Już w sobotę na Stadionie Narodowym podczas gali KSW ponad 50 tysięcy ludzi na żywo obejrzy galę mieszanych sztuk walki. Dyscyplina i sama organizacja w naszym kraju bardzo szybko się rozwija. Dla wielu Polaków MMA i KSW to synonimy. Nie od razu Rzym zbudowano. Pierwsze wydarzenie było organizowane w 2004 roku w restauracji Champions dla ok. 300 osób. 13 lat później będziemy świadkami gali na niemal wypełnionym Stadionie Narodowym.

Zacznijmy od samego początku. Martin Lewandowski, jeden ze współwłaścicieli KSW, był w przeszłości szefem do spraw promocji hotelu Marriot. Drugi prezes, Maciej Kawulski, prowadził agencję marketingową oraz trenował MMA. Dwójka Polaków wpadła na pomysł stworzenia organizacji mieszanych sztuk walki. Pierwszy wykorzystał swój dostęp do infrastruktury w postaci restauracji Champions, drugi znajomość środowiska sztuk walki. Oboje znali się na stronie promocyjnej, co pokazują do dziś. Od samego początku podchodzili do sportu ostrożnie, proponując walki w ringu. Każdy krok był przemyślany. Klatka na tamten czas przywoływałaby złe konotacje. To właśnie starannie planowane ruchy, niczym w szachach, doprowadziły duet do dzisiejszej pozycji. Pierwsze wydarzenie było raczej testem, który został zdany. Na galę 27 lutego 2004 roku przyszło 300 osób. Jako ciekawostkę podam, że zwycięzcą turnieju na KSW I został Łukasz Jurkowski, który wystąpi na nadchodzącym wydarzeniu.

Kolejnym krokiem były media. Na początku udało się nawiązać współpracę z Canal+, gdzie wyemitowano materiał z gali. Jednak było to jednorazowe, ponieważ na drugie wydarzenie KSW dogadało się z Polsatem, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Druga gala odbyła się 10 lipca 2004 roku. Po raz kolejny gospodarzem walk była restauracja Champions. Już wtedy w studio znalazł się Mateusz Borek, a komentarzem widowiska zajmował się Andrzej Janisz. Galę pokazano z retransmisji. Kolejny krok do popularności został zrealizowany.

KSW stopniowo rosło i już na szóste wydarzenie zdecydowano się przenieść na profesjonalny obiekt sportowy – Torwar. Na hali zjawiło się 3000 osób. Frekwencja i zainteresowanie rosło cały czas.

Największym impulsem była gala z numerem XII. To wtedy doszło do debiutu Mariusza Pudzianowskiego. Ten freak-fight napędził w Polsce mieszane sztuki walki jak żadne inne wydarzenie czy osoba. Jeszcze wtedy nie wiedziano za dużo o MMA poza tym, że to walka najbliższa realnej. Stworzono narrację i każdy się zastanawiał – jak w walce poradzi sobie najsilniejszy człowiek na świecie? Przeciwnikiem był „pięściarz” w postaci Marcina Najmana. Pytanie brzmiało – boks czy czysta siła? Dodatkowo wspaniale wykreowano dobrego Pudziana i złego Najmana. Było komu kibicować. Walkę na antenie Polsatu i Polsatu Sport oglądało około 6 milionów widzów. Pojedynek wykonał swoje zadanie. Dzięki Mariuszowi Pudzianowskiemu wielu ludzi poznało i polubiło nowy dla widzów sport. Od tego czasu popularność KSW nie słabnie osiągając milionowe oglądalności w otwartej telewizji.

Od XX gali właściciele zdecydowali się na system PPV. To kolejny krok milowy pokazujący popularność organizacji w naszym kraju. Mimo dużej krytyki, usługa utrzymuje się przynosząc zyski dla federacji. Mając na myśli kroki milowe nie można też zapomnieć o wprowadzeniu klatki, z czym zwlekano bardzo długo, bo do gali numer XXVII. Zwiększyło to płynność pojedynków, ale co ważniejsze, pokazało, że przeciętny polski widz jest już na to gotowy i rozumie, że mieszane sztuki walki to sport. Za wyróżnienie można uznać nominacje do nagrody World MMA Awards dla najlepszej organizacji w 2016 roku.

Wydawało się, że KSW już nie zrobi kroku dalej, bo nie ma gdzie. Tymczasem w sobotę organizują swoją galę na Stadionie Narodowym, gdzie zasiądzie ponad 50 tysięcy widzów. Będzie to europejski rekord. Pojedynki? Każdy coś dostaje, zagorzały oraz niedzielny fan. Idea walk super-fightów dotarła do Polski i od razu mamy chyba najlepszy, możliwy pojedynek. Mamed Chalidow kontra Borys Mańkowski. Najbardziej medialni i efektowni mistrzowie dwóch kategorii wagowych. Włodarze zdecydowali się również na freak-fight w postaci pojedynku Popka z Hardkorowym Koksem. Jedenaście pojedynków, a każdy wnosi swoją historię i zainteresowanie. Nam, jako fanom, nie pozostaje nic, jak rozsiąść się w fotelach i ekscytować oraz bawić oglądając KSW Colosseum. Po raz kolejny wydaje się, że to już sufit dla Lewandowskiego i Kawulskiego. Ciekawe, czy w przyszłości czymś nas jeszcze zaskoczą robiąc kolejny krok w przód.