Nie milkną echa decyzji Światowej Agencji Antydopingowej (WADA), która w poniedziałek wykluczyła Rosję ze wszystkich imprez sportowych aż do 2023 roku. Oznacza to, że rosyjskiej flagi nie zobaczymy m.in. ani na Igrzyskach Olimpijskich, ani też na piłkarskim mundialu. Nie oznacza to jednak, że zabraknie tam rosyjskich sportowców.

Taka, a nie inna kara to rekomendacja Komitetu Wykonawczego WADA, który chciał sankcji aż do 2023 roku ze względu na afery dopingowe w rosyjskim sporcie. Kara dotyka jednak nie tylko tych, którzy biorą, ale także czystych sportowców. Ale fakt, że Rosjanie nie będą mogli wystartować w igrzyskach czy innych imprezach sportowych pod swoją własną flagą nie oznacza, że ich tam zabraknie. Ci zawodnicy, którzy nie mają nic wspólnego z dopingiem nadal będą mogli ubiegać się o status neutralny. Mieliśmy już do czynienia z taką sytuacją na zimowych Igrzyskach Olimpijskich w 2018 roku, kiedy to Rosjanie występowali pod flagą olimpijską (nazywano ich wprost „olimpijskimi  sportowcami z Rosji), a po zwycięstwach na podium odgrywano nie hymn Rosji, lecz hymn olimpijski.

Tera zbędzie wyglądało to podobnie, dlatego też jeśli Rosjanie awansują na mundial w Katarze to najprawdopodobniej zagrają właśnie pod neutralną flagą. Nie wiadomo bowiem jak miałby wyglądać taki proces. Inaczej ma się sytuacja jeśli chodzi o piłkarskie mistrzostwa Europy, gdyż UEFA – organizator turnieju – nie współpracuje z WADA, a co za tym idzie jej regulacje nie mają w tym przypadku przełożenia. Rosja jest zresztą jednym ze współorganizatorów odbywających się w 2020 roku mistrzostw, a na jej terenie mają zostać rozegrane cztery spotkania (w tym również jedno starcie ćwierćfinałowe). Rosjanie nadal mogą odwołać się od decyzji WADA, lecz szanse na to, że ich odwołanie zostanie rozpatrzone pozytywnie i sankcje zostaną cofnięte są w tej chwili równe niemal zeru.