Koniec dodatkowej fazy rozgrywek i rozszerzenie ligi? Takie możliwości malują się przed piłkarską, polską Ekstraklasą. Reformy znajdują przeciwników i zwolenników. Jak się okazuje, nadchodzi rewolucja. Zmiany wyjdą na dobre krajowemu futbolowi czy na złe? Większość pewnie się ze mną nie zgodzi, ale powiększenie Ekstraklasy i zlikwidowanie dodatkowej fazy to błąd. Osobiście, prędzej poszedłbym w drugą stronę.

Zbigniew Boniek rozpoczął dyskusję nad kształtem polskiej ligi w przyszłości. Najpierw zajmijmy się tak zwanym ESA 37, czyli Ekstraklasą z 37 kolejkami. Aktualnie po rozegraniu meczów każdy z każdym z rewanżem tabela jest dzielona na dwie części, a punkty zmniejszane są dwukrotnie. Same kluby są za graniem tylu spotkań włącznie z przedzieleniem tabeli. Jednak chcą, żeby zdobycze punktowe nie były już pomniejszane. Same władze ligi mają świadomość tego, jakie korzyści przynosi obecny system rozgrywek. Faza posezonowa urozmaiciła piłkę nożną. Dobre strony dotyczą aspektów biznesowych, zainteresowań, a co najważniejsze kwestii atrakcyjności. Sam Zbigniew Boniek ESA 37 widzi tylko z pomniejszaniem punktów albo w ogóle. Przeciwnicy podają przykład Podbeskidzia, które prawie załapało się do górnej połówki, lecz na koniec zanotowali spadek z ligi. Z mojej, innej perspektywy, widzę to jako plus tej reformy.

Dzięki obecnemu systemowi walka każdej drużyny trwa do samego końca. Nawet napiszę więcej, te ostatnie 7 meczów jest najważniejsze i właśnie na tę końcową fazę rozgrywek zespół musi przygotować optymalną formę. Dla mnie, kibica m.in. koszykówki, hokeja na lodzie czy żużla, nie ma piękniejszej rzeczy niż play-off. Cały sezon to rozgrzewka, a prawdziwe gwiazdy poznaje się w sytuacjach grania o wszystko. Mówi się kolokwialnie, że ta posezonowa faza oddziela chłopców od mężczyzn. Wspomniane przeze mnie sporty straciłyby wiele, gdyby rozgrywano tylko fazę zasadniczą. Nie da się zaprzeczyć, że rozgrywki play-off zostały wymyślone i wprowadzone przez Amerykanów ze względów ekonomicznych. Lecz moim zdaniem strona sportowa broni się równie mocno. Które momenty pamiętam z ostatnich lat w Speedway Ekstralidze? Te z play-off. To samo tyczy się NHL czy NBA. Tam każdy gra o wszystko albo nic. Może tego też boją się piłkarze, że trzeba pokazać kto jest twardym? Ktoś odpowie, że porównywanie rozgrywek posezonowych wspomnianych sportów do piłki nożnej to absurd. Czy aby na pewno? Co czyni Ligę Mistrzów tak atrakcyjną? System pucharowy. 16 najlepszych drużyn z Europy każdy z każdym nie dałoby tego efektu. Same hity co tydzień, lecz większość praktycznie w formie towarzyskiej. Pisząc we wstępie, że prędzej poszedłbym z reformą w drugą stronę, to miałem na myśli zrobienie play-off w piłkarskiej lidze. Tradycjonaliści pukają się pewnie w czoło, co ja wypisuję. Zamiast dodatkowych spotkań po rozegraniu 30 meczów drabinka 1-8, 2-7, 3-6 i 4-5 do 2 albo 3 zwycięstw? Jednak nie ma tego w ogóle w debacie, a ja nie jestem żadnym prezesem, więc przerażeni mogą się uspokoić. Jednak osobiście bym wtedy bardziej zainteresował się piłką.

