174. derby Manchesteru były po prostu słabe. Mourinho zaparkował największy dostępny autobus w stajni, Fellainiemu na chwilę odcięło dostęp do szarych komórek, a The Citizens nie potrafili wykorzystać swoich okazji.

  • Manchester United pod wodzą Jose Mourinho za dużo remisuje i tyle. Współczucia dla kibiców Czerwonych Diabłów. Team, który jakościowo mógłby na spokojnie grać futbol totalny podporządkowuje się pod defensywne myślenie Portugalczyka. Wydaje się, że The Special One (point) jest więźniem swojej własnej taktyki, którą kiedyś musiał stosować, bo przecież FC Porto nie mogło kontrolować gry. Od tamtej pory Mou nie zmienił swojej filozofii i po kolei narzuca ją ekipom, które prowadzi. Piłkarze z Old Trafford byli dzisiaj osłabieni: brakowało Pogby, Ibry (którego zabraknie na dłużej), Maty, Smallinga, Rojo i Jonesa. Tak – to jest bardzo długa lista, większość z wymienionych zawodników pewnie zagrałoby od pierwszych minut. Goście ostatnich derbów wolą po prostu zostać z czymś, niż z niczym. Niby szanujemy, w końcu są na piątym miejscu w tabeli angielskiej Premier League.

 

  • W czwartkowych derbach Mourinho mógł równie dobrze desygnować do gry samych obrońców i pomocników. Nie tylko ze względu na to jaką przyjął taktykę, ale także zważywszy na to jak napastnicy, na których postawił się zaprezentowali. Czerwone Diabły w całym meczu podjęły tylko trzy próby strzałów. Jedna z nich była celna, Henrika Mchitarjana. Poza nim dwukrotnie próbował Herrera – raz został zablokowany, raz nie trafił w bramkę. To sprowadza nas do pewnych niekorzystnych faktów dla Rashforda i Martiala. Obaj panowie, walczący przecież o względy trenera, nie oddali ani jednego strzału. Ibra, wróć. Mogą bezskutecznie wołać rozżaleni kibice United.

 

  • Fellainiemu odcięło prąd. Aguero najpierw uwolnił się od Belga i został przez niego sfaulowany na żółtą kartkę. Dosłownie sekundę później, Argentyńczyk uciekł ponownie, a Marouane znowu za nim ruszył. Kun, wiadomo – gleba, ale szybko wstał, powyzywać trochę pomocnika przeciwnej drużyny, a nóż, może coś uda się wymusić. Tym sposobem doszło do dotknięcia się głowami, dokładnie czołami, obu panów. Napastnik City padł jakby został potraktowany paralizatorem, na który Fellaini zużył cały prąd zapewniający dostęp do szarych komórek. Co było dalej? Można się domyślić. Fellaini out, Aguero in – tak się w dzisiejszym futbolu zapewnia przewagę swojej drużynie. Zachowanie filigranowego piłkarza nie było chwalebne, ale reprezentant Belgii to duży chłopiec, nie powinien dać się sprowokować i już.

 

  • Manchester City przeraził brakiem skuteczności. Piłkarze Pepa Guardioli oddali łącznie 19 strzałów w stronę bramki swoich przeciwników, ale tylko sześć z nich poleciało w jej światło. Gdyby Aguero skupił się w tym meczu bardziej na skuteczności, niż na aktorstwie, to pewnie jego zespół cieszyłby się dzisiaj z trzech punktów. Poza tym, Kevin De Bruyne gdzieś zniknął i podobno dalej go szukają. Oddał trzy niegroźne strzały, jeden z nich obronił na luzaku De Gea. Belg w meczu z United miał problem z podaniami, skuteczność na poziomie 81%, przy tej klasie piłkarza, to naprawdę mierny wynik. Wymagamy zdecydowanie więcej.
  • The Citizens nie potrafią wycisnąć z siebie 100%. No bo gdyby potrafili, to by dzisiaj wygrali. Zamiast tego nie sforsowali autobusu postawionego przez szefa Mourinho i podzieli się punktami z ekipą, która ma o wiele lepszą sytuację. Koniec końców, to przecież Herrera i spółka są w grze o Ligę Mistrzów nie tylko w Premier League, ale też przez Ligę Europejską. Drużyna Guardioli ma tylko jedną szansę, jest to TOP4 angielskich rozgrywek. Remis to zachowanie dotychczasowego statusu, czyli tylko jednego punktu przewagi nad będącymi bezpośrednio pod City, United.