fot. Krzysztof Klaczek/Instagram

– Najchętniej chciałbym wygrać przed czasem i do tego będę zmierzać, ale też zadowolę się decyzją sędziowską, jeżeli będzie na moją korzyść. Chciałbym zrealizować to, co założyłem sobie z teamem, bo to, co przygotowaliśmy, jest naprawdę interesujące – mówi serwisowi Zagranie.com Krzysztof Klaczek. Reprezentant Shooters Team już w najbliższą sobotę wystąpi na gali KSW 60.

Kamil Piłaszewicz: Na chwilę przed KSW 60 na łamach naszego serwisu gościmy Krzysztofa Klaczka, który powraca do KSW. Jakie to uczucie usłyszeć od szefów federacji: „Witaj z powrotem”?

Krzysztof Klaczek: To naprawdę świetne uczucie! Przez czas, kiedy borykałem się ze swoimi problemami, to nie raz się zastanawiałem, czy pamiętają o mnie. Okazało się, że tak, że czekali, aż wrócę do formy, także jest mi bardzo miło i fajnie z ich strony.

Wojsław Rysiewski, Maciej Kawulski, czy Martin Lewandowski był tym, kto zatelefonował z propozycją stoczenia pojedynku na najbliższej gali?

– Akurat, jeśli chodzi o dzwonienie, to Paweł Kowalik, mój menedżer, wykonał telefon i przekazał nowiny. Na pewno wcześniej rozmawiał, czy to z Martinem, czy Maćkiem o tym, bym zawalczył, ale tak między nami Ci powiem, że uważam, iż Wojek, główny matchmaker KSW na pewno też miał dużo do powiedzenia na ten temat.

Kiedy otrzymałeś wieści o możliwym występie, to od razu padło nazwisko Vojto Barborika jako Twego przeciwnika?

– Tak, było pierwszym i jedynym.

W 2019 roku wystąpiłeś już na gali i wtedy rywalem był Marcin Wrzosek. Mimo przegranej, to była to naprawdę świetna walka i tak się zastanawiam, dlaczego dopiero teraz Krzysztof Klaczek wraca do KSW?

– Fakt, wtedy nie udało się wygrać, ale po analizie wyciągnąłem wnioski, poprawiłem elementy, które nie do końca dobrze zafunkcjonowały w walce na KSW 47. Teraz będzie okazja, by zademonstrować, że to, co mówię, pokrywa się z rzeczywistością, z czego się bardzo cieszę. Natomiast dlaczego dopiero teraz wracam… Cóż, miałem zerwane więzadło, które wymagało operacji, potem rehabilitacji. Doszło do ogarnięcia jeszcze kilka spraw zawodowych, ale głównie te problemy z kolanem mnie przytrzymały. Myślałem, że wrócę nieco szybciej, ale ostatecznie wystąpię teraz i czuję, że naprawdę dobrze przepracowałem ten okres przygotowawczy. Sądzę, że już w sobotę pokażę, że nie wracam po nic do klatki.

Słowak będzie debiutować w organizacji KSW, więc jak kibicom KSW przedstawiłby go Krzysztof Klaczek?

– Jako wysokiego, lubiącego bić długie proste, parterowca, którym też jestem. Ma dwanaście zwycięstw i jedną przegraną, więc na pewno jest to dobry, solidny zawodnik. I moje przedstawienie go, przynajmniej na ten moment, się kończy.

Patrząc, że Vojto ma na koncie tylko jedną porażkę i to przez nie jednogłośną decyzję, to planujesz, by poczuł, jak to jest obejrzeć świat z perspektywy desek na gali KSW?

– Taki jest plan. Najchętniej chciałbym wygrać przed czasem i do tego będę zmierzać, ale też zadowolę się decyzją sędziowską, jeżeli będzie na moją korzyść. Chciałbym zrealizować to, co założyłem sobie z teamem, bo to, co przygotowaliśmy, jest naprawdę interesujące.

Kiedy przygotowywałeś analizę swojego przeciwnika, to co uznałeś za tyle charakterystyczne u swego przeciwnika, by przede wszystkim na tym czymś skupić się w czasie okresu przygotowawczego?

– Zostawię to dla siebie… (śmiech) To, co mogę Ci powiedzieć, to to, że zauważyliśmy kilka dziur w jego game planie, ale także kilka rzeczy, na które trzeba uważać. To, czy okaże się, czy nasze założenia wypaliły, dowiemy się dopiero po sobotniej walce.

I na pewno nic więcej z Ciebie nie wyciągnę? (śmiech)

– Wiesz, jak jest! (śmiech) Z niejednym zawodnikiem gadałeś, także wiesz, jak jest w tym biznesie. Wiadomo, że ma mocny parter, ale też nie bagatelizujmy jego stójki.

fot. Krzysztof Klaczek/Instagram

Jak wyglądał obóz treningowy?

– Mam za sobą bardzo dobry, długi okres przygotowawczy. Spędziłem go zarówno w Koninie, jak i Poznaniu. Pierwsze treningi robiłem z trenerem Ireneuszem Milą, sporo przepracowałem technik bokserskich z Marcinem Hejoszem, a także dużo sparowałem z chłopakami z Shooters Team. Na ostatnie dwa miesiące przygotowań wyjechałem do Poznania i tam robiłem sparingi, uczyłem się od chłopaków z Czerwonego Smoka. Także uważam, że ten okres przygotowawczy był najlepszy w moim życiu.

Jak wygląda ostatni tydzień przed walką na gali KSW u profesjonalnego zawodnika?

