Królowa sportów motorowych zawitała do Katalonii. Na torze położonym w niewielkiej miejscowości Montmelo na północ od Barcelony, Red Bull Racing będzie starać się ponownie pokonać Mercedesa. Czy jest to możliwe? Sobotnie rezultaty z kwalifikacji nie napawają optymizmem fanów ekipy z Miltona Keynes. Natomiast pamiętajmy, że w Formule 1 punkty zdobywa się w niedzielę. Zapraszam do lektury i do sprawdzenia bonusów w STS!

1200 PLN od depozytu + 230 PLN zakład bez ryzyka + 30 PLN Freebet

Kod promocyjny w STS: ZAGRANIE

sts

Chcesz więcej typów bukmacherskich? Dołącz do Grupy Zagranie!

Charakterystyka toru w Katalonii

Kręty tor słynie z tego, że to właśnie tutaj najczęściej odbywają się treningi przedsezonowe. Wszystko dlatego, że kierowcy mogą tu zarówno przemierzyć długą prostą, jak i wiele zakrętów, niekiedy położonych jeden przy drugim. W Katalonii sama moc silnika nie wystarczy. Tutaj bolid musi mieć dobrze rozwinięte kwestie aerodynamiczne, by móc wić się w wymagających szykanach, które raz są wznoszące, a raz opadające. Jednakże wbrew pozorom nie będzie wiele miejsc do wyprzedzania, gdyż tor w Katalonii słynie również z tego, że jest ciasny. Jednym z newralgicznych miejsc jest pierwszy zakręt, w który, aby wejść, kierowcy muszą dokonać redukcji z ponad trzystu kilometrów na godzinę do mniej więcej stu trzydziestu. Wszystko dlatego, że kąt nachylenia, a zarazem szerokość zakrętu mówi jedno: albo wycyrklujesz, albo odwiedzisz pobocze i w najlepszym przypadku stracisz tylko kilka sekund i mocniejsze starcie opony. W przygotowywaniu analizy koncentruję się na tym, co może się wydarzyć w pierwszym zakręcie nie tylko dlatego, że to jedno z nielicznych miejsc, w których można wyprzedzać. Od linii startu do pierwszego wierzchołka jest sześćset metrów zjazdu, co oznacza, że lepiej będą sobie radziły te bolidy, które będą mogły się pod kogoś podczepić, tj. schować za kimś.

Zagrożone panowanie?

Uwagę na to zwracał Lewis Hamilton, jednocześnie sugerując w swojej wypowiedzi na konferencji prasowej po sobotnich kwalifikacjach, że to właśnie tutaj Red Bulle mają być najgroźniejsi. Wszystko dzięki wygiętemu pod pewnym kątem tylnym skrzydle, które jak sugeruje siedmiokrotny mistrz świata, łamie zasady. I tu pojawia się pytanie, czy rzeczywiście tak jest, czy to tylko kolejna medialna zagrywka Lewisa Hamiltona. Brytyjczyk od 2014 roku przyzwyczaja nas do tego, że nie ma rywala, poza wyjątkami, w stawce, który by mógł z nim konkurować. Wycisk na torach Lewisowi w 2016 roku fundował Nico Rosberg, a w 2018 r. Sebastian Vettel. Kiedy od 2019 r. zaczynało wydawać się, że możemy się przyzwyczaić do długoletniej hegemonii Hamiltona, pojawił się Holender, który w tym roku realnie jest w stanie zagrozić siedmiokrotnemu mistrzowi świata. Max Verstappen był nawet o punkt różnicy z tyłu w klasyfikacji generalnej po dwóch Grand Prix tegorocznej edycji mistrzostw świata. Coś, co jeszcze rok temu wydawało się utopią, stało się faktem. Lewis ma rywala, który realnie mu zagraża. Jednym może się to podobać, drugim nie, ale w końcu Brytyjczyk czuje oddech konkurencji na plecach, a to skłania wszystkich fanów Formuły 1, od początku sezonu do zastanawia się, kto będzie koronowany po dwudziestu trzech rundach.

Sprawdź opinie o bukmacherze STS!

grupa

Wielokrotny mistrz świata vs wściekły młodzian

Pierwszym obstawieniem, które proponuję w związku z Grand Prix Hiszpanii, jest właśnie rywalizacja Lewisa Hamiltona z Maxem Verstappenem. Od początku weekendu Christian Horner, dyrektor zespołu Red Bulla tłumaczy, że w Katalonii jego zespół zmaga się z licznymi problemami. Jeżeli sam szef zespołu przekazuje informacje, które później znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości, należy zastanowić się, czy aby przypadkiem rzeczywiście Mercedesy nie zaczynają odjeżdżać reszcie stawki. Moim zdaniem zaczynają. Wyścig w Katalonii postrzegam jako jeden z kluczowych dla rywalizacji na linii Hamilton vs Verstappen, ponieważ jeżeli zwyciężyłby Holender, udowodniłby w ten sposób, że nie musi mieć najszybszego bolidu w stawce, by pokonywać kogoś, o kim do tej pory mówiło się „niepokonany”. Gdybym miał kierować się wyłącznie sercem, to skreśliłbym, że w tym zestawieniu lepszy okaże się Max. Jednakże patrząc na to, co się działo w treningach i samych kwalifikacjach, typuję, że lepszy okaże się Lewis. Choć kurs jest 1.45 do 2.60, tak uważam, że i zwycięży w tej parze i w całym wyścigu, zdobywca wczoraj setnego Pole Position.

