Obecny skład Golden State Warriors może aspirować do najlepszego w historii koszykówki. A gdyby tak do tego dodać najlepszego gracza na świecie? Sama taka możliwość brzmi kosmicznie, ale według doniesień Chrisa Haynesa z ESPN Lebron James mógłby dołączyć do mistrzów NBA. Czy jest to w ogóle realna perspektywa? O tym poniżej.

Wolna agentura 2018 nie zapowiada się ekscytująco. Zespoły nie mają zbyt dużo wolnych pieniędzy, a dostępni gracze nie są tymi, którzy mogą wnieść organizacje na poziom drużyny mistrzowskiej. Poza jednym wyjątkiem. Poza najlepszym koszykarzem na świecie, czyli Lebronem Jamesem.

Jak na razie przyszłość Króla jest wielką niewiadomą. James ma opcję zawodnika na przyszły sezon opiewającą na 35.6 milionów dolarów, której naturalnie nie musi podejmować. I wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że tego nie zrobi, dzięki czemu zostanie niezastrzeżonym wolnym agentem.

Pozostaje pytanie: gdzie zagra w rozgrywkach 2018/19? Możliwości nie jest paradoksalnie tak dużo. Mówi się, że odejście z Cleveland jest możliwe, tylko gdzie miałby przenieść swój talent, żeby móc rywalizować z Golden State Warriors?

Ale można do tego problemu podejść też z innej strony. Skoro nie możesz ich pokonać, to możesz do nich dołączyć, czyż nie? Byłby to ruch w stylu Kevina Duranta i James stałby się znienawidzony przez kibiców koszykówki, ale już raz pokazał, że nie boi się podejmować trudnych decyzji.

Dzisiejszego ranka Chris Haynes z ESPN przyszedł do nas ze swoją, małą bombą. Według niego Warriors mogą stworzyć miejsce w salary cap na maksymalną umowę, co pozwoliłoby im na ustawienie spotkanie z Jamesem i jego obozem. Król powiedział jasno, że nie interesują go umowa niższa od tej najwyższej. W końcu to on jest najlepszym koszykarzem na świecie i za to powinien dostawać odpowiednią wypłatę. Logiczne.

Haynes dodaje, że byłby skłonny wysłuchać, co Warriors mają mu zaproponowania ze względu na ,,szacunek do kultury wygrywania”.

Jak to miałoby dokładnie wyglądać?

Już tłumaczę.

Nie ma możliwości, żeby Wojownicy wygenerowali miejsce na maksymalny kontrakt. W końcu w swoich księgach mają olbrzymie umowy dla Curry’ego, Duranta, Greena, czy Thompsona, co łącznie z pozostałymi graczami daje aż 137 milionów dolarów. Żeby podpisać Jamesa jako wolnego agenta włodarze mistrzów NBA musieliby otworzyć około 30 mln dolarów, co jest praktycznie niemożliwe.

Najlepszym rozwiązaniem na pozyskanie Jamesa byłoby tzw. sign and trade, czyli Lebron podpisałby kontrakt z Cavaliers, po czym zostałby wymieniony do Warriors. W ten sposób Cavs poszliby na rękę potencjalnemu, nowemu klubowi Króla, ale sami też by na tym zyskali. W końcu nie zostaliby po raz kolejny z pustymi rękami, tylko otrzymali w zamian coś wartościowego. Według Kevina Peltona z ESPN oferta opierałaby się na Klayu Thompsonie i Andre Iguodali. Dzięki temu James miałby maksymalną umowę, a deal zgadzałby się pod względem finansowym.

Co więcej, żeby ten trade doszedł do skutku, Warriors musieliby przekonać Kevina Duranta do zrezygnowania z opcji zawodnika na kolejny sezon. Co więcej, nowa umowa dla KD nie mogłaby być większa niż to, co obecnie zarabia (25 mln dolarów). Wiesz, to jest duże poświęcenie ze strony Duranta, ale czego się nie robi dla pozyskania najlepszego gracza na świecie, prawda? Dodatkowo Shaun Livingtson musiałby zostać wysłany do innego zespołu, ale w tym przypadku nie mogliby pozyskać nic w zamian. Byłby to ruch stricte finansowy, mający na celu uwolnienie cap space’u.

Po podpisaniu umów z Jamesem i Durantem Golden State nie mieliby już pieniędzy i reszta składu składałyby się z graczy podpisanych za minimum dla weteranów. Ale jestem pewien, że chętnych do dołączenia do tego super teamu na niskiej umowie byłoby mnóstwo. W końcu to byłby pewniak do zdobycia tytułu NBA.  

Załóżmy (chociaż na razie to abstrakcja), że James jakimś cudem trafia do Golden State. Byłby to ruch, który praktycznie zabiłby jakąkolwiek rywalizację w NBA. W jednym zespole miałbyś najprawdopodobniej trzech najlepszych koszykarzy na świecie. Lebron otoczony takimi strzelcami, czułby się jak w niebie. Trudno mi to sobie to nawet wyobrazić. Przejście Duranta do Warriors zniszczyło trochę tę ligę. Bo ten zespół jest praktycznie nie do pokonania, jeśli czołowi zawodnicy są zdrowi. Dodaj to tego Jamesa i dostajesz prawdopodobnie najlepszy skład w dziejach tej ligi.

Jednak nie dajmy się oszukać – ten artykuł to typowy clickbait. To ma się sprzedać. Nie ma w nim nic, czego już nie wiedzieliśmy. Haynes zmyślnie użył słowa could. Idąc tym tokiem myślenia, to James mógłby zagrać nawet w Stelmecie Zielona Góra. Mógłby, bo przecież to ten sam sport i nie ma ograniczeń finansowych. Oczywiście, to się nigdy nie wydarzy, ale MÓGŁBY. ESPN na pewno w tym momencie nie narzeka – kliki się zgadzają. W artykule jest jasno napisane, że nic nie wskazuje na zainteresowanie Warriors pozyskaniem Jamesa. Jak na razie to jest perspektywa typu wishful thinking, lecz sama taka możliwość jest czymś przerażającym. Przerażającym dla reszty ligi, bo taki ruch rozwiązałby praktycznie NBA. Oby to się nie wydarzało, bo nasza ukochana liga stałaby się monopolem jednego zespołu.

Chociaż, czy teraz już tak nie jest?