Przed sezonem eksperci i kibice wskazywali, że Sparta Wrocław będzie walczyła o wejście do fazy play-off. Drużyna spisała się w trakcie roku lepiej, niż oczekiwano. Już od samego początku pokazywała, że stać ją na wiele. Ich kluczem do sukcesu był skład, który skonstruowano mądrze. Każdy miał swoją rolę i uzupełniał się nawzajem.

Sparta Wrocław 2017 – Drużynowy Wicemistrz Polski

Z pewnością po minionej niedzieli kibice i zawodnicy Sparty Wrocław musieli być smutni. Zawsze na początku lepiej smakuje wygrany brązowy medal, niż przegrany srebrny. Jednak gdy wszyscy po sezonie siądą spokojnie w swoich kanapach, to stwierdzą, że był to bardzo dobry sezon okraszony sukcesem wicemistrza Polski. Tym bardziej, że apetyty zostały teraz rozbudzone jeszcze bardziej i z pewnością na rok 2018 cel będzie tylko jeden – Drużynowe Mistrzostwo Polski.

Co prawda Wrocław nie jechał sparingów z faworytami do medalów w Ekstralidze, ale pozwolił sobie wejść w sezon z dobrymi morale, ponieważ zanotował bilans 5-0. W pierwszym spotkaniu rundy zasadniczej przywitali u siebie wicemistrza kraju, Get Well Toruń. Już w tym momencie pokazali swój duży potencjał zwyciężając 51-39. Od samego początku sezonu brylował młody Maksym Drabik zapisując na swoim koncie 10 punktów. To, co również cieszyło żużlowców i działaczy, to wypełniony po brzegi Stadion Olimpijski. Czyżby mieszkańcy poczuli emocje żużlowe? Z pewnością wpływ na to miał nowy stadion, co było tylko z korzyścią, ponieważ dalsze wyniki tylko pomagały. Można chyba stwierdzić, że we Wrocławiu dawno nie było takiego klimatu na żużel, nawet podczas mistrzowskiego sezonu.

Następne spotkanie to jeszcze większe rozbudzenie apetytów, ponieważ Sparta pokonała w Lesznie Unię, co uznano za wielki sukces patrząc na wcześniejszy wynik drużyny z Wielkopolskiego. W tym spotkaniu wyróżnił się tylko jeden zawodnik – nie kto inny jak Maksym Drabik. Następnie przyszła pierwsza porażka i to na własnym stadionie. Jednak wielkiej katastrofy nie było, ponieważ przegrana zaledwie jednym punktem z mistrzem Polski nie była tragedią. W tym spotkaniu Sparta musiała sobie radzić bez Vaclava Milika, co z pewnością miało wpływ na końcowy wynik. Za mało też od siebie dawał Tai Woffinden mający problemy sprzętowe. Sztab trenerski zaczął zwracać uwagę na Tomasza Jędrzejaka. Na ławce cały czas był Szymon Woźniak, którego potencjału nikt się jeszcze nie mógł spodziewać. Po dwóch kolejnych wygranych przytrafiła się porażka z Falubazem Zieloną Górą, jednak moim zdaniem kibice Sparty mogą zapisać sobie ten dzień jako kluczowy w walce o medal, ponieważ do składu wskoczył Szymon Woźniak. Jak wiemy, bydgoszczanin okazał się później kluczowym zawodnikiem w walce o mistrzostwo Polski. Początek miał słaby, ale już w następnym spotkaniu przeciwko Unii Leszno zdobył 9 punktów przyczyniając się do wygranej swojego zespołu.

