Ponad rok musieli czekać kibice Indiana Pacers na powrót swojej gwiazdy do gry. Victor Oladipo po 375 dniach przerwy wrócił wreszcie do akcji i odegrał kluczową rolę w środowym pojedynku z Chicago Bulls, trafiając rzut na dogrywkę. Dodatkowe pięć minut należało już tylko do Pacers, a sam Oladipo dopiero rozpoczął powrót do świetnej formy jaką prezentował przed dramatyczną kontuzją mięśnia czworogłowego.

Nie ma żadnych wątpliwości, że Victor Oladipo to nadal największa gwiazda Indiana Pacers i zawodnik na poziomie all-star. 27-latek ma za sobą dwa wybory do Meczu Gwiazd, choć zdążył zagrać tylko w jednym takim pojedynku. Przed rokiem pod koniec stycznia zerwał mięsień czworogłowy i pozostawał poza grą przez ponad rok! To był długi proces, żmudna rehabilitacja, lecz Oladipo krok po kroku przybliżał się do upragnionego celu. W środę zagrał 21 minut i nie był to najlepszy mecz w jego karierze, bo zdobył tylko dziewięć punktów i spudłował sześć z ośmiu rzutów. W najważniejszym momencie pokazał jednak ogromną pewność siebie i trafił rzut na dogrywkę na 10 sekund przed końcem spotkania.

Po meczu mówił, że nauczył się tego od Kobe Bryanta, który w niedzielę tragicznie zmarł w katastrofie helikoptera w Los Angeles. Oladipo pojawił się zresztą w hali właśnie w koszulce Bryanta i po spotkaniu przypomniał, że kiedy oddajesz taki rzut to nie myślisz o tych poprzednich, które spudłowałeś. 27-latek całkiem pozytywnie ocenił też swój debiut w tym sezonie i zdradził dziennikarzom, że pod względem fizycznym czuje się znakomicie. Nadal musi jednak przyzwyczaić swój organizm do takiego wysiłku, ale jest dobrej myśli. Optymistami mogą być też kibice Pacers, bo ich drużyna bardzo dobrze radziła sobie w tym sezonie pod nieobecność all-stara, a jego powrót powinien tylko dodać im skrzydeł.

Wszyscy w Indianapolis wiedzą jednak, że nie należy spodziewać się tego, że Dipo od razu wróci na znakomity poziom – taki jaki prezentował przed fatalną kontuzją. Pacers zdają sobie sprawę z tego, że będzie tu potrzeba czasu i dlatego też na razie nie zamierzają wcale rzucać swojego obrońcy na głęboką wodę, tym bardziej, że jego koledzy naprawdę całkiem nieźle sobie radzą. W związku z tym Oladipo ma na razie wchodzić z ławki i nie grać meczach rozgrywanych dzień po dniu. To także z tego powodu 27-latek nie wybiegł na parkiet w trakcie dogrywki – na ten moment plan Pacers jest taki, aby zawodnik grał po około 24 minut na mecz, a limit ma zwiększać się wraz z kolejnymi spotkaniami, dzięki którym Oladipo ma nabierać coraz lepszej formy.

Pozostałe najciekawsze informacje z środy w NBA:

  • Pierwsze triple-double w karierze (36 punktów, dziesięć zbiórek, jedenaście asyst) zaliczył Damian Lillard, czyli najlepszy w tej chwili zawodnik w NBA, który kontynuuje swoją znakomitą serię. Dzięki jego wspaniałej postawie Portland Trail Blazers dość łatwo poradzili sobie z Houston Rockets i mają na koncie trzy wygrane w czterech ostatnich spotkaniach. W tym samym meczu Carmelo Anthony zdołał przeskoczyć Kevina Garnetta na liście najlepszych strzelców w historii NBA i awansować na 17. lokatę.
  • Ogromne emocje na Brooklynie, gdzie tamtejsi Nets we wspaniały sposób uhonorowali Kobe Bryanta, a łez nie mógł powstrzymać Kyrie Irving, dla którego Kobe był niezwykle ważną postacią. Mecz zakończył się zwycięstwem Nets nad Detroit Pistons, a najlepszym strzelcem był Spencer Dinwiddie, który zdobył 28 oczek w roli rezerwowego.
  • Sporo emocji było także w innej części Nowego Jorku, gdzie Memphis Grizzlies łatwo ograli Knicks, a do zwycięstwa poprowadził ich Dillon Brooks, zdobywca 27 punktów. Pod koniec spotkania doszło jeszcze do przepychanki, a coraz bardziej zdenerwowani kibice Knicks wykorzystali ten moment, aby głośno wybrzmiała ich prośba do właściciela NYK – Jamesa Dolana – aby sprzedał klub.