Fot. Tomi Hanninen / PRESSFOCUS

Wczorajszy konkurs w Ruce zakończył się drugim z rzędu zwycięstwem Markusa Eisenbichlera, jednak co dla nas ważniejsze – wygranym kuponem. Dzisiaj kolejna okazja do wygranej, bowiem owiana złą sławą Rukatunturi również i w niedzielę ma być łaskawa dla skoczków i przystać na sprawiedliwe warunki wietrzne. Przygotowałem dla Was dwa zakłady: pierwszy z nich to rywalizacja niemiecko-norweska w postaci pojedynku Pius Paschke vs Johann Andre Forfang, a w drugim zdarzeniu wspólnie zastanowimy się, czy Markus Eisenbichler jest w stanie wygrać trzeci konkurs z rzędu… Lecimy!

1200 PLN od depozytu +230 PLN zakład bez ryzyka + 30 PLN Freebet

sts bez ryzyka - 230

Chcesz więcej typów bukmacherskich? Dołącz do Grupy Zagranie!

 

Pius Paschke vs Johann Andre Forfang

Niemiec już w zeszłym sezonie nieśmiało dobijał się do czołówki Pucharu Świata, między innymi zajmując 8. miejsce we włoskim Predazzo, jednak dyspozycja w Wiśle oraz Ruce wskazuje na to, że może on zagościć w niej na dłużej. Dobre występy w treningach, drugie miejsce wraz z ekipą niemiecką w konkursie drużynowym oraz 12. lokata indywidualnie – to dorobek, który Paschke przywiózł w tym roku z Polski. Niestety podobnych danych nie mogę przedstawić w przypadku Johanna Andre Forfanga, który decyzją Alexandra Stoeckla do Wisły nie pojechał. Austriacki trener Norwegów argumentował to potrzebą dodatkowego treningu (czytaj: słabą formą). Jednak pierwsze skoki na skoczni Rukatunturi pokazują, że forma wcale tak słaba nie jest… Przyjrzyjmy się temu dokładniej.

W piątek mieliśmy okazję obserwować aż trzy serie treningowe, co stanowi dosyć obszerny materiał do analizy. W pierwszej z nich górą okazał się Pius Paschke. Niemiec oddał skok na odległość 122 metrów, co pozwoliło mu się uplasować na dziewiątym miejscu z dorobkiem 71.5 punktu (przypominam: w treningach punkty przyznawane są jedynie za odległość, uwzględniana jest również rekompensata za wiatr oraz zmianę belki. Brak ocen za styl). Forfang pofrunął aż na 141 metr, jednak skok oddawał z belki nr 19, podczas gdy próba Paschke odbywała się z belki nr 16. Dołóżmy do tego dużą rekompensatę za niekorzystny wiatr dla Niemca (+7.9) oraz punkty ujemne dla Norwega (-2.0), co w rezultacie złożyło się na 16. lokatę Forfanga i 7.9 punktu na korzyść Paschke. Bez względu na to co kto myśli o sprawiedliwości przeliczników – w naszej rywalizacji 1:0 dla Niemca. Drugiej serii treningowej Norweg nie może zaliczyć do udanych. Skok wylądował na 115 metrze i zajął odległą 34. lokatę. Zdecydowanie lepiej poradził sobie Paschke – 133 metry, piąte miejsce i aż 39.1 punktu przewagi nad Forfangiem. Drugi trening okazał się miazgą – 2:0 dla Niemca. Czy trzecia seria coś zmieniła w naszym rozrachunku? Nie, choć różnice były już zdecydowanie mniejsze. Pius Paschke zajął piąte miejsce, oddając skok na odległość aż 143 metrów. Ósmy w tym samym treningu był Norweg, a różnica pomiędzy obydwoma panami wyniosła równe pięć punktów. Jako że na korzyść Niemca – mamy 3:0.

