Wczorajszej nocy NBA ogłosiła pełen terminarz na sezon 2017/18.  Rozgrywki zaczną się 17 października, a faza zasadnicza będzie trwała do 11 kwietnia. Trzy dni później, czyli 14 kwietnia wystartują playoffy. Na jakie mecze trzeba zwrócić uwagę? 

O zmianach w terminarzu mówiło się już. NBA postanowiła zadbać o zdrowie zawodników i wprowadziła modyfikacje, które pozwolą na rozładowanie terminarza.

Wyeliminowano całkowicie serie czterech spotkań w ciągu pięciu dni. W poprzednim sezonie ilość takich meczy wynosiła 20. NBA zrobiła bardzo dobry krok w stronę zmaksymalizowania odpoczynku graczy między kolejnymi spotkaniami.

Zmniejszy się też liczba dwóch meczów z rzędu, czyli tzw. back to back. Na pewno jest to smutna wiadomość dla nas, czyli ludzi bawiących się w bukmacherkę. W końcu zespół grający drugi mecz z rzędu i czwarty w ciągu pięciu dni był praktycznie pewniakiem do przegranej.

NBA zadbała także o to, żeby drużyny przystępowały do bardziej prestiżowych starć bardziej wypoczęte. Nie będzie sytuacji, w której mecz w telewizji ogólnokrajowej będzie tym drugim w serii back to back. Ekipy będą miały pewny dzień odpoczynku przed tego typu meczami. Czyli wniosek jest prosty: jeśli gracz będzie zdrowy, to zobaczymy go na parkiecie. To zdecydowanie dobra wiadomość dla fanów oglądających mecze po nocach.

Kolejną innowacją ze strony ligi jest to, że sezon będzie przedstawiany w tygodniach, żeby ułatwić kibicom śledzenie sezonu. Rozgrywki zaczną się w pierwszym tygodniu, a zakończą w 26. Taki zabieg de facto nic nie zmienia, a może jedynie sprawić, że całe rozgrywki będą bardziej przejrzyste.

Kogo zobaczymy najwięcej w ogólnokrajowej telewizji?

Teoretycznie dla kibiców spoza USA nie ma to znaczenia. No bo co mi z tego, że jakiś tam mecz będzie leciał w jakieś tam telewizji w Stanach. Niby tak, ale mecze w ogólnokrajowej telewizji dają nam produkt zdecydowanie lepszej jakości. W końcu kto nie lubi słuchać, kiedy Mike Breen krzyczy swoje BANG!, czy jak Kevin Harlan . Oczywiście, lokalni komentatorzy też są dobrymi fachowcami, ale często brakuje im obiektywizmu. Zdarzają się tacy, że nie da się ich słuchać. Ile ludzi, tyle opinii na ten temat. Każdy ma tych, których lubi lub nie lubi. Dla mnie mecze w ESPN, czy TNT mają taki dodatkowy smaczek i ogląda się je lepiej. Przynajmniej według mnie.

Krótko mówiąc, będzie dużo Golden State Warriors, Cleveland Cavaliers i Houston Rockets.

Na pierwszy rzut oka dziwi fakt, że aż 35 meczów Lakers będzie w telewizji ogólnokrajowej. Ale ekipa z Los Angeles znowu wraca do bycia cool. W końcu o Lonzo Ballu mówi się non stop, mimo że nie zagrał jeszcze minuty w NBA.

Sezon wcześniej ekscytującą drużyną mieli być też Chicago Bulls. Stąd też 25 spotkań w National TV. Trójka Rondo-Wade- Butler miała być zabójcza. Wyszło trochę inaczej. Butler został wymieniony do Minnesota Timberwolves, Rondo podpisał kontrakt z New Orleans Pelicans i na statku został tylko stary Wade. Efekt? Tylko jedno spotkanie w telewizji ogólnokrajowej. Domyślasz się może jakie? Chodzi oczywiście o spotkanie z Timberwolves, czyli takimi Bulls 2.0. W końcu w ekipie z Minnesoty jest Tom Thibodeau (były trener Chicago), Jimmy Butler i Taj Gibson.

