Jeżeli nudzą Cię rozmowy z wujkiem o polityce, albo jeśli zjadłeś już tyle ciasta, że nawet babcia swoją siłą perswazji nie jest w stanie Ci wcisnąć żadnego jedzenia, czy może po prostu lubisz koszykówkę, a do tego masz w sobie wewnętrznego patriotę to mam dla Ciebie dobrą nowinę. O 19 polskiego czasu zacznie się seria pomiędzy Atlanta Hawks, a Washington Wizards z Marcinem Gortatem w składzie. Spotkanie, które może rozpocząć marsz Czarodziejów po pierścień mistrzowski. Właśnie, czy są w ogóle jakieś szanse, żeby zespół Polaka wspiął się na sam szczyt NBA?

Tabula rasa 

Po zeszłorocznej klęsce, jaką był brak awansu do playoffówwłodarze Wizards postanowili zwolnić trenera Randy Wittmana i w jego miejsce zatrudnić Scotta Brooksa. Były trener Oklahoma City Thunder, który wychował takich zawodników jak Kevin Durant, Russell Westbrook, czy James Harden (szok, ile gwiazd ,,stworzyli” Thunder), miał być odświeżeniem i stworzyć jeden organizm z nie do końca dogadujących się gwiazd: Johna Walla i Bradleya Beala i grupki graczy zadaniowych.

Początek sezonu Wizards nie rokował najlepiej. W pierwszych 10 meczach zanotowali tylko 2 wygrane i wydawało się, że będzie to kolejny sezon spisany na straty. Jednak podopieczni Scotta Brooksa otrząsnęli się z tego kiepskiego startu i elementy układanki zaczęły do siebie pasować.

Wall i Beal stworzyli zabójczy duet, Otto Porter stał się jednym z czołowych strzelców za trzy będąc przy tym uniwersalnym obrońcą, Markieff Morris idealnie odnalazł się w swojej roli strech four, a nasz rodzynek w NBA grał jak zwykle solidnie, będąc czołowym zawodnikiem od stawiania zasłon (może wydawać się to mało istotną rzeczą, jednak umiejętność kreowania miejsca kolegom poprzez zasłony to bardzo pożądana rzecz od centrów).

Gortat to iron mankolejny sezon z rzędu omijały go kontuzje i rozegrał każdy z 82 meczów. Możemy być dumni z naszego rodaka, który wyrósł na jednego z najlepszych zadaniowców w NBA. Polski młot (pseudonim Gortata- The polish hammer) wie jaka jest jego rola w zespole i doskonale się z niej wywiązuje. Robi te wszystkie małe rzeczy, które są niewidoczne w statystykach, ale przekładają się na końcowy sukces zespołu. Zasłony, zbiórki w ataku, walka o bezpańskie piłki- Marcin po prostu walczy i zostawia serce na boisku.

Wizards stali się pierwszym zespołem w historii, który po starcie 2-8 osiągnął 49 zwycięstw, kończąc ostatecznie na czwartym miejscu w konferencji wschodniej. Nadzieje na sukces w tych playoffach są naprawdę spore, a na drodze do awansu do kolejnej rundy stanie Atlanta Hawks. Zespół, który nie wydaje się być groźnym rywalem, ale na pewno nie można go zlekceważyć.

(4) Washington Wizards vs (5) Atlanta Hawks 19:00

Będzie to rewanż za półfinał konferencji w 2015 roku, kiedy to Hawks pokonali Wizards, dla których była to ostatnia rozegrana seria w playoffach. Rozstrzygnięcie tej pary zostawiło spory niedosyt po stronie zespołu ze stolicy USA i pytanie: co by było gdyby? W trakcie serii John Wall nabawił się kontuzji lewego nadgarstka, która miała go wyłączyć z gry do końca serii. Ostatecznie udało mu się wrócić do gry, ale nie był to jednak ten sam Wall i Wizards ostatecznie przegrali 2-4 w pojedynku pełnym zwrotów akcji, wielkich rzutów i historii.

Po serii, w której Wizards wydawali być się lepszą drużyną, jednak zabrakło im trochę zdrowia, szczęścia, żeby awansować do finału konferencji i rywalizować z Cleveland Cavaliers. Kto wie, czy w tamtej dyspozycji nie przerwaliby dominacji Lebrona Jamesa w konferencji Wschodniej, awansując do wielkiego finału z Golden State Warriors. Możemy tylko gdybać, ale jedno jest pewne: Wizards mają doświadczenie w rozgrywkach posezonowych, a co najważniejsze są głodni sukcesu i mają wszystko, żeby walczyć o tytuł mistrzowski.

Mój typ na pojedynek z Hawks: 4-3 dla Wizards 

Pojedynek ucznia z mistrzem

Główną historią dla nas, Polaków będzie pojedynek mistrza (Dwight Howard) z uczniem, który dorastał pod jego ramionami (Gortat).

W czasach, gdy Dwight doprowadzał Orlando Magic do finału NBA w 2009 roku, za jego plecami był może niezbyt utalentowany, ale naprawdę ciężko pracujący i solidny gracz, czyli Marcin Gortat. W 2010 roku ich drogi się rozeszły, kiedy to Polak został wymieniony do Phoenix Suns, gdzie udało mu się wywalczyć pozycję podstawowego środkowego swojej drużyny.  Gortat przez lata potwierdził swoją wartość jako gracz pierwszej piątki i od tamtego czasum jest fundamentalną postacią swoich zespołów.