Piątkowe skakanie zakończyły kwalifikacje do wczorajszego konkursu indywidualnego. Raczej nie powinno być dużą sensacją jeżeli napiszę, że w naszej małej rywalizacji górą był Paschke. Niemiec oddał skok na odległość 129 metrów, co pozwoliło mu zająć szóste miejsce z notą 118.3 punktu. Forfang uplasował się w drugiej dziesiątce, na 15. pozycji po skoku na 119 metrów. Strata do Paschke? 14.1 punktu. Sporo. Płynnie przejdźmy więc do sobotniej serii próbnej przed konkursem indywidualnym, która okazała się ostatnim miarodajnym starciem obu panów. Ale o tym zaraz… Trzeba przyznać, że próba generalna przed zawodami zbliżyła do siebie obu panów, przynajmniej pod kątem różnicy punktowej. Górą? Ponownie Paschke, 134 metry. Forfang jednak postanowił dotrzymać kroku i uplasować się dwie pozycje niżej. 133 metry i jedynie 1.9 punktu straty do Niemca. To najmniejsza różnica, jaką zanotowaliśmy podczas naszych rozważań i jak się okazało… był to ostatni raz, kiedy możemy porównać próby obu panów. W pierwszej serii konkursu doszło bowiem do kuriozalnej sytuacji, kiedy to trener Norwegów – Aleksander Stoeckl machnął chorągiewką puszczając biednego Forfanga, zanim sygnalizator rozpalił się na zielono. Decyzja mogła być tylko jedna – dyskwalifikacja. Wobec tego rezygnuję z analizy tego pojedynczego skoku. To, co mamy zdecydowanie wystarczy nam do wyciągnięcia wniosków.

Co obstawiać?

Analiza trzech serii treningowych, kwalifikacji oraz serii próbnej jasno wskazuje na faworyta tej pary – jest nim Pius Paschke. Niemiec w swoich skokach odznacza się niezwykłą regularnością, co udowadniają zajmowane przez niego miejsca. Co jednak najważniejsze – wygrał on z Forfangiem wszystkie pięć analizowanych serii, czego dużą część z bardzo wyraźną przewagą. Nie ulega wątpliwości, że Norweg również potrafi oddać solidną próbę, jednak dobre skoki przeplata słabszymi, co poddaje w wątpliwość jego zdolność do odbycia dwóch równie dalekich lotów. Jeżeli warunki nie pokrzyżują planów – zwycięstwo Piusa Paschke w tej parze wydaje się być mocnym typem. STS na takie rozstrzygnięcie zakładu oferuje kurs w wysokości 1.52. Stawiamy!

Zdarzenie: Kto lepszy? Pius Paschke vs Johann Andre Forfang

Typ: Pius Paschke

Kurs: 1.52

grupa zagranie

Chcesz więcej typów bukmacherskich? Dołącz do Grupy Zagranie!

Markus Eisenbichler vs pozostali

STS przed niedzielnym konkursem postanowił zaproponować bardzo ciekawy zakład, który można sparafrazować typowo polskim: “najważniejsze, żeby Niemiec nie wygrał”. Ten nietypowy zakład wyrósł z dwóch zwycięstw z rzędu Markusa Eisenbichlera, który w dotychczasowych konkursach Pucharu Świata w tym sezonie zgarnął komplet punktów – po sto na zawody. Czy w niedzielę dołoży do swojego bilansu kolejną setkę? Moim zdaniem to mało prawdopodobne, co spróbuję wykazać poniżej.

Tak jak już wspomniałem – Markusowi udało się wygrać dwa pierwsze konkursy Pucharu Świata w sezonie. Podobną sytuację mieliśmy w zeszłym sezonie kiedy to Daniel-Andre Tande również tryumfował w Wiśle oraz Ruce. Ta sztuka nie udała mu się po raz trzeci – kolejny konkurs padł łupem Yukiyi Sato. Pozwoliłem sobie sprawdzić, ile razy w XXI wieku mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której skoczek na inaugurację tryumfował w przynajmniej trzech konkursach z rzędu. Takie zdarzenie miało miejsce jedynie trzy razy – ostatnio w sezonie 2011/2012, kiedy to ta sztuka udała się Andreasowi Koflerowi. Wygrał on równo trzy pierwsze konkursy indywidualne z rzędu. Zdecydowanie dalej poszedł Thomas Morgenstern w sezonie 2007/2008 odnosząc tryumfy w aż sześciu pierwszych konkursach indywidualnych w sezonie! Ostatnim takim przypadkiem – a zarazem najbardziej oddalonym w czasie był sezon 2004/2005 i cztery zwycięstwa Janne Ahonena. Z całym szacunkiem, ale Markusowi Eisenbichlerowi jeszcze sporo brakuje w swoich osiągnięciach do wyżej wymienionych panów. By jednak argumentacja opierała się na czymś konkretnym, przeanalizuję dotychczasowe próby Niemca z tego weekendu.