Od tego momentu Sparta Wrocław miała 6 kolejnych meczów bez porażki. Wszystko we Wrocławiu układało się idealnie. Maciej Janowski był liderem, jakim zawsze chciał być. Tai Woffinden stopniowo się rozkręcał, a na dodatek druga linia jeździła tak wspaniale, że Rafał Dobrucki miał ból głowy, kto ma prowadzić pary. Fantastycznie zaczął jeździć Andrzej Lebiediew. Można było uznać Łotysza za transferowy strzał w dziesiątkę. Rozbudzając apetyty trochę zawiódł w play-offach, jednak jest on nadal 22-letnim zawodnikiem z dużym potencjałem, który warto obserwować. Vaclav Milik mimo pojedynczych wpadek stał się trzecim liderem Wrocławian. Szymon Woźniak zawsze pozostawał w cleniu, ale robił swoje. No i najważniejsze – Maksym Drabik, który szalał w każdym meczu zdobywając często dwucyfrowe wyniki. Na ten moment Wrocławianie byli największymi faworytami na Drużynowego Mistrza Polski. Wydawało się, że każdą dziurę załata kolega z drużyny. Tak było prawie przez cały sezon. Jednak pod koniec trochę zabrakło.

Ostatni mecz w rundzie zasadniczej był bezpośrednią rywalizacją o wygranie rundy zasadniczej. Zwycięsko wyszedł Falubaz Zielona Góra. W tamtym spotkaniu tak naprawdę zawiódł każdy i kibice mogli mieć lekkie obawy przed faza posezonową. Półfinały to rywalizacja ze Stalą Gorzów. Pierwsze spotkanie wygrane 47:43. Przewaga bardzo mała, więc Sparta musiała się spiąć w rewanżu. Zawiódł Szymon Woźniak i Andrzej Lebiediew, który startował wtedy pod numerem 13. Później został zmienony z Vaclavem Milikiem, co było dobrą decyzją Rafała Dobruckiego.  Rewanż to już jedna z najbardziej emocjonujących chwil w ostatnich latach Speedway Ekstraligi. Stal Gorzów już prawie otwierała szampany z awansu do finału. Na 3 biegi do końca prowadzili w dwumeczu 4 punktami. Jednak końcówka to był nokaut ze strony Sparty, ponieważ wygrali ten okres 13:5.

Finał rozpoczęli na wyjeździe przegrywając 49:41 i jak się okazało, ta przewaga w zupełności wystarczyła. Aczkolwiek trzeba przyznać, że w rewanżu rywalizacja byłą zacięta i wydawało się już nie raz, że Sparta ma trofeum na wyciągnięcie ręki. Biegi nominowane miały zadecydować, ale w takim momencie, gdzie się definiuje mistrzów, Wrocław zawiódł kompletnie. Najpierw Drabik z Woźniakiem, a później Janowski z Woffindenem przegrali po 1:5 i to Unia Leszno cieszyła się z mistrzostwa. Czyich punktów zabrakło? Wychowanka, Macieja Janowskiego, który w obu spotkaniach zdobył łącznie 14 punktów. Jednak nie ma co wypominać i rozpamiętywać, ponieważ liga była wyrównana i emocjonująca. Sparta srebro może uznać za sukces. Jednak już w przyszłym roku z pewnością będą zadowoleni tylko ze złota.

MVP Sparty Wrocław – Tai Woffinden

Tajski przez cały sezon nie prezentował się tak świetnie, jakby kibice tego oczekiwali. Jednak trafił ze wspaniałą formą w tą najważniejszą część roku, czyli play-off. W sumie w tych 4 spotkaniach zgromadził 47 punktów. Tym bardziej była ważna jego rola lidera, że trzeba jasno powiedzieć, zawiódł trochę Maciej Janowski. Tajski ma coś więcej niż zwykły lider, mimo, że jest obcokrajowcem. On nie przyjeżdża tu tylko po wypłatę, żeby posiedzieć sobie cicho w swoim boksie. Jego dobra postawa motywowała cały zespół. Jest on znany ze swojego charakteru. Na uwagę zasługuje również przywiązanie do Wrocławia, w którym jest od kilku lat i odrzucał nawet lepiej płatne kontrakty. Już w tym momencie wiemy, ze będzie Spartanem na przyszły rok.