Taki mecz w wykonaniu gracza Boston Celtics zdarzył się po raz pierwszy w historii. Marcus Smart trafił aż jedenaście trójek i ustanowił tym samym rekord bostońskiego klubu, lecz nie przyniosło to Celtom zwycięstwa. W sobotę po raz trzeci z rzędu przegrali, tym razem ulegając po sporych emocjach drużynie Phoenix Suns. Nic więc dziwnego, że po meczu Smart zapewniał dziennikarzy, że w mgnieniu oka zamieniłby swój rekord na wygraną Zielonych.

To nie jest dobry okres w Bostonie – Celtics mieli rewelacyjny start sezonu, ale ostatnio we znaki dają im się kolejne kontuzje oraz bardzo napięty kalendarz. Mecze rozgrywają w zasadzie co drugi dzień, a bardzo często mają także serie back-to-back. Dodatkowo, niemal w każdym meczu muszą sobie radzić bez co najmniej jednego ważnego zawodnika z rotacji. W sobotnim pojedynku z Phoenix Suns nie zagrali Kemba Walker oraz Jaylen Brown, co stworzyło pole do popisu dla innych zawodników. Znakomicie wykorzystał to więc Marcus Smart, który wyszedł na ten mecz od pierwszej minuty i już po paru sekundach trafił swój pierwszy rzut zza łuku. A potem kolejny i kolejny i jeszcze jeden, aż koniec końców… pobił rekord klubu! Wcześniej należał on do dwóch zawodników – byli to Antoine Walker oraz Isaiah Thomas, którym udało się kiedyś trafić dziewięć trójek w jednym meczu.

Smart w czwartej kwarcie najpierw rekord wyrównał, potem pobił, a następnie jeszcze wyśrubował, bo zakończył starcie z jedenastoma trafieniami za trzy. Dało mu to 37 punktów, co jest jego najlepszym wynikiem w karierze. Nie pozwoliło jednak Celtom wygrać z drużyną z Phoenix, choć 25-letni obrońca bardzo mocno starał się, by Bostończycy do samego końca pozostali w grze. Celtics kilka razy odrabiali więc straty do rywali, lecz koniec końców musieli uznać wyższość rywala. To już ich trzecia kolejna porażka, a z ostatnich ośmiu spotkaniach udało im się wygrać tylko dwa mecze. Ze swojego rekordu nie był więc zadowolony Smart, który wprost stwierdził, że wolałby zwycięstwo. Zespół z Bostonu nie ma jednak czasu na rozmyślanie, bo już w poniedziałek podejmie na własnym parkiecie Los Angeles Lakers, czyli jedną z najlepiej grających na wyjazdach drużyn w NBA.

Pozostałe najciekawsze informacje z sobotniej nocy w NBA:

  • Sporo punktów i emocji w Nowym Orleanie, gdzie Los Angeles Clippers ograli koniec końców Pelicans, a aż 39 punktów zdobył Kawhi Leonard. 32 dołożył także Lou Williams, trafiając przy okazji ważne rzuty w końcówce.
  • Emocji nie było za to na Brooklynie, gdyż Milwaukee Bucks bardzo łatwo poradzili sobie z Nets, dla których to już trzecia porażka od powrotu Kyrie Irvinga do gry. Popularny Uncle Drew zaliczył zresztą swój najsłabszy mecz, zdobywając tylko 17 punktów, do czego potrzebował 15 rzutów. Najlepszym strzelcem był oczywiście Giannis Antetokoumpo – tym razem do uzbieranai 29 oczek potrzebował tylko 25 minut gry.
  • Wydawało się, że Houston Rockets przerwą wreszcie swoją złą passę, lecz Los Angeles Lakers mieli inne plany i po przerwie zdominowali Rakiety na ich własnym parkiecie. Tym samym drużyna z Miasta Aniołów wygrała kolejny mecz bez Anthony’ego Davisa, a do wygranej poprowadził ich rewelacyjny LeBron James. Jego cyferki z soboty? 31 punktów oraz dwanaście asyst.
  • Trwa bardzo dobry okres Utah Jazz, którzy w sobotę nie mieli większych problemów, by poradzić sobie z Sacramento Kings. Jazz wygrali 16 z 19 meczów u siebie w tym sezonie. To nie koniec dobrych informacji: do gry po długiej przerwie wrócił Mike Conley, choć na razie zagrał tylko 15 minut. 28 punktów, 15 zbiórek i trzy bloki zanotował Rudy Gobert, który może wreszcie doczeka się powołania do Meczu Gwiazd.