Innym argumentem przeciw, który uważam za absurdalny, jest fakt, że czołowe ligi Europy nie stosują takich rozwiązań. Czy wszystko co z zachodu musi być dobre i traktowane jako ideał? Możemy być pionierami i cieszyć się z naszej ligi. ESA 37 w obecnym systemie dostarcza nam, czyli kibicom, sponsorom i piłkarzom fantastycznych doświadczeń. Ostatnio na portalu pojawił się tekst angielska flegma, mówiący o nudnej Premier League. Większość spotkań w tym momencie toczy się bez stawki. O to Wam chodzi? Nie patrzmy na innych, sami też mamy rozumy i możliwości. Na świecie jest już popularna liga piłkarska, która poszła właśnie nawet ten krok dalej. MLS – rozgrywki Ameryki Północnej – gdzie rozgrywane są play-off. W koszykówce czy hokeju stało się to już tak popularne, że nikt nie podnosi tego tematu. Jednak wiem, że znajdą się też tacy, którzy krzykną – „ALE TO NIESPRAWIEDLIWE!”.  Nie, ponieważ od początku każdy wie, jak wygląda system rozgrywek i kiedy rozegra się ta najważniejsza faza, na którą trzeba mieć najlepszą formę jaka jest możliwa. Momenty z fazy posezonowej definiują nie gwiazdy, lecz supergwiazdy, dokonujące wielkich rzeczy. Znowu odwołam się do innych dyscyplin, ale wielcy koszykarze jak Michael Jordan czy LeBron James nie byliby tak wielcy, gdyby nie najważniejsze, decydujące mecze. Przedstawiając tak sytuację, nie widzę powodów – czemu nie? Zyskuje każdy – od sportowców, przez sponsorów, po samych kibiców. Nasza faza rozgrywek dodatkowych 7 kolejek z dzieleniem punktów, to mała i inna forma „play-off”, patrząc na rozgrywki posezonowe.

Kolejną propozycją Zbigniewa Bońka jest podniesienie Ekstraklasy do 18 zespołów. Czy krajowy futbol stoi już na tak wysokim poziomie, że jest w stanie pozwolić sobie na obniżenie poziomu najwyższej klasy rozgrywkowej? Moim zdaniem tym właśnie byłoby rozszerzenie ligi. Niektóre kluby się cieszą, ponieważ stwarza to im większe szanse na upragnioną klasę rozgrywek. Często tylko na tym szczeblu jest możliwość załatwienia lepszych sponsorów i przyciągnięcia lepszych piłkarzy. Ale zasadnicze pytanie – czy stać na to polską ligę? Spowoduje to rozmycie poziomu, mniej klubów ze środka będzie miało o co walczyć. Po raz kolejny, jak w przypadku ESA 37, napiszę: może właśnie pójść w drugą stronę? Obniżenie liczby drużyn do 14. Liga stałaby się bardziej zacięta i elitarna. Mecze miałyby większe znaczenie. Eksperci odnoszą się także do liczby wolnych dni, jakie przysługują piłkarzom polskich klubów. Tutaj się zgodzę, jednak w tym aspekcie to proponowałbym uderzyć w bezsensowne rozciąganie kolejki na 4 dni. Istnieje jakiś masochista oglądający każdy mecz kolejki?

Wszystkie debaty i zmiany mogą zmieniać polską Ekstraklasę, tworzyć z niej atrakcyjny produkt dla kibica i sponsora. Jest to bardzo ważne. Ale głównym celem jest podniesie poziomu polskiej, klubowej piłki. Różne propozycje mogą ku temu prowadzić, ale koniec końców, to wszystko zależy od pracy u podstaw w każdym pojedynczym klubie. To trochę jak ze stadionami. Wygląda tak jakby większość działaczy myślała: wybudujemy nowoczesne i piękne stadiony, to kibice zaczną przychodzić na mecze. Lecz nadal potrzebna jest do tego praca marketingowa i PR. Dopiero myśląc o każdej sferze ligi i klubu, można dążyć do najlepszych.

„W założeniu miały być emocje i są. Tyle, że przede wszystkim strach. O ligowy byt, bo zespół, który jest tuż za tobą może cię nagle przeskoczyć. W takiej Premier League przewaga pierwszej drużyny nad ostatnią wynosi ponad pięćdziesiąt punktów i nikomu to nie przeszkadza. Na tym etapie większość angielskich klubów wie mniej więcej na czym stoi. Coś sobie wypracowały. U nas na tę chwilę wśród kandydatów do spadku jest pół ligi” – powiedział Zbigniew Boniek

Kwestia kto co woli, bo jak widać, mam odmienne zdanie od prezesa PZPN. To, co dla niego jest atutem, dla mnie jest minusem i vice versa.