fot. Karolina “Way of blonde” Brzuszczyńska/Instagram

– Sporty walki od dziecka były i są moją pasją. Dają adrenalinę, która uzależnia. Taka „Gra w Tekkena”, ale w prawdziwym życiu. To niesamowicie wymagające fizycznie i psychicznie dyscypliny, dzięki którym można się rozwinąć wszechstronnie – mówi serwisowi Zagranie.com Karolina „Way of blonde” Brzuszczyńska, która ponownie wystąpi w oktagonie już na gali Fame MMA 9.

Kamil Piłaszewicz: Jakie czynniki zadecydowały o tym, że nie ujrzeliśmy Pani na gali Fame MMA 8?

Karolina Brzuszczyńska: Niestety pierwsza potencjalna przeciwniczka odmówiła walki ze mną. Szukano dla mnie rywalki, ale na tamten moment nie udało się nikogo znaleźć.

Anna Andrzejewska była przeciwniczką od początku przymierzaną dla Pani?

– Nie. Na gali Fame MMA 8 moją przeciwniczką miała być Zusje. I tak jak mówiłam, kiedy odmówiła, zaczęto szukać innych dziewczyn. Po jakimś czasie pojawiła się propozycja walki z Anią.

Odnośnie utytułowanej kulturystki, to co na chwilę obecną może o niej powiedzieć Karolina Brzuszczyńska?

– Niewiele, bo nie znam mojej rywalki. Na pewno jest sportowcem, więc jestem pewna, że obie włożymy w tę walkę sto procent pracy i serca.

Można powiedzieć, że Anna jest bardziej wymagającą przeciwniczką, niż Patrycja Zahorska, z którą zwyciężyła Pani na gali FFF 2?

– Wiem, że Patrycja sumiennie przygotowywała się do naszej walki. Trenowała w WCA od lipca aż do grudnia, czyli niemalże pół roku. Nie wiem, jak długo trenuje Anna, więc ciężko mi to oceniać.

tło

fot. Karolina “Way of blonde” Brzuszczyńska/Instagram

W jakikolwiek sposób można się przygotować pod względem ułożenia planu, strategii na walkę, z rywalką, która do tej pory bardziej słynęła z osiągnięć zdobywanych na arenach świata kulturystyki?

– Nie zapominajmy, że Ania jest również byłą pięściarką. Za cały plan oraz przygotowania odpowiedzialny jest mój trener. Antoni jest świetnym strategiem, więc wierzę, że nasz game plan da nam zwycięstwo.

Swoją drogą, to jest Pani zwolenniczką ich układania, a może wychodzi z założenia, że najlepiej przygotowywać się przekrojowo do każdej walki?

– Zdecydowanie jestem osobą, która lubi planować i analizować. Staram się trenować z głową. W ciągu roku trenowałam przekrojowo, jednak do walki realizuję z trenerem już konkretny plan.

Odwołując się do Pani ostatniej walki, to jednak trzy rundy po trzy minuty spędziła Pani w klatce federacji Free Fight Federation, dlatego też może to takie pierwsze obeznanie się ze wszystkim wokół oraz podczas walki okaże się kluczem do zwycięstwa?

– Wydaje mi się, że doświadczenie ma ogromne znaczenie. Jednak z tego, co wiem, moja przeciwniczka miała parę walk w boksie, także w tym przypadku w pewnym sensie obie mamy obycie w walce.

Wbrew opiniom różnych osób na temat zarówno federacji Fame MMA, czy FFF, tak mam duży szacunek do tych, którzy decydują się wejść na matę, żeby się bić i zawsze staram się zrozumieć jedno dlaczego?

– Często słyszę to pytanie. Myślę, że w ogóle kobiety częściej je dostają. Nie umiem na nie jednoznacznie odpowiedzieć, ale sporty walki od dziecka były i są moją pasją. Dają adrenalinę, która uzależnia. MMA to taka „Gra w Tekkena”, ale w prawdziwym życiu. To niesamowicie wymagający fizycznie i psychicznie sport, dzięki któremu można się rozwinąć wszechstronnie. To coś pięknego!

tło

fot. Karolina “Way of blonde” Brzuszczyńska/Instagram

„Żeby zostać freak fighterem, to jednak trzeba mieć nie tylko zasięgi w mediach społecznościowych, ale również jednak coś mieć wspólnego z walką, jak np. Ania Lewandowska, która trenowała karate, pasowałaby nam bardziej, niż Ewa Chodakowska, która z walką raczej niewiele ma wspólnego” – powiedział w Onet Rano Maciej Kawulski i tak się zastanawiam, że może poprzez występy w tych tzw. freak’owych federacjach, można się dostać do organizacji czysto sportowej, typu właśnie KSW?

– Możliwe. Chociaż uważam, że to dosyć długa droga i czekałby mnie ogrom pracy. Jestem chyba już za stara. Traktuję to, jak dobrą zabawę.

