Przerwa na kadrę dobiegła końca, a przed nami ostatnie odliczanie do powrotu klubowej piłki. Przez te dwa tygodnie działo się wiele, dlatego w dzisiejszym tekście poruszymy najważniejsze wątki związane z eliminacjami Mistrzostw Europy. Nie zabraknie Biało-Czerwonych!

Portugalia – niszczyciel kuponów

Jeśli udać się w stronę jednej drużyny, która stała się pogromcą typerów podczas przerwy reprezentacyjnej to bez wątpienia jest nią aktualny Mistrz Europy – Portugalia. Selecao mieli do rozegrania dwa spotkania domowe, w których byli wyraźnym faworytem. Najpierw zmierzyli się z Ukrainą, a następnie z Serbią. W obu meczach padł remis, co mocno komplikuje sytuację obrońców tytułu w eliminacjach. Mogło się wydawać, że będą pewniaczkiem do wygranej w grupie, tym bardziej że już na początku mieli dwa spotkania domowe z najtrudniejszymi rywalami. Zaliczki nie udało się wypracować, a dalsza część eliminacji zapowiada się pasjonująco. Jeśli ktoś przewidział, że Portugalczycy nie wygrają w obu meczach, to zapewne już pakuje się na Malediwy, jednak raczej znajdziemy więcej przypadków, w których gracze typowali zwycięstwo gospodarzy.

Swoje do powiedzenia mieli również sędziowie, którzy w obu spotkaniach pokrzyżowali plany Portugalii. W starciu z Ukrainą był ewidentny rzut karny w doliczonym czasie gry, który nie został odgwizdany. W rywalizacji z Serbią była jeszcze ciekawsza sytuacja, ponieważ Szymon Marciniak podyktował jedenastkę, jednak po konsultacji z sędzią bocznym zmienił zdanie. Czy słusznie? Głos w sprawie zajął CR7, którzy przedwcześnie opuścił murawę z powodu kontuzji.

Cristiano Ronaldo: Sędzia liniowy jest 40 m od sytuacji i podejmuje decyzję za głównego. Wydaje mi się to dziwne. Takie sytuacje zdarzają się w piłce nożnej, ale niestety nie powinny się przytrafiać. Moim zdaniem sędzia powinien przyznać karnego. W tunelu przyznał się do błędu.

W Europie nie ma już słabych drużyn?

Oczywiście, że są, jednak dwie reprezentacje, które do tej pory były traktowane z przymrużeniem oka pokazały się z bardzo dobrej strony. Mowa o kadrze Luksemburga oraz Kosowa. Ci pierwsi pokazali syndromy niezłego futbolu już podczas Ligi Narodów. W eliminacjach Mistrzostw Europy tylko to potwierdzili. Najpierw pokonali Litwę 2:1, a w drugiej kolejce do samego końca walczyli z Ukrainą. Ostatecznie spotkanie zakończyło się porażką tego zespołu po samobójczym trafieniu w 93 minucie – 1:2. Warto wspomnieć, że przy wyniku 1:1 Luksemburg miał doskonałą sytuację, żeby przechylić szalę na swoją korzyść.

Drugą drużyną, która zasługuje na uznanie jest Kosowo. Zapewne wielu kibiców nie jest w stanie wymienić żadnego piłkarza tego zespołu, jednak fakty są takie, że mówimy o reprezentacji, która nie przegrała w dwóch ostatnich meczach. W składzie Kosowa najbardziej znaną postacią jest Rashica, który występuje na boiskach Bundesligi, a także Murić – rezerwowy bramkarz City. Bernard Challandes może być dumny ze swoich piłkarzy, ponieważ najpierw w meczu kontrolnym zremisowali z Danią 2:2, a już w samych eliminacjach podzielili się punktami z faworyzowaną Bułgarią.

Angielska piłka talentem stoi?

Przez wiele lat można było przywyknąć do opinii, że w Anglii szkoli się raczej średnio, jednak ostatnie sezony pokazują, że pieniądze pompowane w klubowe akademie drużyn Premier League nie idą na marne. Pierwsze syndromy było widać na mundialu, gdzie Synowie Albionu zajęli czwartą pozycję i otarli się o strefę medalową. Początek eliminacji Mistrzostw Europy, a także Liga Narodów to już pełen rozkwit perełek Southgate’a. Były trener młodzieżowej kadry wie, że ma z czego czerpać i nie boi się stawiać na młodych piłkarzy.