Howard widziany dzisiaj jest jako podstarzały gwiazdor po kontuzji pleców,  ale były czasy, kiedy Dwight naprawdę potrafił dominować. Jego atletyczny prime i to, jaki siał postrach pod obręczami, jest jedną z największych dominacji defensywnych w historii, kiedy to trzy razy pod rząd zdobył tytuł dla najlepszego obrońcy ligi (lata 2009, 2010, 2011). Był w stanie zablokować praktycznie każdy rzut (zasięg ponad 380 cm), panując nad obręczami.

Pojedynek z Howardem, będzie dla Gortata nie lada wyzwaniem. Mimo, że były gracz Magic, Lakers i Rockets nie dominuje już w tym stopniu, to nadal potrafi grać w koszykówkę, a jego atletyzm ciągle wybija się na tle pozostałych graczy. W obliczu kontuzji zmiennika Gortata (Ian Mahinmi), Polak będzie zmuszony grać duże minuty i walczyć pod koszem ze swoim byłym kolegą.  Nasz rodzynek w NBA musi unikać problemów z faulami, gdyż w obwodzie trenera Brooksa nie ma już centra, który mógłby wypełnić te minuty na wysokim poziomie. Zapowiada się walka bez sentymentów i możemy liczyć, że Gortat na pewno nie odpuści i będzie walczył z całych sił.

Hawks pokonani, co dalej?

Zakładając, że Wizards zdołają wygrać serię z zespołem z Atlanty, czeka ich pojedynek ze zwycięzcą pary Boston Celtics przeciwko Chicago Bulls. Faworytem tej serii są zdecydowanie gracze z Bostonu, którzy pierwszy raz od sezonu 2007/08, kiedy to zdobyli mistrzostwo NBA, ukończyli sezon regularny na pierwszym miejscu w konferencji wschodniej. Jednak zespołowi ze stanu Massachusetts towarzyszy wiele wątpliwości i kwestionuje się ich szanse w playoffach. Mówi się, że jest to najsłabszy od lat zespół rozstawiony z nr 1. Celtics zajęli czołową lokatę mimo wygrania tylko 53 meczów, co w obliczu dwóch zespołów powyżej 60 zwycięstw na zachodzie, wygląda dosyć miernie.

W potencjalnej serii z Celtics, Wizards wydają się nie stać na straconej pozycji i mogą walczyć jak równy z równym. Mają obwodowych obrońców, którzy będą  uprzykrzać życie Isaiah Thomasowi, który jest motorem napędowym podopiecznych Brada Stevensa. Głównym mankamentem Celtów jest gra na tablicach, a mając takich zawodników jak Gortat, Wizards mogą zdominować deski i dostawać dodatkowe szanse na rozegranie akcji.

Finał konferencji, czyli Lebron James i spółka

Trudno oczekiwać, żeby Wizards mieli innego przeciwnika w finałach konferencji, niż Cleveland Cavaliers. Lebron James to zawodnik, przeciwko któremu nie można stawiać. LBJ zawsze znajdzie sposób, żeby znaleźć się w finałach NBA: grał już w sześciu kolejnych seriach o mistrzostwo. Zatem, żeby zespół Marcina Gortata znalazł się w pojedynku przeciwko najlepszemu teamowi z Zachodu, musi pokonać Cavs. Wydaje się to być niemożliwe, ale sport lubi takie niespodzianki, zatem nie można niczego wykluczać.

Ostania prosta, czyli finał NBA!

Zakładamy, że Cavs zostali odprawieni z kwitkiem. Co teraz? Nie można spocząć na laurach, to na pewno: dopiero teraz zaczyna się prawdziwa zabawa. Zachód od lat jest mocniejszy i przebrnięcie przez trzy serie w tamtej części drabinki to dopiero wyzwanie. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że w finale znajdzie się Super Drużyna jaką jest Golden State Warriors. Można powiedzieć, że mistrzostwie pierścienie  zostały rozdane już czwartego lipca, kiedy to Kevin Durant dołączył do niedoszłych mistrzów NBA. Drużyna złożona z czterech uczestników tegorocznego Meczu Gwiazd funkcjonuje naprawdę wyśmienicie i trudno oczekiwać, żeby ktokolwiek mógłby ich pokonać. Jednak Wizards, mając Walla i Beala, niekoniecznie byliby na straconej pozycji. Walka pomiędzy nimi, a Stephem Currym i Klayem Thompsonem to byłaby walka najwyższym poziomie, w której wszystko tak naprawdęę wszystko może się zdarzyć.

Czy Wizards mogą zdobyć mistrzostwo? 

Oczywiście, że tak, jednak do tego musi złożyć się naprawdę wiele czynników. Jednak jak wiemy w koszykówce, nie ma rzeczy niemożliwych. Sufit tego zespołu jest bardzo wysoko i kto wie, może pod koniec czerwca będziemy świętować mistrzostwo NBA Marcina Gortata. Cytując słowa piosenki Notoriousa B.I.G ,,Sky is the limit”

ps. Wesołych i przede wszystkim rodzinnych świąt z NBA!