Przedświąteczna sobota z NBA wystartuje o 23:00 od… polskiego pojedynku. Wszystko, co musisz wiedzieć o tym meczu, znajdziesz w tym tekście. Zapraszam do analizy! 

Odbierz bonusy powitalne przygotowane specjalnie dla czytelników Zagranie i wykorzystaj je do obstawiania NBA!

Kod rejestracyjny: 1250

 

Los Angeles Clippers – Denver Nuggets (23:00)

Jako kibic NBA powinno Ci się spodobać zestawienie zaproponowane przez ligę na sobotni wieczór. Los Angeles Clippers i Denver Nuggets zaskakują w tym sezonie (na plus) i ich pojedynek zapowiada się interesująco.  

Zaczniemy od gości, którzy przewodzą w Konferencji Zachodniej. Spodziewałeś się tego? W życiu. Ale jakby grali w pełnym składzie, to mógłbym to jeszcze zrozumieć, tylko że… tak nie jest. Bryłki mają więcej nieobecnych w rotacji, niż Atlanta Hawks zdołała wygrać do tej pory meczów (he he).  

Bo tak, cały czas nie grają Isaiah Thomas, Will Barton, Paul Millsap, Gary Harris i Michael Porter Jr, a mimo to Nuggets są na czele Zachodu. Z czego to wynika?  

Pierwszy powód – kapitalny Nikola Jokic. Joker jest genialny i trzeba go umieścić w wyścigu po nagrodę MVP. Nie jest to Twój najseksowniejszy kandydat (i nie mówię o wyglądzie), ale oddajmy królowi, to, co królewskie. Serb w sześciu ostatnich występach notował double double i jego średnie w tym czasie to 27.3 punktów i 13.3 zbiórek. A do tego te wszystkie asysty. Najlepszy podający wysoki? Z pewnością, ale też i jeden z najlepszych podających w lidze bez podziału na pozycje. 7.9 asyst w 10 ostatnich pojedynkach i występ na 15 asyst mówią same za siebie.  

I Jokic jest lepszy w obronie, niż zwykło się mówić. Bo bez tego Nuggets nie mieliby piątej obrony w NBA. To jest ten drugi powód, dla którego są tak wysoko w tym sezonie NBA.  

Bryłki przez lata były teamem jednej strony boiska. Atak, atak i jeszcze raz atak. Mogłeś mieć pewność, że zespół z Denver znajdzie się w dolnej piątce efektywności defensywnej. Ale Denver Nuggets 2018/19 są na kompletnie innym biegunie, będąc w gronie pięciu najlepszych zespołów w obronie. Nuggets mają wzrost, dobrze zbierają piłkę (8. miejsce w NBA) i ograniczają rywali do 32.1% skuteczności zza łuku i jest to drugi wynik w lidze. Ile z tego to szczęście? Dobre pytanie. Ale już po dwóch miesiącach rozgrywek widać, że Bryłki poczyniły olbrzymi postęp w defensywie, niezależnie od tego, czy skończą w top-5, top-10 czy top-15. 

W Denver Nuggets podoba mi się ich wszechstronność, chociaż ten termin nie do końca oddaje to, co mam na myśli. O co chodzi? O to, że gracze prowadzeni przez Mike’a Malone’a mogą wygrać zarówno pojedynki z dużą liczbą punktów i zrobili to choćby z Dallas Mavericks, zdobywając 126 punktów, ale też i starcia, które z dobrym widowiskiem nie mają nic wspólnego. Przed zwycięstwem z Mavericks Bryłki zanotowały trzy kolejne triumfy, ani razu nie pozwalając rywalom na osiągnięcie trzycyfrowej liczby punktów. Rywale? OKC Thunder, Memphis Grizzlies i Toronto Raptors. A jeszcze kilka miesięcy temu nie podejrzewałbyś tego zespołu o takie zdolności.  

Ale czy miejsce w tabeli odpowiada sile Nuggets? Nie. Nadal mam wątpliwości, czy uda im się awansować dalej niż do I rundy playoffów. Konferencja Zachodnia w playoffach będzie kozacka do oglądania i mega wyrównana. Czy jeśli faza zasadnicza zakończyła się dzisiaj, to typowałbym Denver do wygrania swojej serii, nawet w pełnym składzie? Pewnie tak, ale nie byłbym tego pewien na 100%.  

Nie chcę dyskredytować tego, co osiągnął Mike Malone ze swoim teamem. Chcę jednak zwrócić uwagę, że czasami pierwsza drużyna po sezonie regularnym nie jest tą najlepszą w swojej konferencji. Spójrz chociażby na tegoroczne playoffy na Wschodzie, gdzie LeBron James razem z Cavaliers awansowali do Finałów NBA z czwartego miejsca. 

Ekipa z Kolorado ma za sobą serię czterech spotkań domowych, z których w każdym to oni byli górą. Bryłki będą miały o tyle trudniejsze zadanie, bo zagrają w Staples Center. A jak pewnie wiesz, Denver Nuggets to królowie Pepsi Center i poza swoją halą to już nie to samo. Muszę jednak oddać, że jest pewien postęp i bilans 8-6 w miastach swoich przeciwników to całkiem niezły rezultat. 

To teraz pora na Marcina Gortat i jego kumpli, czyli Los Angeles Clippers. 

Smutny to widok, kiedy patrzymy na Polaka. Gortat jest już marginalną postacią Clippers i fakt, że wychodzi w pierwszej piątce, niestety niewiele znaczy, bo nie ma go na parkiecie, kiedy rozstrzygają się losy meczów. Ostatni raz The Polish Hammer przekroczył 10 punktów… 12 listopada w spotkaniu z Golden State Warriors.  

Czy to ostatni rok Gortata w NBA? Niestety, chyba musimy się z tym pogodzić. Nic nie zmienia jednak faktu, że Marcin Gortat przez lata był jednym z najlepszych graczy zadaniowych w lidze. 

Wróćmy do drużyny, w której jest Polak.  

Los Angeles Clippers grają już prawie w pełnym składzie. Do gry przeciwko Dallas Mavericks wrócił Lou Williams i jego obecność była kluczowa dla końcowego wyniku. Clippers zdobyli 125 punktów (Williams miał 26) i był to już drugi występ z rzędu, w którym osiągnęli ten pułap (z Portland Trail Blazers rzucili 127). 

Linia na gospodarzy na dzisiejszy występ? 109.5 punktów.  

Co ciekawe, jest to mecz z polskim akcentem. Po jednej stronie jest Marcin Gortat w barwach Clippers. Po drugiej nie gra żaden Biało-Czerwony, ale… Rafał Juć jest skautem Denver Nuggets. Kto będzie górą w tym pojedynku? Kursy w forBET Zakłady Bukmacherskie wskazują na gospodarzy, ale tylko nieznacznie: 

  • wygrana Los Angeles Clippers – kurs 1.90
  • wygrana Denver Nuggets – kurs 2.00 

To będzie drugi odcinek rywalizacji Clippers – Nuggets. Pierwszy epizod zakończył się wygraną Bryłek na parkiecie w Staples Center. Tyle że to były starcie inaugurujące sezon, więc od tego czasu wiele się zmieniło.  

Szukając potencjalnych typów, zwróć uwagę na Nikolę Jokicia. Serb w każdym z pięciu ostatnich występów notował co najmniej 24 punkty i w obliczu wąskiej rotacji Nuggets to on bierze na siebie odpowiedzialność po atakowanej stronie parkietu. forBET proponuje linię 22.5 punktów i opcja powyżej z kursem 1.83 to całkiem niezły pomysł na wieczorne obstawianie NBA.