Potencjał w kadrze tego zespołu jest gigantyczny, chyba jedynie Francja może z nimi rywalizować pod kątem młodych talentów. Angielski system szkolenia dostarczył takich piłkarzy, jak Callum Hudson-Odoi, Jadon Sancho czy Declan Rice. Sancho i Hudson-Odoi to zawodnicy, którzy jakiś czas temu wywalczyli Mistrzostwo Świata do lat 17, a w wieku 18 lat występują już w pierwszym składzie swojej seniorskiej reprezentacji. Anglicy raczej przez kolejne 15 lat nie będą musieli obawiać się o jakość w linii ofensywnej, ponieważ widać, że system szkolenia daje doskonałe efekty.

Synowie Albionu mogą być jednym z głównych faworytów do wygrania Mistrzostw Europy w 2020 roku. Na początku eliminacji rozegrali dwa spotkania, które wyglądały na najtrudniejsze w grupie. Najpierw zmierzyli się z Czechami (drużyna określana jako druga najmocniejsza w stawce) i pokonali ich aż 5:0. Następnie wyjazd do Podgoricy, gdzie do tej pory grali dwa razy i nie odnieśli żadnego zwycięstwa. Jak widać, dla tej drużyny only sky is the limit, ponieważ niczym walec przejechali się po swoim rywalu, wygrywając 1:5.

Southgate buduje maszynę, maszynę, która za kilka lat może zdominować reprezentacyjne murawy.

Polska – brzydko, ale skutecznie

Kluczowym elementem przerwy na kadrę były również występy reprezentacji Polski. Nastroje wśród kibiców i ekspertów po poprzednich spotkaniach pod wodzą Jerzego Brzęczka nie były optymistyczne. W końcu Biało-Czerwoni nie wygrali żadnego z sześciu kolejnych pojedynków, a także w każdym stracili przynajmniej jednego gola. Eliminacje Mistrzostw Europy Polacy rozpoczęli na obiekcie najtrudniejszego rywala, a przynajmniej na papierze. Wizyta w Wiedniu była awizowana jako prawdziwy sprawdzian i trzeba przyznać, że Biało-Czerwoni zdali go z pozytywną oceną.

Wiele osób zarzucało trenerowi słaby styl, wymęczone zwycięstwo, jednak fakty są takie, że nie graliśmy z ogórkami, tylko z drużyną, która pod wodzą Franco Fody nie przegrała żadnego meczu domowego o punkty, aż do minionego czwartku. Dodatkowo Polacy zagrali na zero z tyłu, co trzeba ocenić jako wybitne osiągnięcie. Przypomnijmy, że wcześniej nie potrafili tego dokonać nawet w sparingu z Irlandią. Krok po kroku, cenne trzy punkty, a mecz do zapomnienia.

O drugim spotkaniu można mieć zdecydowanie gorsze zdanie, ponieważ Biało-Czerwoni zagrali ze zdecydowanie słabszym rywalem, a dodatkowo przed własną publicznością. Przed meczem pojawiały się głosy, że będzie to łatwa przeprawa, w końcu w szeregach rywala występuje wielu graczy z Ekstraklasowym stażem. Polacy chyba za mocno uwierzyli w słabość swojego przeciwnika i wyraźnie przespali początek. Gdyby Łotwa dysponowała lepszymi piłkarzami, to po pierwszym kwadransie na tablicy widniałby wynik 0:2. Ostatecznie Biało-Czerwoni wymęczyli wygraną 2:0 po bramkach Lewego i Glika.

Styl gry z pewnością nie porywał, jednak fakty są takie, że po dwóch spotkaniach Polacy plasują się na pierwszej pozycji w tabeli, dodatkowo jako jedna z nielicznych drużyn w tych eliminacjach nie stracili gola. Przed przerwą reprezentacyjną pojawiały się głosy, że zdobycie czterech punktów będzie dobrym wynikiem. No to mamy ich aż sześć, a do tego dwa czyste konta. Jerzy Brzęczek kupił sobie czas, który będzie mu potrzebny, żeby popracować nad stylem swojego zespołu, ponieważ ma bardzo utalentowane pokolenie. Nie przypominam sobie czasów, w których trener Biało-Czerwonych mógł wybierać w linii ataku między kluczowymi graczami Bayernu Monachium, Napoli i Milanu.

Najważniejszą informacją dzisiejszego tekstu jest bez wątpienia wiadomość, że przerwa reprezentacyjna dobiegła już końca i w weekend wracamy z klubową piłką. Czekajcie na nasze kupony i analizy, których nie zabraknie!