Mecze, które trzeba obejrzeć:

17 listopada – Cleveland Cavaliers vs Boston Celtics

NBA nie rozczarowała. W meczu rozpoczynającym rozgrywki zmierzą się dwie czołowe ekipy Konferencji Wschodniej. Celem Celtics w tym sezonie jest detronizacja króla Wschodu, czyli Lebrona. Wydaje się, że dodanie Gordona Haywarda przybliża ich do tego celu, ale to chyba jeszcze nie jest to. Już na samym początku będziemy mogli się przekonać, na ile mocna jest ekipa z Bostonu. Ciekawe, czy w tym spotkaniu zobaczymy Kyriego Irvinga. Jak uważasz?

17 listopada – Golden State Warriors vs Houston Rockets

Drugi mecz w dniu otwarcia to kolejny hit. Nie wiem, czy można było wybrać lepsze drużyny.

Warriors i Rockets to mecz, w którym obie drużyny rzucą pewnie z 250 punktów. Ofensywne widowisko. Pojedynek mistrzów NBA z zespołem, do którego dołączył jeden z najlepszych rozgrywających w historii NBA. Warriors będą jeszcze lepsi i reszta ligi powinna chować się po kątach. Jednak Rockets na pewno łatwo nie odpuszczą. To na pewno będzie fantastyczne widowisko.

26 października – Sacramento Kings vs New Orleans Pelicans

Na pierwszy rzut oka, co tu oglądać? Dwa przeciętne zespoły. Nuda. Ale to jest mecz z dodatkowym smaczkiem. To będzie powrót DeMarcusa Cousinsa na parkiet swojej byłej hali. Fani Kings nie byli zadowoleni z jego postawy i głośno go krytykowali. Boogie to pamiętliwy zawodnik. On nie odpuszcza. Jestem pewien, że będzie ciekawie. Możemy być świadkami groźnego Cousinsa, który będzie chciał zniszczyć wszystko i wszystkich. Ale nie zdziwię się, kiedy zacznie płakać, wspominając dawne czasy w Sacramento. Cały Boogie. Nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać.

2 listopada – San Antonio Spurs vs Golden State Warriors

Rewanż za Finały Konferencji. Nigdy nie dowiemy się, czy Spurs pokonaliby Warriors, gdyby Kawhi Leonard nie doznał kontuzji kostki.

15 listopada – Los Angeles Lakers vs Philadelphia 76ers

W tym spotkaniu zobaczymy same młode talenty, z których każdy będzie chciał coś udowodnić. Będzie to pierwsze starcie między dwoma czołowymi graczami w tegorocznym Drafcie. Markelle Fultz zmierzy się z Lonzo Ballem. Obaj będą chcieli udowodnić, że są lepsi od tego drugiego. Zapowiada się kozackie widowisko. Do tego dołóż jeszcze Bena Simmonsa i Joela Embiida z 76ers, Brandona Ingrama z Lakers i ten mecz zapowiada się jeszcze lepiej. Smaczku dodaje fakt, że Embiid spotka się z Lavarem Ballem, ojcem Lonzo. Obaj wymieniali się życzliwościami na Twitterze. Z pewnością żaden z nich nie przepuści okazji, żeby wbić szpilkę temu drugiemu na oczach widowni.  

22 listopada – Oklahoma City Thunder vs Golden State Warriors

Zeszłoroczne spotkania Warriors i Thunder były niesamowicie.. no właśnie, jakie? Wszyscy buczeli na Duranta, ale mimo to goście spuścili niesamowite lanie ekipie z Oklahoma City. Teraz ma być inaczej.

Paul George i Russell Westbrook będą chcieli udowodnić, że to miasto nie tęskni za Durantem. Z pewnością obie strony podejdą do tego spotkania bardzo poważnie. Oby tylko nie skończyło się tak, jak sezon wcześniej.

25 grudnia – Golden State Warriors vs Cleveland Cavaliers

Pierwsze z dwóch spotkań pomiędzy najlepszymi drużynami w lidze. W tym wypadku wszystko zostało już napisane- poprzednie trzy Finały NBA to batalia tych ekip. Zeszłoroczny mecz z okazji Świąt Bożego Narodzenia był świetny, więc nie powinniśmy być rozczarowani.