Wczorajszy dzień do zapomnienia pod względem typowania – mnóstwo absencji w składach. Dzisiaj dużo meczów (osiem), więc mamy z czego wybierać. Ja mam dla Was kupon złożony z dwóch, bardzo nieoczywistych propozycji i gramy aż o 623 PLN! Jednym ze spotkań, na które znajdziesz typ, będzie kolejny odcinek rywalizacji Lebrona Jamesa z Golden State Warriors. Nie ma co przedłużać – przechodzimy do analizy!

Odbierz bonus powitalny przygotowany specjalnie dla czytelników naszego portalu!

KOD PROMOCYJNY: ZAGRANIE

ForBET odbierz bonus

LA Lakers – Golden State Warriors (4:30)

Cztery ostatnie Finały NBA = cztery serie Lebrona Jamesa Cleveland Cavaliers przeciwko Golden State Warriors. Działo się i to dużo.

W 2015 roku James praktycznie w pojedynkę musiał radzić sobie z wchodzącymi wtedy na szczyt Stephem Currym, Klayem Thompsonem i Draymondem Greenem, bo poza grą byli Kevin Love i od końcówki meczu numer 1 Kyrie Irving. Tamten skład nie miał prawa wygrać, ale dzięki nadludzkim popisom Lebrona Cavaliers prowadzili 2-1. Ostatecznie Wojownicy ogarnęli się i wygrali 4-2, ale było gorąco.

2016 rok to jedna z najlepszych serii finałowych w historii NBA. Cavs, w końcu zdrowi, stanęli przed zadaniem w teorii niemożliwym, bo pokonać zespół, który w fazie zasadniczej wygrał 73 spotkania, bijąc rekord Chicago Bulls, to zadanie tego typu. Wszystko szło zgodnie z planem i Warriors prowadzili 3-1. Wtedy wydarzył się cud – Green pod koniec spotkania numer 4 włożył Lebronowi palec wiadomo gdzie, przez co nie wystąpił w kolejnym. Cavaliers zwyciężyli ten i kolejne dwa starcia, a rzut Kyriego Irvinga z meczu numer 7 zostanie w naszych sercach na zawsze.

2017 rok to pierwsza seria z udziałem Kevina Duranta. Cleveland było bardzo mocne, ale jeśli najlepszy zespół w lidze staje się jeszcze lepszy, to niewiele można zdziałać. 4-1 i mistrzostwo dla Golden State.

Tegoroczne Finały NBA miały podobny przebieg, tylko że tym razem Cavaliers byli dużo słabsi. James dwoił się i troił, w pierwszym występie dokonując cudów. Na niewiele się to zdało, bo to, co zrobił JR Smith, każdy pamięta. Szybkie 4-0 i trzeci tytuł w ciągu ostatnich czterech lat dla zespołu z Oakland.

Teraz, kiedy Król przeniósł swoje talenty do LA Lakers, rywalizacja pomiędzy nim a Currym, Durantem, Thompsonem i Greenem ciągle będzie trwać. Wiemy już na pewno, że po raz piąty z rzędu nie zobaczymy tego zestawiania w Finałach NBA. Co jak co, ale seria pomiędzy tymi ekipami w potencjalnej serii playoffowej może być niesamowicie ciekawa.

Ale to tego jeszcze długo, bo jak na razie trwa preseason. Przed nami jeszcze trzy dni sparingów, w tym dwa starcia Warriors i Lakers.

Obie drużyny jak na razie nie zachwycają (wygrały po razie), jednak to przecież spotkania o nic. Raporty o kontuzjach mówią, że w barwach mistrzów NBA nie wystąpią Andre Iguodala, Shaun Livingston i Draymond Green, czyli wąska rotacja Steve’a Kerra stanie się jeszcze węższa. Oczywiście, w składzie nadal będą Kevin Durant i Stephen Curry, lecz ci nie będą grać zbyt długo, choćby w starciu z Phoenix Suns obaj na parkiecie spędzili po 24 minuty. Zresztą zobaczmy sami, co za „asy” grają w barwach Wojowników:

Szału nie ma. Większość z tych graczy, którzy byli na boisku około 20 minut, w sezonie regularnym będzie grało ławę.

Głębia składu Lakers wypada tutaj dużo lepiej. Lebron James ma dzisiaj zagrać, co jest na pewno dużym skokiem jakości w porównaniu do występu Jeziorowców z Clippers. Do tego po kontuzji wraca dzisiaj Lonzo Ball, więc to kolejny solidny zawodnik. Ball na pewno będzie chciał zostawić po sobie pozytywne wrażenie, bo stracił miejsce w 1. piątce na rzecz Rajona Rondo.