Gdyby zadzwonił telefon i pojawiła się oferta mówiąca, że największa organizacja w Polsce zaprasza do występów w swojej klatce, to Karolina Brzuszczyńska odpowiedziałaby…

– Powiedziałabym: „Zamieniam się w słuch”.

Pewnie większość odbiorców tego wywiadu pewnie sobie teraz myśli, że jak to, że przecież dziewczyna dopiero zaczyna karierę i to jeszcze w „takich śmiechowych” organizacjach, ale nie od dziś wiemy, że nie zawsze tylko sportowe umiejętności decydują o tym, że ktoś otrzymuje kontrakt od hegemona, jakim jest KSW. Zgodzi się Pani z tą teorią?

– Tak swoją drogą uważam, że życie w ogóle powinno być śmiechowe. Odpowiadając na pytanie, niezależnie, czy to organizacja freakowa, czy stricte sportowa najpiękniejsze jest to, że można dostawać pieniądze za robienie czegoś, co się kocha. Odnośnie takich transferów, to nie ukrywajmy, że w przypadku obu organizacji chodzi o oglądalność i dobre show, tylko to show się od siebie różni. Uważam, że połączenie sportu z zasięgowo ciekawymi osobami to prawdziwa petarda!

Pytam o KSW dlatego, że Justyna Haba też się biła na FFF, a potem na jednej z gal pokonała Karolinę Owczarz, tak więc… Wszystko jest możliwe, prawda?

– Oczywiście, jednak Justyna już na gali FFF występowała stricte sportowo, a nie typowo celebrycko. Dziewczyny już wtedy pokazały świetną walkę, więc obecność Justyny na gali KSW nie była dla mnie żadnym zaskoczeniem.

A może stoczenie walki ma być czymś okazjonalnym w Pani życiu, tak by od czasu do czasu poczuć te emocje związane z tym sportem, ale jednak z pamiętaniem, że skupia się Pani na pracach w innych branżach?

– Kocham sporty walki od dziecka. Były, są i będą w moim sercu na zawsze. Dawniej, trenując jeszcze Taekwondo, miałam marzenia zawodowe związane ze sztukami walki. Jednak kiedy zaczęło się dorosłe życie i trzeba było zacząć zarabiać pieniądze, to te plany gdzieś poszły w zapomnienie. Niestety z Taekwondo ITF wyżyć się nie dało, a konkurencja nie spała, przez co przygotowania pochłaniały ogromną część mojego życia. Dlatego zaczęłam się skupiać na nauce i karierze. Było tak, aż do niedawna… Przełamaniem była propozycja walki na gali FFF. Byłam przeszczęśliwa, kiedy się do mnie zgłosili! Jednak dalej podchodzę do tego z dystansem i po prostu dobrze się bawię. Mam 28 lat, a MMA zaczęłam trenować zaledwie rok temu. Na profesjonalną karierę w tym sporcie jest dla mnie zdecydowanie za późno.

fot. Karolina “Way of blonde” Brzuszczyńska/Instagram

Patrząc na to, że właściciele Fame MMA zaczęli zatrudniać osoby, które mają co nieco wspólnego ze sportami walki, czego przykładem jest Pani osoba w tej organizacji, to może znak, że freak’owa federacja staje się profesjonalną?

– Myślę, że idzie to w fajnym kierunku. Ósma gala pokazała naprawdę fajny poziom. Jestem ciekawa dalszego rozwoju federacji. Ale czy Fame MMA powinno zatrudniać samych profesjonalnych zawodników? Chyba nie, dzięki temu ma taki urok!

Nawiązuję do tego, gdyż w ostatnim czasie odebrano pas Anieli Bogusz znanej szerszej publiczności jako „Lil Masti” i pomijając wszelkie zawirowania, doniesienia medialne, jakie się pojawiają w tym temacie, to w tej decyzji możemy szukać potwierdzenia tezy zawartej w mym poprzednim pytaniu?

– Oj, tego to nie wiem. Tutaj pytanie należałoby skierować do organizatorów.

Swoją drogą, to co sądzi Pani o tym wszystkim, co dzieje się teraz na linii Aniela Bogusz – właściciele federacji Fame MMA?

– Każdy kij ma dwa końce. Żałuję, że obie strony nie zdołały się porozumieć, bo liczyłam na to, że będę miała kiedyś okazję zmierzyć się z Anielą w oktagonie.

I kończąc rozmowę, może wybiegnę za daleko w przyszłość, ale chciałbym nawiązać do bycia mistrzynią federacji Fame MMA, a mianowicie: czego jako pierwsze dokona Karolina Brzuszczyńska, sięgnięcia po pas mistrzyni, a może spełni inne sportowe marzenie?

– Hah… Mam tyle marzeń w głowie, że czasem sama się boję tego, co ta Karolina Brzuszczyńska znowu wymyśli! (śmiech) Na pewno nie będzie nudno, obiecuję!