– U mnie mija zawsze bardzo spokojnie. Na chwilę przed galą lubię wychodzić na dwór, pooddychać świeżym powietrzem, poczytać sobie jakąś książkę, czasami obejrzę sobie jakieś waleczki. Utrzymuję koncentrację i całkowicie się nie rozluźniam, ale tak na spokojnie. Nie należy się przepalać, ale jednocześnie wiedzieć, że ten czas, kiedy drzwi klatki się zamkną, się zbliża. Jestem typem osoby, która woli sobie trochę popracować, trochę odpocząć, niż na przykład spędzać czas przy konsoli.

Odnośnie świeżości, a w zasadzie jej bardzo mocnym ograniczeniu w związku z wagą, to jak wyglądał u Ciebie proces zbijania wagi?

– Dietę trzymałem od dawna, ale sam proces zbijania wagi zostawiłem dosłownie na teraz. Zacząłem ją ciąć w ostatnią niedzielę i myślę, że u mnie będzie tak, jak tradycyjnie u większości zawodników, czyli ścinanie wody, odstawianie węglowodanów. W moim przypadku jest tak, że na ostatni tydzień przed galą zostawiam sobie zbijanie wagi i dodaję do tego delikatny rozruch.

Wiadomo, że bez mikro urazów do klatki nie wychodzi żaden zawodnik, więc czy u Ciebie obyło się bez poważniejszych kontuzji i teraz właśnie tylko proces zbijania wagi może być w jakimś sensie uciążliwy?

– Jest dokładnie tak, jak powiedziałeś. Zupełnie bez mikro urazów wyjść do klatki się nie da, ale kontrolujemy wszystko i jest okay. Jestem w naprawdę bardzo dobrej formie.

Ile planujesz wnieść kilogramów do klatki?

– Celuję w górny limit. Na ważeniu jest tolerancja, bodajże do 66,3 kg, czyli pół kilo więcej, niż limit kategorii i tyle zamierzam wnieść. Wychodzę z założenia, że trzeba ścinać tyle, by akurat zmieścić się w dopuszczalnych normach, i nie ma sensu się męczyć przez ścinanie więcej kilogramów, jeśli nie jest to wymagane.

Dywizja do 66 kg to docelowa, w której będziemy mogli oglądać Krzysztofa Klaczka?

– Tak jest, to kategoria, którą chcę podbić.

Patrząc, że w Twojej kategorii na gali zawalczy jeszcze Michał Sobiech i Patryk Kaczmarczyk, to jak typujesz ten pojedynek?

– Powiem Ci, że obu zawodników jakoś za bardzo nie śledziłem do tej pory. Wiadomo, że Patryk jest bardzo promowany przez federację, mówi się o nim jako o takim super obiecującym talencie. Natomiast jego przeciwnik przyszedł do KSW z programu „Tylko jeden”, więc też nie można powiedzieć, że wziął się znikąd. Jednak tak jak mówię, nie widziałem walk ani jednego, ani drugiego, więc ciężko mi coś więcej powiedzieć na temat tego, kto zwycięży w tym starciu.

Planujesz wyzwać do starcia tego, który okaże się w tamtym starciu zwycięski?

– Niewykluczone. Zobaczymy, ale ja się koncentruję na zadaniu, które mam teraz do zrobienia, bo nie lubię aż tak wybiegać w przyszłość. Co do wyzywania do walki… Od tego mamy szefów i matchmakera KSW, by po naszych walkach zdecydowali, z kim chcą nas zestawić. Jeżeli mi kogoś zaproponują, to z pewnością okaże się, że znowu podpisałem kontrakt z nimi, tuż po usłyszeniu jednego nazwiska jako potencjalnego rywala.

fot. Krzysztof Klaczek/Instagram

Odnośnie typowania, przypuszczania, to kto Twoim zdaniem wyjdzie zwycięsko z walki Ziółkowski vs Kazieczko?

– Myślę, że Maciek ma predyspozycje do tego, aby wygrać. Jego atutem jest właśnie siła, spustoszenie, jakie robią jego ciosy, a do tego dochodzi umiejętnie wykorzystana agresja w pojedynkach. Natomiast Marian też jest bardzo niebezpieczny. Widać, że z walki na walkę się rozwija i coraz umiejętniej wykorzystuje swoje warunki fizyczne. Także, jeżeli miałbym obstawiać, to sądzę, że Maciek będzie starał się na czymś złapać mistrza i skończyć walkę przed czasem, a Marian pewnie będzie chciał wypunktować pretendenta. Przede wszystkim istotne jest to, że aktualny mistrz walczył już nie raz na dystansie pięciu rund, czyli wie, z czym się je dwadzieścia pięć minut walki, a Maciek nie miał okazji przekonać się, jak to jest walczyć tak długo. Kciuki bardziej będę trzymać za Maćka, bo znamy się z treningów z Ankosu i, jak mówię: ma zdecydowanie więcej argumentów ku temu, by skończyć walkę przed czasem, niż żeby wygrać na punkty.

Jeśli miałbyś dalej kreślić skreślenia na kuponie u bukmachera, to jak obstawiłbyś starcie Phil de Fries vs Tomasz Narkun?

– Sądzę, że Tomek może w parterze pokonać Anglika. Bardzo bym chciał, żeby pas został w Polsce i żeby się okazało, że tym razem to Polska będzie górą!

I tak na koniec, symbolicznie powiem, że przekazuję mikrofon i oddaję pole, możesz powiedzieć, co chcesz.

– Przede wszystkim bardzo chciałbym podziękować wszystkim z klubu Shooters Team, Czerwonego Smoka, wszystkim trenerom, firmie Yuuki Sushi, Extreme Hobby, mojemu tajemniczemu pomocnikowi w przygotowaniach, który z pewnością będzie wiedzieć, o kim mówię, jeżeli będzie czytać ten wywiad. I przede wszystkim moim rodzicom i bratu.

Zaloguj się aby dodawać komentarze