Rondo, Caldwell-Pope, James, Ingram, McGee, Mykhailuk, Beasley, Ball, Stephenson, Hart (jego występ stoi pod znakiem zapytania), Zubac. Solidnie, co? Szczególnie jak na preseason, gdzie żaden z podstawowych graczy nie walczy na 100%, a role pierwszoplanowe należą do tych, który na co dzień więcej czasu spędzają na ławce.

No i dodajmy do tego aspekt rywalizacji. Wątpię, żeby Lebron James w swoim debiucie przeciwko Golden State Warriors pozwolił na porażkę. Jasne, Król nie będzie dużo grał, jednak myślę, że zmotywuje swoich młodszych i starszych kumpli.

Kurs na wygraną gospodarzy bardzo mi się podoba, więc jako pierwszą pozycję na swój kupon daję zwycięstwo Los Angeles Lakers – 2.40. Wybieramy opcję z potencjalną dogrywką. Przelicznik trochę niższy, jednak w tym przypadku minimalizujemy ryzyko. Przecież lepiej wygrać mniej, niż nie wygrać nic, zgodzisz się ze mną?

Toronto Raptors – Brooklyn Nets (1:00)

Pojedynek dwóch, bardzo głębokich drużyn, w którym stawiam na niespodziankę, czyli na zwycięstwo Brooklyn Nets.

Ale zacznijmy od początku.

Toronto Raptors to jeden z zespołów, który ostrzy sobie zęby na zwycięstwo w Konferencji Wschodniej. Nie ma Lebrona Jamesa w Cleveland, więc teraz droga do Finałów NBA jest otwarta jak nigdy. Aby zmaksymalizować swoje szanse, Raptors zamienili DeMara DeRozana na Kawhiego Leonarda, a Dwane’a Caseya na Nicka Nurse’a – to nowe podnosi zdecydowanie sufit ekipy z Kanady. Jeżeli wszystko zagra, Toronto może bić się z Boston Celtics, Philadelphią 76ers czy Milwaukee Bucks o wygranie Wschodu. Siłą tej drużyny jest na pewno szeroka rotacja, która w meczach fazy zasadniczej jest szczególnie istotna. W poprzednim sezonie ławka rezerwowych potrafiła często odrabiać straty, co zaowocowało w najlepszym bilansie w Konferencji Wschodniej.

Normalnie, nie stawiałbym na Brooklyn Nets, ale w preseason, czemu nie?

Siatki też mają mega dużo zawodników do grania. To jest właśnie siłą Nets – ilość, a nie jakość. Trudno znaleźć jednego gracza, na którym można budować organizację, ale jest kilku (a nawet kilkunastu) solidnych, którzy w NBA coś znaczą. Widać to było w meczu z Detroit Pistons, który podopieczni Kenny’ego Atkinsona wygrali po dogrywce. Tłoki wystąpiły w silny składzie, grały u siebie, a mimo to goście zdołali zwyciężyć. Duża zasługa w tym D’Angelo Russella, który trafił pięć rzutów za trzy i to on w końcówce ciągnął zespół na swoich barkach. Czy to zwiastuje sezon Russella? Zobaczymy.

Jedno jest pewne – Brooklyn Nets nie można lekceważyć. W porównaniu do Raptors oni mają wiele do udowodnienia, będąc przez ostatnich kilka lat pośmiewiskiem ligi przez wymianę z Boston Celtics. Przy tak wyrównanej rotacji zawodnicy muszą walczyć o swoją pozycję w składzie, dlatego typuję, że dzisiaj w Toronto zobaczymy niespodziankę i to goście będą górą w starciu z faworyzowanym rywalem. Za zwycięstwo Brooklyn Nets Fortuna wystawiła kurs 2.95 i mi się ten przelicznik bardzo podoba. Ryzykowny – to fakt – ale kto nie ryzykuje, ten wiadomo, czego nie robi.

Tak wygląda gotowy kupon. Gramy dwie pozycje, jednak bardziej ryzykowne. Wchodząc za stówkę, walczymy aż o 623 PLN. Pamiętajcie o tym, że to tylko sparingi i tutaj dzieją się różne cuda, co widzieliśmy wczoraj. Co chwilę mieliśmy ogłoszenia o tym, że ktoś nie zagra, ale taki już urok sparingów. Dlatego wstrzymaj się, ile możesz z wysłaniem kuponu, żeby nie było takich kwiatków.

To są tylko moje propozycje, więc traktujcie je jako wskazanie drogi. Nie gwarantujemy 100% skuteczności – w sporcie w końcu wszystko jest możliwe. Traktujcie obstawianie jako rozrywkę.

Piszcie, co gracie na środę z preseason.

Powodzenia!