Spory pech dopadł Lukę Doncica już na starcie sobotniego starcia z Miami Heat. Młody zawodnik Dallas Mavericks niefortunnie stąpnął na nogę rywala przez co skręcił prawą kostkę i z wyraźnym bólem musiał opuścić spotkanie. Po meczu okazało się, że skręcenie jest „umiarkowane”, co może zostać odebrane jako optymistyczna wiadomość. Doncić to kolejna ofiara kontuzji w ostatnim czasie w NBA.

Luka Doncić, Eric Bledsoe (uraz prawej nogi) czy PJ Washington (kontuzja palca) oraz Blake Griffin (bóle kolana) – ta trójka to najnowsi zawodnicy, którzy pojawią się na liście kontuzjowanych. Największe zamieszenie wywołała oczywiście kontuzja Luki Doncica, który jest jedną z największych gwiazd trwającego sezonu i najlepszym zawodnikiem Mavs, którzy ostatnio są w bardzo dobrej formie. Doncić musiał opuścić parkiet już na początku sobotniego starcia z Miami Heat, a wszystko przez mocno skręconą kostkę przy niefortunnym wejściu na kosz. W zasadzie od razu jasne stało się, że Słoweniec – który parkiet opuszczał o własnych siłach – w sobotę już nie zagra. Zakończyła się tym samym jego seria spotkań z dorobkiem co najmniej 20 punktów, pięciu zbiórek i pięciu asyst. Doncić miał dwadzieścia kolejnych takich meczów, co w historii NBA jest drugim najlepszym wynikiem: dłuższą serię zaliczył tylko Oscar Robertson.

Pierwsze doniesienia z Dallas są jednak całkiem optymistyczne (badania m.in. rentgenem nie wykazały żadnych poważnych uszkodzeń strukturalnych), choć trener Rick Carlisle nie spodziewa się, by Słoweniec mógł zagrać w najbliższym meczu Mavs. Na ten moment nie wiadomo ile Doncić miałby pauzować, ale skręcenie określono jako „umiarkowane”, a sam zainteresowany już w przerwie trenował na specjalnej bieżni, gdzie jest się niemal całkowicie zanurzonym w wodzie. Wszystko to oznacza, że kontuzja ta może nie być wcale taka poważna – byłaby to znakomita wiadomość nie tylko dla fanów Mavericks, ale też ogólnie NBA, bo Doncica w tym sezonie ogląda się z ogromną przyjemnością. Dla klubu z Dallas ewentualna wydłużona absencja 20-latka byłaby sporym ciosem – tym bardziej, że po starciu z Miami Heat (przegranym ostatecznie po dogrywce) przed nimi kolejne pojedynki z topowymi drużynami ze Wschodu. Na rozkładzie w kolejnych dniach są więc m.in. Bucks, Celtics czy 76ers.

Inne informacje z soboty w NBA:

  • Bucks nadal niepokonani, tak więc na koncie już osiemnaście kolejnych zwycięstw – to najdłuższa seria w NBA od sezonu 2015/16 (wtedy w wykonaniu Golden State Warriors, którzy wygrali 24 kolejne mecze na starcie rozgrywek). Do wyrównania rekordu klubu z Wisconsin brakuje już tylko dwóch spotkań. Tym razem szans przeciwko Kozłom nie mieli Cleveland Cavaliers, a 29 oczek zdobył Giannis Antetokounmpo, dzięki czemu był najlepszym strzelcem tego pojedynku.
  • Wielkie emocje w Meksyku, gdzie naprzeciwko siebie stanęły drużyny San Antonio Spurs oraz Phoenix Suns. Górą dopiero po rozegraniu dodatkowych pięciu minut okazali się być zawodnicy z San Antonio, a zwycięstwo zapewnił im rzutem niemal równo z końcową syreną Patty Mills (australijski obrońca z dorobkiem 26 oczek był też najlepszym strzelcem meczu). To już… czwarty z rzędu mecz Spurs, w którym do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka. Nie było w historii NBA dłuższej takiej serii meczów.
  • Nie dali sobie rady w Chicago zawodnicy Los Angeles Clippers, którzy nie mogli tym razem skorzystać z usług nie tylko Kawhi Leonarda, ale też swojego super rezerwowego Lou Williamsa. Do zwycięstwa Bulls poprowadził Zach LaVine, który zdobył 31 punktów, w tym także te decydujące o zwycięstwie, gdy na kilka sekund przed końcem wszedł pod kosz i trafił z faulem.
  • Spora niespodzianka także w Houston, gdzie Rockets ulegli drużynie Detroit Pistons – ci musieli sobie radzić bez Andre Drummonda, który w ogóle nie zagrał. Dodatkowo przedwcześnie mecz zakończył także Blake Griffin, lecz mimo tego Tłoki wygrały na trudnym terenie w Teksasie, a kolejną znakomitą czwartą kwartą zaliczył Derrick Rose – zdobył wtedy dziesięć ze swoich 20 punktów, a prócz tego w całym meczu rozdał również dwanaście asyst.
  • Czwarte triple-double w sezonie zaliczył dość słabo ostatnio grający Nikola Jokić – w wygranym przez Denver Nuggets starciu z Oklahoma City Thunder zapisał on na konto 28 oczek, czternaście zebranych piłek oraz dwanaście asyst. Powtarza się więc historia z poprzednich lat, gdyż popularny Joker z reguły właśnie w połowie grudnia zaczyna wchodzić na wyższy poziom.