrari pozostaje jedynym z tzw. wielkiej czwórki, który jeszcze nie wygrał w tym sezonie!
- Kierowca teamu McLarena sięgnął w tym sezonie już po 14 zwycięstw, a rozegrano 21 Grand Prix.
- Verstappen zajmował 7-krotnie na pole position, Norris 6 razy, Piastri – 5, Russell – 2 i Leclerc – raz.
- W poprzednich 7 Grand Prix Formuły 1 triumfował w wyścigu ten, kto zdobył pole position.
- Lando Norris stawał w tym sezonie na podium już 17 razy, czyli najczęściej spośród całej stawki.
- Max Verstappen z Red Bulla znajdował się na podium za każdym razem w ostatnich 7 Grand Prix.
- Piastri stawał na podium w sumie 14-krotnie w tym sezonie, ale ani razu w ostatnich 5 startach.
- Charles Leclerc stawał na podium już 7 razy w tym sezonie, a Lewis Hamilton jeszcze ani razu.
- Max Verstappen w Brazylii stanął na podium po raz 124. w karierze, co daje mu 3. lokatę na liście wszechczasów.
Grand Prix Las Vegas – pierwszy typ
Bukmacherzy najwięcej szans na zwycięstwo przyznają Lando Norrisowi. Są tak pewni triumfu Brytyjczyka, że kurs na to zdarzenie np. w STS-ie wynosi 1.90. Drugi najniższy mnożnik przyznano ewentualnej wiktorii holenderskiego 4-krotnego mistrza świata, tj. 2.50. Ciekawostkę stanowi, że ich analitycy są tak bardzo przekonani o tym, że ci dwaj kierowcy staną na podium Grand Prix Las Vegas, że kursy na to, że Brytyjczyk z McLarena i Verstappen zajmą miejsce na podium wynoszą odpowiednio 1.15 i 1.20.
Za trzeciego największego faworyta uchodzi George Russell z Mercedesa (1.50). I to właśnie typu F1 z nim związanego się podejmuję. Brytyjczyk powinien nie dać się wyprzedzić Oscarowi Piastriemu. Decyduje o tym fakt, że jest w równiejszej formie. Kierowca McLarena zdaje się pogodzony z losem, przez co nie ma już nawet w połowie tej dyspozycji, jaką miał jeszcze w połowie sezonu. Dodatkowym atutem Mercedesa jest to, że ich bolidy lepiej znoszą niskie temperatury, jakie panują w Las Vegas.
Grand Prix Las Vegas – drugi typ
Drugi z dzisiejszych typów dnia stawiany z kodem promocyjnym STS-u będzie dotyczyć Isacka Hadjara. Francuz solidnie prezentował się w trakcie treningów, a w kwalifikacjach mogło mu pójść jeszcze lepiej. W Q3 pod koniec finałowego okrążenia był zmuszony przestać naciskać z racji tego, że pojawiły się żółte flagi wskutek wypadnięcia z toru Leclerca. W dodatku o mały włos nie rozbił swego bolidu, ponieważ jadący przed nim Oscar Piastri zwolnił raptownie jeszcze bardziej niż reprezentant Trójkolorowych.
Analizując jego dotychczasowe występy w trakcie tego weekendu, jak najbardziej mógł znaleźć się w 2. rzędzie na starcie. Dość powiedzieć, że zarówno on jak i Piastri byli szybsi w 1. sektorze od samego Verstappena! W dodatku udanie spisywał się w treningach, w trakcie których zajmował miejsca odpowiednio siódme i piąte. Tym samym czytelne staje się, że w Racing Bulls bardziej trafiono z ustawieniami niż w Alpine. Dosłownie gołym okiem dostrzegalne jest to, że np. Pierre Gasly męczy się w Las Vegas ze swoją maszyną.
Wspomniany francuski kierowca nie wyprzedził swojego rodaka jeszcze ani razu w czasie tego weekendu. W 1. treningu Isack zajął 7. lokatę, a Pierre 12. W kolejnej sesji Hadjar poradził sobie jeszcze lepiej, bo wywalczył 5. rezultat, a Gasly ponownie był 12; a w trzecim wspomniany kierowca Racing Bulls uplasował się na 4. pozycji, a zawodnik z Alpine na 10. W każdej z tych sesji Isack zdobywał czasy o +/- 3 dziesiąte lepsze od tego rodaka. W kwalifikacjach obaj awansowali do Q3, ale Hadjar stracił do lidera +1.620 sekundy, a Pierre już +3.606.
Dodatkowym atutem reprezentanta Racing Bulls jest to, że jest w wyższej formie od zawodnika Alpine, co seryjnie udowadnia w ostatnich tygodniach. Isack zajmował wyższe lokaty od Pierre’a w Grand Prix: Brazylii, Meksyku, USA, Singapuru, Azerbejdżanu, Włoch, Holandii i Węgier. Tym samym Gasly ostatni raz pokonał Isacka w wyścigu mającym miejsce w Belgii, do którego doszło 27 lipca. Nawet wtedy, kiedy faworyzowany kierowca do zwycięstwa w tej parze radził sobie gorzej i np. nie zdobywał punktów, to i tak underdogowi szło jeszcze mizerniej.
Propozycja kuponu:
fot. Matthew Bolt/Icon Sportswire/Alamy


