Choć Los Angeles Lakers przegrali sobotnie starcie z Philadelphia 76ers – kolejny już w tym sezonie pojedynek z topową ekipą – to jednak wieczór ten był bardzo wyjątkowy dla LeBrona Jamesa. Skrzydłowy potrzebował bowiem tylko 18 punktów, aby na liście strzelców wszech czasów w NBA wyprzedzić samego Kobe Bryanta i awansować na trzecie miejsce. Udało się już w trzeciej kwarcie!

Problemy Los Angeles Lakers w pojedynkach z czołowymi drużynami ligi trzeba odłożyć w tej chwili na bok, choć z pewnością martwi fanów LAL fakt, że ich zespół nie potrafił pokonać nawet osłabionych 76ers. Bohaterem wieczoru i tak był LeBron James, który właśnie awansował na trzecie miejsce na liście wszech czasów pod względem liczby zdobytych punktów w NBA. Potrzebował do tego 18 oczek i dokonał tego już w trzeciej kwarcie sobotniego pojedynku. Niedługo potem fani w Filadelfii pokazali klasę i zgotowali mu owację na stojąco. Nie uchroniło to Lakers przed porażką, lecz James po spotkaniu i tak był w całkiem dobrym humorze. Wszak wyprzedził Kobe Bryanta, a więc jednego ze swoich ulubionych zawodników, co sam zresztą po meczu przyznał. Kobe pogratulował natomiast LBJ na twitterze:

LeBron, dla którego to kolejny duży kamień milowy w tym sezonie, powtórzył dziennikarzom, że dla niego jest to ogromny zaszczyt, gdy jest stawiany w jednym rzędzie z największymi legendami ligi. W ostatnich latach James najpierw wyprzedził więc Michaela Jordana, a teraz także Bryanta, czyli dwóch zawodników, na których od samego początku mocno się wzorował. Zostało już tylko dwóch zawodników, choć w tym momencie straty do nich wynoszą kilka tysięcy punktów: przed LeBronem (33,655 punktów) trudne więc zadanie dogonienia Karla Malone’a (36,928 punktów) oraz Kareema Abdul-Jabbara (38,387 punktów). Co ciekawe, każdy z czterech najlepszych strzelców w historii NBA zakładał w jakimś momencie swojej kariery koszulkę Los Angeles Lakers. Patrząc na to, że James mimo już 35 lat na karku (urodziny świętował miesiąc temu) nadal dominuje to dobry prognostyk dla wszystkich tych, którzy chcą zobaczyć go na pierwszym miejscu tej listy.

Pozostałe informacje z sobotniej nocy w NBA:

  • Utah Jazz nadal najgorętszym zespołem w NBA. Jazzmani wygrali 19 z ostatnich 21 spotkań, a w sobotę ograli Dallas Mavericks i mają teraz cztery zwycięstwa z rzędu. Po raz kolejny znakomicie spisał się rewelacyjny ostatnio Rudy Gobert, który walczy o pierwszy występ w All-Star Game. Przeciwko Mavs zaliczył 22 punkty (8/8 z gry) i zebrał z tablic 17 piłek, a do tego miał także pięć bloków, w tym jeden niezwykle efektowny w samej końcówce spotkania. Francuz idealnie trafił więc z formą, a Rick Carlisle – szkoleniowiec Dallas – przyznał po meczu, że będzie głosował na Goberta do roli rezerwowego w Meczu Gwiazd.
  • Dopiero po dogrywce Brooklyn Nets ograli w Detroit tamtejszych Pistons, a aż 45 punktów na konto zapisał Kyrie Irving. Dodatkowe pięć minut było z kolei efektem celnego rzutu Derricka Rose’a, który kontynuuje bardzo dobrą grę – tym razem miał 28 oczek. Nie pomaga to jednak zbytnio Tłokom, a przegrana z Nets to dla nich spory ból, jako że nowojorski zespół to ich bezpośredni rywal w walce o ostatnie miejsca premiowane awansem do fazy play-off na Wschodzie.
  • Oczko mniej niż Kyrie – czyli 44 punkty – zdobył w sobotę Zach LaVine, prowadząc Chicago Bulls do zwycięstwa w Cleveland.
    Obrońcy Byków zabrakło zaledwie dwóch asyst więcej, aby zaliczyć w sobotę swoje pierwsze triple-double.