Zdjęcie: materiały prasowe

– Piłkarze lepiej zarabiają, bo ich mecze transmitowane są na otwartych, głównych kanałach, mają przez to lepszych sponsorów, a przede wszystkim klubami zarządzają milionerzy, miasta oraz duże firmy, a sportowcy MMA są jednostkami, więc siłą rzeczy muszą sobie radzić samemu – mówi serwisowi Zagranie.com Izabela Badurek – zawodniczka MMA, obecnie występująca dla Fight Exclusive Night, która dobrowolnie zrezygnowała z zawalczenia na gali FEN 28.

Kamil Piłaszewicz: Skoro Przegląd Sportowy tytułuje jedno z ostatnich wydań: „Surowy wyrok”, to ciężko w świecie sportu zacząć wywiad od innego pytania, niż to, co sądzi Pani o zdaniu: „Koronawirus wygrywa niestety wszystkie mecze…”?

Izabela Badurek: – Zgadzam się i zapowiada się, że jeszcze długa droga do tego, by wróciło to, co było przed wirusem.

Zastanawiam się, czy doszukując się pozytywów w czasie pandemii tego wirusa możemy powiedzieć, że otrzeźwi on umysły wszystkich i zwróci uwagę, np. na to, jakie są przepaście w zarobkach w sporcie między piłkarzami nożnymi, a zawodnikami sportów walki?

– Akurat nie ma co się dziwić i porównywać. Piłkarze lepiej zarabiają, bo ich mecze transmitowane są na otwartych, głównych kanałach, mają przez to lepszych sponsorów, a przede wszystkim klubami zarządzają milionerzy, miasta oraz duże firmy, w których budżet danego klubu wynosi, jak np. w Legii – 130 milionów złotych. Z kolei sportowcy MMA są jednostkami, więc siłą rzeczy muszą sobie radzić samemu, również przy wyszukiwaniu sponsorów. I przez to gaże nie są adekwatne do wyrzeczeń związanych z przygotowaniami. Oczywiście nie porównuję topowych zawodników MMA do piłkarzy.

Paradoksalnie można dziś powiedzieć, że taka pandemia była nam potrzebna, by przypomnieć, co jest najważniejsze?

– Dla niektórych ludzi, którzy są zabiegani w życiu, możliwe, że właśnie ta pandemia pokazała, co jest priorytetem w życiu. Mają czas na zastanowienie się nad tym, co przeoczyli w życiu.

Ale spisujemy się na rozmowę również dlatego, że narobiła Pani szumu w internecie; a mam tu na myśli oczywiście ogłoszenie decyzji o rezygnacji z udziału na gali FEN 28, gdy nie było jeszcze wiadomo, że zostanie ona przełożona na inny termin. Jak zrodziła się ta decyzja?

– Szumu…? Od dłuższego czasu wiedziałam, że gala nie odbędzie się w terminie, a dokładnie od momentu ogłoszenia pierwszych kilku przypadków zachorowań na CoronaVirusa w Polsce. Wiedziałam, że pójdzie to falą, przez co imprezy masowe będą odwoływane, a obiekty sportowe zamykane.

Badurek za linami

Zdjęcie: materiały prasowe

Podjęcie jej wiązało się wyłącznie z rozważeniem wszystkich „za” i „przeciw” w swojej głowie, w rozmowach z rodziną, czy były również konsultacje z osobami decyzyjnymi z FEN-u, tudzież innymi zawodnikami?

– Podjęłam ją wtedy, kiedy włodarze organizacji FEN podjęli decyzję o zmniejszeniu gaży. Decyzja nie była łatwa, ale jedyna, która była rozsądną w tej sytuacji. Nikt się ze mną nie kontaktował spośród zawodników. To była moja prywatna decyzja.

Jak władze FEN-u w Pani odczuciu zareagowały na taki komunikat?

– Prezes Paweł Jóźwiak uszanował moją decyzję.

Jeżeli gala się odbędzie, to ujrzymy na 28. edycji Izabelę Badurek z tą samą rywalką?

– Jeżeli termin gali będzie konkretnie ustalony i nie będzie przesuwany, kluby będą otwarte, dzięki czemu będzie można się przygotować w normalnych warunkach, to wtedy będziemy mogli o tym rozmawiać.

Choć znaczna część komentarzy była pochwalająca, to nie brakowało osób, które pisały: „E tam, dostała telefon od prezesa FEN-u, że i tak gali nie będzie, to się za promocję siebie wzięła”. Co sądzi Pani o takich komentarzach?

– Szczerze mówiąc to nie widziałam tego komentarza, który Pan przytacza. Ale cóż im mogę odpowiedzieć, w Lublinie kluby sportowe są pozamykane tak jak w całej Polsce. Nie mam fizycznie możliwości przygotowania się do walki na zawodowej gali; że nie wspomnę już o odnowie biologicznej po morderczych treningach.

Przechodząc już do przyjemniejszych tematów, jak okres tzw. kwarantanny społeczeństwa, proponuje spędzać Izabela Badurek?

– Nie jestem od proponowania. Od tego jest nasze ministerstwo zdrowia.

Ewa Ochocka ruszyła z projektem „#trenujwdomu” i układa indywidualne rozpiski treningowe dla każdego, kto się do niej zgłosi. Co Pani o tym sądzi? A może Pani dołączy do takiej idei?

– Raczej nie, teraz nadrabiam zaległości i więcej czasu spędzam z rodziną.

Dużo klubów stosunkowo późno odwoływało zajęcia u siebie, więc dopytam, jak wygląda sytuacja u Pani w klubie?

– Klub, w którym trenowałam jest zamknięty chyba od piętnastego marca do odwołania, a mój prywatny od dwunastego.

I już na koniec chciałbym zadać takie luźne pytanie, a mianowicie: co chciałaby Pani jeszcze przekazać dla czytelników tego wywiadu?

– Życzę wszystkim czytelnikom zdrowia i wytrwałości w tym trudnym dla nas czasie. Stosujcie się do zaleceń wydawanych przez ministerstwo zdrowia.