Szok, smutek i niedowierzanie. W niedzielny wieczór czasu polskiego w wypadku helikoptera zginął Kobe Bryant, a wraz z nim jeszcze osiem innych osób, w tym także jego 13-letnia córka Gianna. To ogromna tragedia dla całego koszykarskiego i sportowego świata. Swój hołd oddają koledzy Bryanta z boiska, kibice oraz znakomite osobistości.

Do katastrofy doszło w Calabasas w hrabstwie Los Angeles. Na pokładzie samolotu – którym Kobe Bryant poruszał się od lat – było dziewięć osób. Według wstępnych ustaleń przyczyną tragedii mogły być kiepskie warunki pogodowe i obfita mgła, lecz na ten moment jest jeszcze za wcześnie na jakiekolwiek ustalenia. Śmierć legendy NBA zszokowała ligę oraz niemal cały sportowy świat. Totalny szok i ogromny smutek – to była jedyna możliwa reakcja na to co się stało. Bryant zakończył karierę w 2016 roku po 20 latach gry w Los Angeles Lakers, z którymi zdobył pięć tytułów mistrzowskich. Na koncie miał też wiele innych nagród, w tym także medale olimpijskie. W 2006 roku zdobył w jednym meczu 81 punktów – to do dziś drugi najlepszy wynik w historii ligi.

Po zakończeniu kariery Kobe pozostał blisko ligi oraz Los Angeles Lakers – wiele razy był obecny na meczach swojego ukochanego klubu. Jeszcze w sobotę, na kilkanaście godzin przed tragedią, gratulował LeBronowi Jamesowi, który przeskoczył go na liście najlepszych strzelców wszech czasów w NBA. Bryant pomagał także wielu zawodnikom, z którymi latem trenował i dawał wskazówki. Był mentorem dla ogromnej liczby graczy. Otworzył też swoją akademią sportową i założył młodzieżową ligę koszykarską. Wciąż pozostawał przy swojej pasji, ekscytując się rozwojem kariery 13-letniej Gianny, która chciał iść w ślady ojca. Po odwieszeniu butów na kołek odkrył też jednak nową pasję: produkcję filmów. W 2018 roku otrzymał zresztą Oscara za krótkometrażowy film animowany “Dear Basketball”.

Bardzo będzie go więc brakować – tym bardziej, że jego kariera poza boiskiem dopiero nabierała rozpędu. Zawodnicy i trenerzy uhonorowali zmarłego podczas niedzielnej kolejki meczów w NBA. Dla wielu było to ogromne przeżycie, niektórzy nie byli w stanie powstrzymać łez. Inni jak choćby Kyrie Irving w ogóle nie zagrali z tego powodu. Zespoły oddały hołd Bryantowi w pierwszej minucie meczów, popełniając błąd 24 lub ośmiu sekund – z takimi numerami Kobe grał w barwach Lakers w trakcie swojej kariery (oba numery są zresztą przez klub z Miasta Aniołów zastrzeżone).  Trae Young wyszedł na parkiet z ósemką na plecach, a nie jak zazwyczaj z jedenastką. Z kolei Marc Cuban, właściciel Dallas Mavericks, zapowiedział zastrzeżenie numeru 24 przez swój klub. Cały koszykarski świat pogrąża się w żałobie.

Pozostałe informacje z niedzieli w NBA:

  • Liga rozważała odwołanie spotkań, lecz koniec końców się na to nie zdecydowano. Wielu zawodników potraktowało więc niedzielne mecze jako idealną okazję, aby oddać hołd Bryantowi, który znany był ze swojej zawziętości i ogromnego serca do gry. Mówił o tym m.in. Damian Lillard – rozgrywający Portland Trail Blazers podtrzymuje fantastyczną formę. W niedzielę w wygranym przez Blazers pojedynku z Indiana Pacers zapisał na konto aż 50 punktów oraz 13 asyst.
  • Fantastyczny występ zaliczył również wspomniany Trae Young, zdobywając 45 oczek oraz 14 asyst w wygranym przez Atlanta Hawks meczu z Washington Wizards.
  • Swoje pierwsze zwycięstwo w karierze zaliczył w niedzielę Zion Williamson, który w pojedynku z Boston Celtics zaliczył double-double złożone z 21 oczek oraz 11 zbiórek.