Szukający Fin vs przyzwyczajający się Meksykanin

Drugim zestawieniem, które biorę pod uwagę, jest rywalizacja na linii Valterri Bottas vs Sergio Perez. Reprezentant Finlandii zajął w kwalifikacjach trzecie miejsce, z bezpieczną przewagą nad pozostałymi oponentami. Jednakże nie był zadowolony ze swojego występu i w wypowiedziach tuż po zawodach, przyznawał w wypowiedziach, że cały czas szuka odpowiedzi na to, dlaczego czasami ma problemy w dogadaniu się ze swoją maszyną. Natomiast popularny „Checo” w pierwszym przejeździe zahaczył o żwir i obrócił się, tracąc czas tzw. szybkiego okrążenia. Drugi przejazd był już czysty, ale czas „kółka” wystarczył na zajęcie dopiero ósmej pozycji. Jednakże sam Sergio uwielbia wyprzedzać i przyzwyczaił kibiców na całym świecie do tego, że potrafi robić to agresywnie. Przed nim przed linią startu i „trójką” najlepszych sobotniej czasówki ustawią się tacy kierowcy jak Daniel Riccardo z McLarena, Carlos Sainz z Ferrari Esteban Ocon z Alpine i Charlec Leclerc z Ferrari. Jednym słowem: zawodnicy, których maszyny na ten moment sezonu wydają się słabsze, niż Red Bulla. Pewne jest, że Sergio będzie lawirował między kierowcami i przesunie się w klasyfikacji, ale czy wystarczy mu czasu i mocy bolidu, by uporać się z Valterrim? Sądzę, że nie. Dlatego, mimo iż zestawienie jest 1.25 do 3.60, ponownie obstawiam, że ostatecznie w parze obronną ręką wyjdzie Mercedes. Tym razem ten z numerem 77.

Zaskoczony Monakijczyk vs jeden z kierowców gospodarzy

Charlec Leclerc na konferencji prasowej po kwalifikacjach przyznał, że nie spodziewał się, iż uda się zająć czwarte miejsce w czasówce. Od początku weekendu podkreślał, że dobrze mu się tu jeździ i ma wyczucie, którego brakowało na poprzednich Grand Prix. Z kolei jego kolega z zespołu był umiarkowanie zadowolony i choć również „czuł tor”, tak w wypowiedziach bardziej koncentrował się na niedzielnym ściganiu, niż rozpamiętywaniu wydarzeń z soboty. Rywalizacja między tą dwójką jest interesująca nie tylko z tego powodu, czy z tego, że obaj jeżdżą pod szyldem Ferrari. Charlec jest o trzy pozycje wyżej w klasyfikacji generalnej po trzech rundach mistrzostw świata. Uzbierał dwa razy więcej punktów i częściej to o Monakijczyku mówi się jako tym, który pozytywnie zaskakuje. Sainz w Katalonii staje pod presją oczekiwań, ponieważ po pierwsze będzie to już czwarty weekend wyścigowy tegorocznych mistrzostw, a po drugie wystąpi na torze w swoim kraju. Tak więc gdzie, jak nie w domowym Grand Prix udowodnić, że już się wkomponowało w zespół i teraz będzie już tylko lepiej? Zestawienie na kursie wynosi 1.35 do 3.00 na korzyść Monakijczyka, ale mój wybór pada na hiszpańskie nazwisko. Carlos Sainz jeszcze udowodni, że potrafi wykrzesać z bolidu coś więcej.

Skorzystaj z kodu promocyjnego STS!

Zasady promocji:

  • Kwota: możesz zawrzeć zakład za dowolną stawkę, ale otrzymasz maksymalnie 230 PLN zwrotu (minus podatek).
  • Promocja dostępna dla nowych klientów, którzy założą konto z kodem: ZAGRANIE
  • Naliczenie zakładu bez ryzyka automatycznie na podstawie kodu: ZAGRANIE
  • Akcja łączy się z bonusem powitalnym.
  • Jeśli Twój zakład zostanie rozliczony jako przegrany, otrzymasz zwrot.
  • Zwrot nastąpi na konto depozytowe, a nie w formie bonusu.
  • Maksymalna wysokość bonusu będzie pomniejszona o podatek od gry.

Fot z okładki: Hasan Bratic/SIPA

Zaloguj się aby dodawać komentarze