38 punktów zdobył w poniedziałkowym spotkaniu przeciwko swojej byłej drużynie Jimmy Butler, prowadząc Miami Heat do łatwego zwycięstwa nad Philadelphia 76ers. Gospodarze byli na tyle pewni wygranej, że Butler nie musiał nawet wchodzić na parkiet w czwartej kwarcie, bo Heat tak czy siak mieli nie kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt punktów przewagi i koniec końców wygrali 137-106. Nie dzieje się dobrze w Filadelfii…

To nie jest dobry sezon w Filadelfii, a czasu aby coś zmienić coraz mniej – ostatni dzień, w którym kluby NBA będą mogły przeprowadzić transfer to czwartek 6 lutego. Sęk w tym, że w Mieście Braterskiej Miłości nawet kosmetyczne zmiany mogą nie pomóc. W poniedziałek koszykarze Bretta Browna zaliczyli najgorszą w sezonie porażkę i jednocześnie przegrali już trzecie spotkanie z rzędu. Tym samym ucieka im czołówka konferencji wschodniej, w tym także Miami Heat, którzy z łatwością uporali się z Szóstkami, a znakomity mecz rozegrał Jimmy Butler. Były skrzydłowy 76ers, który opuścił klubem latem ubiegłego roku, zdobył 38 punktów, co jest jego najlepszym wynikiem w tym sezonie. Butler już po pierwszej połowie miał 23 oczka, a potem w trzeciej dołożył jeszcze 15 punktów, nic sobie nie robiąc z obrony Bena Simmonsa (w bezpośrednich pojedynkach Butler zdobył 19 oczek, trafiając siedem na dziesięć swoich rzutów).

To był zresztą bardzo dobry występ całej drużyny z Florydy, która w całym meczu popełniła zaledwie trzy straty! Jest to nowy rekord organizacji, ale też wyrównanie najlepszego wyniku w tym sezonie NBA. Warto dodać, że Heat wygrali tym samym trzy z czterech pojedynków z 76ers w tym sezonie i utrzymali swoją pozycję na Wschodzie – w tej chwili mają taki sam bilans (34 zwycięstw oraz 15 porażek) jak Boston Celtics. Sixers z kolei z bilansem 31-20 zajmują dopiero szóste miejsce, a Ben Simmons po meczu wprost nazwał swój zespół “miękkim”. Philla wygrała tylko osiem z 18 meczów od świąt Bożego Narodzenia. To już czwarty raz w tym sezonie, gdy gracze Sixers notują taką serię porażek. Niestety są też złe informacje dla fanów Heat: w starciu z Szóstkami kontuzji doznali Tyler Herro oraz Meyers Leonard, lecz na ten moment nie wiadomo czy i jak długa przerwa w grze czeka tych zawodników.

Najciekawsze informacje z poniedziałku w NBA:

  • Kolejny znakomity występ zanotował w poniedziałek Kristaps Porzingis, który przejął stery w Dallas pod nieobecność kontuzjowanego Luki Doncica. Łotysz zaaplikował aż 38 punktów w pojedynku z Indiana Pacers i poprowadził Mavs do bardzo ważnego zwycięstwa na trudnym terenie w Indianapolis, gdzie Pacers wcześniej przegrali zaledwie sześć razy. Mavericks to jednak wciąż jedna z najlepiej spisujących się na wyjazdach drużyn w całej lidze: jak do tej pory aż 17 z ich 31 zwycięstw przyszło właśnie w halach innych drużyn.
  • Czwarte zwycięstwo z rzędu odnieśli koszykarze Boston Celtics, którzy po zaciętym boju pokonali na wyjeździe ekipę Atlanta Hawks. Trzech bostońskich zawodników zdobyło w tym meczu 20 lub więcej punktów i była to trójka skrzydłowych: Jayson Tatum (28), Gordon Hayward (24) oraz Jaylen Brown (21). Celtom nie przeszkodził nawet kolejny mecz absencji Kemby Walkera, który jednak bardzo żywiołowo reaguje na zagrania swoich kolegów z pozycji ławki rezerwowych.
  • Młoda drużyna Memphis Grizzlies udowadnia, że potrafi grać – w poniedziałek Misie Grizzly ograły u siebie Detroit Pistons, a 26 punktów, 17 zbiórek oraz cztery bloki zapisał na konto Jonas Valanciunas. Tymczasem transferu wciąż żąda Andre Iguodala, który w teorii jest graczem Grizzlies, ale w praktyce nie zagrał dla Memphis ani razu. Dość tego mają już młodzi gracze, w tym m.in. Dillon Brooks czy Ja Morant, którzy już nie mogą się doczekać aż Iggy rzeczywiście się z zespołem pożegna.
  • Trwa fatalna seria Minnesota Timberwolves – to już dwanaście kolejnych porażek i w poniedziałek Wilki nie dały rady nawet drużynie Sacramento Kings, która w tabeli konferencji zachodniej jest bezpośrednio nad nimi. Pomóc może sięgnięcie po D’Angelo Russella, nad czym Wolves pracują przed czwartkowym trade deadline.