A więc jedziemy od początku – piątkowe treningi. Jako że nie porównuję tutaj wyników dwóch zawodników, pozwolę pominąć sobie podawanie odległości, a skupię się jedynie na miejscach zajmowanych przez Markusa. Wszak tezą, jaka przyświeca nam w tym zakładzie to brak trzeciego zwycięstwa z rzędu w dzisiejszych zawodach. Do rzeczy. Pierwsze dwa piątkowe treningi to zwycięstwa fenomenalnego Halvora Egnera Graneruda. W pierwszym z nich Eisenbichler oddał fatalny skok, kończąc rywalizację na 37. lokacie, w drugim zaś uplasował się tuż za Norwegiem. Na co jednak ważnego wskazują te dwie próby – Niemca da się pokonać. Trzeci trening padł łupem Markusa, a więc mamy 2:1 na niekorzyść naszego zachodniego sąsiada. Kwalifikacje to zwycięstwo Dawida Kubackiego, Markus Eisenbichler sklasyfikowany został na miejscu szóstym – 3:1. Seria próbna padła łupem Halvora Egnera Graneruda, jednak Markus czaił się tuż za jego plecami. Nie mniej jednak – 4:1. Konkurs indywidualny jak już dobrze wiemy to zwycięstwo Niemca. Nie będę rozbijał go na dwie serię, a potraktuję jako całość. Rezultat końcowy – 4:2. Czas na podsumowanie.

Co obstawiać?

“Nic nie może przecież wiecznie trwać” – śpiewała przed laty Anna Jantar, a słowa te w jej przypadku okazały się aż nadto prorocze. Czy festiwal zwycięstw Markusa Eisenbichlera będzie trwał nadal? Niczego nie można powiedzieć na pewno, Markus jest wszak w fenomenalnej dyspozycji, aczkolwiek biorąc pod uwagę, jak rzadko zdarzają się przypadki zwycięstw w trzech pierwszych konkursach sezonu z rzędu, nie wydaje mi się, by mogło mieć to miejsce. Pewności w tym typie dodają nam analizowane powyżej serie, które dobitnie pokazują, że Niemca jednak da się pokonać. A chętnych do zrobienia tego nie brakuje. I na nich wszystkich dzisiaj liczę. Jak to powiedziałby Nosacz Janusz: “najważniejsze, żeby Niemiec nie wygrał!”. I tego się dzisiaj trzymamy. STS na takie rozwiązanie zakładu oferuje kurs w wysokości 1.70. Jedziemy!

Zdarzenie: Kto lepszy? Markus Eisenbichler vs pozostali?

Typ: pozostali

Kurs: 1.70

Zasady promocji:

  • Kwota: możesz zawrzeć zakład za dowolną stawkę, ale otrzymasz maksymalnie 230 PLN zwrotu (minus podatek).
  • Promocja dostępna dla nowych klientów, którzy założą konto z kodem: ZAGRANIE
  • Naliczenie zakładu bez ryzyka automatycznie na podstawie kodu: ZAGRANIE
  • Akcja łączy się z bonusem powitalnym.
  • Jeśli Twój zakład zostanie rozliczony jako przegrany, otrzymasz zwrot.
  • Zwrot nastąpi na konto depozytowe, a nie w formie bonusu.
  • Maksymalna wysokość bonusu będzie pomniejszona o podatek od gry.

Ruka - kupon na niedzielę

Zaloguj się aby dodawać komentarze