Chicago Bulls od lat próbują powtórzyć sukcesy Michaela Jordana i spółki z lat 90., ale nie do końca im się to udaje. Trwający sezon miał być powrotem na dobrą drogę, tym bardziej, że w drużynie znów jest sporo talentu. Początek sezonu w wykonaniu Byków nie daje jednak zbyt wielu powodów do optymizmu, dlatego też każde zwycięstwo cieszy szczególnie – tym bardziej, jeśli zapewnia je młodziutki Coby White.

Bulls wybrali White’a w tegorocznym drafcie i w ostatnich tygodniach 19-latek raz po raz dawał znać o swoim sporym potencjale. Dopiero jednak we wtorek zaliczył swój pierwszy w karierze iście znakomity mecz, zdobywając 27 punktów i prowadząc swój zespół do zwycięstwa 120-102 nad drużyną New York Knicks. White aż 23 ze swoich 27 oczek zdobył w czwartej kwarcie, kiedy to niemal samodzielnie „przejął” mecz – trafił bowiem wtedy aż siedem razy zza łuku. Tym samym przeszedł do historii nie tylko Chicago Bulls, ale także NBA, gdyż takim wyczynem ustanowił kilka rekordów.

Stał się najmłodszym graczem, który w jednym spotkaniu trafił siedem trójek. Jest też pierwszym pierwszoroczniakiem w historii ligi, któremu udało się tego dokonać, jak również pierwszym graczem Bulls z takim wynikiem. Jak się okazuje, w historii Byków żaden inny gracz nie trafił wcześniej tylu trójek w jednej kwarcie. A wszystko to na oczach Roya Williamsa, a więc trenera UNC, skąd White trafił do NBA. Fani chicagowskiej drużyny mają nadzieję, że to dopiero początek takich wyczynów White’a. Po 11 meczach sezonu Bulls z bilansem 4-7 zajmują odległe miejsce w konferencji wschodniej.