Największymi bohaterami sportów walki w miniony weekend zostali Alexander Volkov oraz Jan Błachowicz, którzy pokonali na gali UFC w Londynie faworyzowanych rywali. My oczywiście skupiamy się na Polaku, którego zwycięstwo śmiało można określić jako największe w historii męskiego MMA nad Wisłą. Cieszyński książę może być motywacją dla innych krajowych zawodników – da się.

Dlaczego wygrana Jana Błachowicza powinna być uważana za największą wśród polskich zawodników MMA? Jeszcze żadnemu rodakowi nie udało się pokonać rywala notowanego w rankingu UFC w najlepszej piątce. Przy czym zaznaczam, że nie licząc płci żeńskiej. Po walce Marcina Tybura pisałem tekst, w którym zastanawiałem się nad barierą dzielącą naszych zawodników od ścisłej czołówki. No to mamy Jana Błachowicza, któremu to się udało. Próbował, próbował i w końcu przebił tą ścianę. Miejmy nadzieję, że kolejni fighterzy zainspirowani naszym półciężkim uwierzą w swoje możliwości jeszcze bardziej. Borys Mańkowski już pisał z podziękowaniami dla cieszyńskiego księcia za dawkę motywacji. Jednak według mnie powinno to być głównie skierowane do rodaków w UFC. Zastanawiając się nad barierą dzielącą Polaków przed ścisłą czołówką zwracałem uwagę między innymi na psychikę. No to teraz widzimy, że jest to w zasięgu ręki i kto wie, czy wygrana Jana Błachowicza nie pociągnie za sobą kolejnych wielkich zwycięstw Polaków. Marcin Tybura oraz Krzysztof Jotko już byli blisko, ale napotykali opór w postaci rywali jak David Branch czy Derrick Lewis. Jan Błachowicz też tak miał… cztery razy, jednak w końcu mu się udało. W tym momencie można przywołać bardzo ważne i lubiane przeze mnie powiedzenie – WIN OR LEARN. Chociaż, żeby nie popadać za bardzo w hurraoptymizm, Polak mógłby poprawić jeszcze kilak aspektów, które kuleją od kilku lat.

https://www.instagram.com/p/BgciFd-hBD1/?tagged=janblachowicz

Jak Janowi Błachowiczowi udało się pokonać Jimi Manuwę? Chciałbym zwrócić uwagę na aspekty taktyczne, ponieważ mądre prowadzenie walki dało Polakowi zwycięstwo. Brawo dla sztabu szkoleniowego. Co zmieniło się od poprzedniej walki? Niewątpliwie nasz półciężki w Krakowie był bardzo spięty, w efekcie czego nie pokazał pełni swoich umiejętności. Właściwie na początku starcia w Londynie dla mnie sytuacja się powtarzała i już bałem się, że po raz kolejny Jan Błachowicz nie pokaże swojego pełnego potencjału. Na szczęście od momentu znokdaunowania Anglika, Polak uwierzył w siebie i pokazywał do końca, że jego miejsce jest w lidze mistrzów MMA. Kombinacja, która powaliła Jimi Manuwę coś jakby znajoma? Tak, w przeszłości już inni rywale nokautowali Brytyjczyka taką sekwencją ciosów. Widać, że przeciwnik był rozpracowywany. W stójce dawałem większe szanse dla faworyta, jednak po raz kolejny Jan Błachowicz starał się neutralizować największe atuty rywala. Wspaniała praca prostym nie pozwalała za często na podejście rywalowi w półdystans i rozpuszczenie groźnych rąk. W końcu siła ciosu to był największy atut Jimi Manuwy. No i na koniec większa wszechstronność naszego zawodnika, która kto wie czy nie przechyliła szali wygranej na korzyść Błachowicza. Mam na myśli obalenie w ostatniej minucie walki, które nie pozostawiło sędziom punktowym wątpliwości.

Tym bardziej ta wygrana powinna nas cieszyć, ponieważ Jan Błachowicz osiągnął ją po wojnie. Z jednej strony szkoda, że amerykański kibic nie mógł poznać Polaka, ponieważ starcia w USA były pokazywane jedynie za pomocą usługi Fight Pass. Jednak z drugiej strony pojedynek odbywał się po 23:00 w Polsacie Sport – UFC dotarło do polskiego kibica jak nigdy. To też musi niezmiernie cieszyć.

Skoro Jan Błachowicz pokonał czwartego zawodnika w rankingu UFC, to oznacza, że samemu znajdzie się w TOP5? Niekoniecznie. Jednak z pewnością teraz będzie już tylko jedną walką od pokazania się światu. Otworzyła się brama, w której nie był jeszcze żaden zawodnik MMA pochodzący z Polski. Żeby nie było, że jest tylko kolorowo. Już prędzej zwróciłem uwagę na kilka mankamentów, które Jan Błachowicz powinien poprawić. Przede wszystkim wydolność. To już kolejna walka, w której Polakowi zaczyna brakować tlenu z każdą minutą walki. Na szczęście naruszony Manuwa oraz dobra taktyka cieszyńskiego księcia zneutralizowała problem, ale on niewątpliwie istniej. Myśląc o kolejnych walkach z czołówką jest to coś, nad czym według mnie Polak powinien popracować . Jednak jest to moment, w którym powinniśmy cieszyć się z wielkiego sukcesu. Dan Hardy, były zawodnik, komentator i ekspert UFC już kiedyś mówił, że Jan Błachowicz jeszcze nie pokazał swojego pełnego potencjału. Pamiętam jak Brendad Schaub przed pierwszą galą UFC w Polsce mówił, że były mistrz KSW jest solidny i trzeba na niego uważać. Jak się nie mylę, w przeszłości miał okazję z nim trenować w Stanach Zjednoczonych. Od tego momentu minęło trochę czasu, zagraniczni eksperci mogli zapomnieć o Janku, ponieważ nie objawił swojego potencjału, o którym mówili. No to chyba czas, żeby Polak znowu wrócił do debaty.

Od razu nasuwa się pytanie co dalej dla Jana Błachowicza? Dan Hardy zasugerował trylogię z Jimi Manuwą. Uważam, że nie jest to w tym momencie najlepsza opcja dla Polaka. To on w wychodzi z tej walki jako zwycięzca, a kolejna wygrana nie poprawi jego notowań. Na myśl nasuwa się Shogun Rua, który również ma passę trzech wygranych pod rząd oraz jest idolem Jana Błachowicza. Ta walka byłaby dla Polaka spełnieniem marzeń i ma wiele sensu z punktu sportowego. Ja widzę inną, jeszcze ciekawszą opcję dla cieszyńskiego księcia, która jest możliwa. Mianowicie Volkan Oezdemir w walce wieczoru UFC w Polsce w drugiej połowie roku. Szwajcar pasuje na europejską galę, bo nie jest bardzo dużym nazwiskiem w USA, więc z pewnością UFC zgodziłoby się go rzucić do Polski. Patrząc z punktu match-makingowego starcie powinno być ciekawe i niemal na pewno skończyłoby się nokautem dla którejś ze stron. Z kolei Jan Błachowicz byłby wręcz jedno albo dwa starcia od walki o pas.