Luka Doncić szturmem podbił NBA już w poprzednim sezonie, ale w tym sezonie pokazuje, że jest nie tylko jednym z najlepszych młodych zawodników w lidze, lecz jednym z najlepszych graczy NBA w ogóle. W poniedziałek pobił swój rekord kariery w punktach, zdobywając aż 42 punkty w starciu z San Antonio Spurs. A przecież ten chłopak nie ma jeszcze 21 lat!

Luka Doncić nie może jeszcze w Stanach Zjednoczonych leganie wejść do klubu i zakupić sobie drink. Nie przeszkadza mu to jednak w prawdziwej dominacji. Słoweniec w każdym meczu może zaskoczyć kibiców czymś nowym, za każdym razem jest też w stanie ustanowić jakiś nowy rekord. Nic więc dziwnego, że jest prawdziwą rewelacją trwającego sezonu. W poniedziałek zaliczył kolejne triple-double i tym razem do 11 zbiórek oraz 12 asyst dołożył aż 42 punkty! To jego nowy rekord kariery. Doncić jest też jedynym 20-latkiem w historii ligi obok LeBrona Jamesa z takim meczem na koncie (co najmniej 40 punktów + triple-double). Pod wrażeniem jest więc sam LeBron, który w mediach społecznościowych dał wyraz swojej ekscytacji znakomitym występem słoweńskiego gracza.

W poniedziałek Doncić zaliczył więc już szóste triple-double w tym sezonie i pod tym względem jest najlepszy w lidze. Na przestrzeni wszystkich meczów notuje on średnio 29.5 punktów, 10.7 zbiórek oraz 9.3 asyst w każdym spotkaniu. Te cyferki mogą robić wrażenie i sprawiają, że Doncić z pewnością wbija się do rozmów o nagrodzie dla MVP sezonu regularnego. Największe wrażenie robi jednak fakt, że Doncić robi takie rzeczy w wieku zaledwie 20 lat. Jak się bowiem okazuje, żaden gracz w historii NBA nie miał tak dobrych cyferek w tak młodym wieku i tylko trzech zawodników w wieku 20 lat lub młodszych miało tak wysoką średnią zbiórek (są to Shaquille O’Neal, Andre Drummond oraz Dwight Howard). Słoweniec różni się od tych panów przede wszystkim wzrostem i pozycją na boisku, lecz jak widać jest po prostu niesamowicie wszechstronnym zawodnikiem.

Lukę trzeba więc na razie brać pod uwagę w wyścigu po statuetkę MVP, choć w poniedziałek odpowiedział mu James Harden, który jest bez wątpienia jednym z najlepszych graczy w lidze od początku sezon. Co prawda przeciwko Portland Trail Blazers zaliczył „tylko” 36 oczek (to mniej niż jego średnia punktowa w tym sezonie), ale przedłużył serię meczów, w których zdobywa więcej punktów niż spędza minut na parkiecie. Zdarzyło się tak w każdym z poprzednich jego dziewięciu spotkań i jest to najdłuższa seria w NBA od czasu jej połączenia z ABA. Rakiety w poniedziałek wygrały po raz ósmy z rzędu i to w tej chwili najdłuższa zwycięska passa w całej lidze. Russell Westbrook dołożył okazałe triple-double złożone z 28 oczek, 13 zbiórek i 10 asyst, a Clint Capela już w czwartym swoim kolejnym meczu zebrał z tablic aż 20 piłek!

Garść innych informacji z poniedziałkowej porcji meczów:

  • Boston Celtics ograli Phoenix Suns i szybko podnieśli się po nieszczęśliwej porażce z Sacramento Kings. W spotkaniu nie zagrał Ricky Rubio, rozgrywający Słońc, który wypadł z gry dosłownie na chwilę przed rozpoczęciem meczu z powodu problemów z plecami. Kostkę skręcił za to gracz Celtów – Marcus Smart – który nie dokończył spotkania.
  • Paul George wbił sztylet w serca kibiców Oklahoma City Thunder po raz kolejny, tym razem na parkiecie. To on zdobył bowiem decydujące punkty, po których Los Angeles Clippers pokonali Thunder na własnym parkiecie. W tym spotkaniu nie zagrał Kawhi Leonard, wciąż zmagający się z urazem kolana.
  • Aaron Holiday i Justin Holiday zostali pierwszym duetem braci w historii NBA, którzy w jednym meczu zdobyli co najmniej 20 oczek dla tego samego zespołu. Ich wsparcie pozwoliło drużynie Indiana Pacers z łatwością ograć Nets na Brooklynie.
  • Tagi