Dzisiejszej nocy Golden State Warriors będą próbowali objąć prowadzenie 2-0 w Finałach NBA. W pierwszym meczu gospodarze odnieśli łatwą wygraną 113-91 nad Cleveland Cavaliers. Stephen Curry i Kevin Durant zagrali dużo lepiej niż Lebron James i spółka. Czego spodziewać się po meczu nr 2?

Pierwszy mecz przebiegł zgodnie z przewidywaniami: Warriors zdominowali Cavs, Durant rzucił dużo punktów. No może nie do końca, tak jak myślałem, bo według mnie Love miał grać mało i nie zbierać praktycznie. Okazało się, że miał 2 razy więcej zbiórek niż wyznaczona linia. No cóż…

Warriors:

Warriors cały czas są niepokonani i próbują jako pierwszy zespół w historii przejść przez playoffy bez porażki.

Durant w swoim pierwszym występie w Finałach od 2012 roku, przypomniał, jakim jest zawodnikiem. 38 punktów, 8 zbiórek, 8 asyst, a do tego 0 strat: takie występy w Finale NBA mają tylko elitarni gracze. Do tego Stephen Curry dołożył 28 punktów, trafiając 6 trójek. Widać było, że obaj byli bardzo zmotywowani i zjednoczeni w celu, jakim jest wygranie mistrzostwa NBA.

I to nie jest tak, że Warriors zagrali jakiś fantastyczny mecz. Gospodarze mieli bardzo dużo pudeł w ataku (skuteczność 20 niecelnych rzutów spod kosza), Klay Thompson trafił tylko 3 z 16 rzutów z gry, a Draymond Green 3 z 12.  Jednak na koniec mając takich strzelców jak Durant i Curry można przetrwać tego typu niemoc innych zawodników. Głębia Warriors jest niesamowita.

Istnieje bardzo duża szansa, że na ławce Warriors zobaczymy nominalnego trenera Warriors, Steve’a Kerra. Zmagający się z komplikacjami po operacji kręgosłupa Kerr czuje się zdecydowanie lepiej i jest coraz bliżej powrotu. Byłoby to duże wzmocnienie dla gospodarzy. Z jednej strony jest fantastycznym trenerem, jeśli chodzi o robienie usprawnień w meczach, a z drugiej Kerr jak nikt potrafi zmotywować i zjednoczyć swój zespół.

Cavaliers:

Pierwsze spotkanie w wykonaniu obrońców tytułu było mówiąc delikatnie przeciętne. Lebron James przegrał swój 6 z 7 rozegranych meczów numer 1 w Finałach NBA. Nihil novi

Trudno spodziewać się, żeby Cavaliers znowu dali się tak zdominować. Warriors mieli masę czystych rzutów spod kosza, czy za trzy, a o niefrasobliwości Cavaliers w obronie kontrataków nie ma co wspominać.

Kluczem dla mistrzów NBA jest przede wszystkim unikanie strat, a co gorsza strat, po których Warriors mają przechwyty. Gra w kontrataku to coś, w czym czują się jak ryba w wodzie. Nie chcesz tracić piłki przeciwko potencjalnie najlepszemu zespołowi w ataku w historii NBA. 20 strat Cavs, które przerodziły się w 12 przechwytów Warriors, było gwoździem do trumny dla gości.

Atak Cavaliers funkcjonował bardzo słabo. Goście trafili tylko 34.9% rzutów, a 91 punktów to ich najmniejsza zdobycz w tych playoffach. Do tego dolicz 20 strat. Głównie mówi się o obronie, jako przyczynie porażki w pierwszym meczu, ale to przede wszystkim gra w ataku zawiodła.

Cavs muszą próbować grać wolniej, maksymalizując czas posiadań. Pójście na wymianę ciosów z Warriors nie ma sensu. Mają oni za dużą siłę rażenia. To nie wypali. Lebron James i spółka powinni grać wolno, z naciskiem na izolację i próbować dostać się na linię. Na koniec dnia nie liczy się styl, w jakim wygrywasz, prawda?

Do tego Cavs muszą lepiej zastawiać bronioną deskę. Nie możesz pozwolić na 14 zbiórek w ataku Warriors. Kluczową rolę odegra tutaj Tristan Thompson, który w pierwszym meczu był praktycznie niewidoczny.

W skrócie: Cavaliers muszą ograniczyć straty, zwolnić tempo gry, a do tego zdominować deski. No i do tego przydałoby się rzucić jeszcze trochę punktów.

Lebron James i Kyrie Irving muszą wejść na wyższy poziom. Jeśli Cavaliers chcą mieć jakiekolwiek szanse w tej serii, to zarówno James, jak i Irving muszą zdominować pojedynki odpowiednio z Durantem i Currym.

Statystyki:

-Cavs po raz pierwszy w tych playoffach rzucili poniżej 100 punktów,

-W meczu nr 1 Cavaliers popełnili 20 strat, a Warriors tylko 4,

-Koledzy Lebrona Jamesa trafili tylko 8 z 28 niekontestowanych rzutów.

Moje typy:

Mecz nr 2 w mojej opinii nie będzie aż taki jednostronny. Cavaliers nie mogą sobie pozwolić na przegranie obu meczów na wyjeździe. Warriors są silniejsi niż rok temu, więc taka strata mogłaby być nie do odrobienia. Myślę, że Lebron James i spółka zagrają dużo lepiej i wszystko rozstrzygnie się w końcówce. Proponuję handicap +8.5 na Cavaliers, za których forBet proponuje kurs 1.80. Bardziej odważni mogą spróbować grać na czysto na gości po kursie 4.35. Do tego spodziewaj się Lebrona w swojej dominującej wersji. A jak wiemy, James jest przede wszystkim kreatorem, więc linia 7.5 asyst zostanie spokojnie przekroczona. Bukmacher wystawił kurs 1.70, że James będzie miał więcej niż 7.5 asysty. Z drugiej strony, Kevin Durant jest w takim gazie, że trudno będzie go zatrzymać. KD rzucił 38 punktów w ostatnim meczu z dość dużą łatwością. Spodziewam się Duranta takiego, jak ostatnio, a linia 28.5 jest stosunkowo niska. Za więcej niż 28.5 punktu forBet proponuje przelicznik 1.80.

Rejestrując się na forBET, używając kodu 650, otrzymujesz ekskluzywną ofertę dla użytkowników zagranie w postaci bonusu powitalnego do 650 złotych. forBET bierze na siebie podatek i podwyższa wygrane o 12% na określonych warunkach. Zarejestruj się już teraz klikając tutaj.