Nowy rekord kariery i aż 47 punktów na koncie – Nikola Jokić bardzo dobrze będzie wspominał swoją poniedziałkową wizytę w Atlancie. Serb w znakomitym stylu poprowadził Denver Nuggets do zwycięstwa i zaliczył mecz, jaki w ostatnich dziesięcioleciach potrafili zaliczyć jeszcze tylko Shaquille O’Neal oraz Moses Malone.

Począwszy od połowy grudnia rozpoczyna się coroczna zwyżka formy Nikoli Jokica i nie inaczej było w tym sezonie. Serb od kilku już tygodni gra bardzo dobry basket, a w poniedziałek w Atlancie zaliczył jeden z najlepszych swoich występów w trwających rozgrywkach. Zdobył bowiem aż 47 punktów – jest to jego nowy rekord strzelecki – do których dołożył także osiem zbiórek, pięć asyst i dwa przechwyty. Do uzbierania tak wielu punktów potrzebował 25 rzutów – trafił 16 ze swoich prób, w tym cztery z ośmiu trójek. Jedenaście kolejnych oczek dołożył z linii rzutów wolnych. Co ciekawe, on sam nie kontrolował nawet tego, ile punktów ma już na koncie. Wiedział tylko, że… idzie mu całkiem nieźle.

Ostatecznie zakończył zmagania z najlepszym w karierze wynikiem – poprzedni rekord, ustanowiony w listopadzie 2017 roku, poprawił o sześć oczek. Przy okazji został ledwie trzecim środkowym w historii NBA, który zaliczył 45 lub więcej punktów i ani jednej straty. Poprzednio taka sztuka udała się dwójce podkoszowych: Shaquille O’Neal miał taki mecz w 1994 roku, a Moses Malone w 1987 roku. Dzięki wygranej w Atlancie koszykarze Nuggets szybko zapomnieli o przykrej wpadce sprzed kilku dni, kiedy to przegrali z dużo niżej notowaną drużyną Washington Wizards. Ekipa z Kolorado zrewanżowała się także Hawks za porażkę w listopadzie ubiegłego roku w Denver. Nuggets z bilansem 25 zwycięstw oraz jedenastu porażek zajmują w tej chwili drugie miejsce w konferencji zachodniej.

Najciekawsze informacje z poniedziałkowej nocy w NBA:

  • Rekord kariery ustanowił w poniedziałek także Markelle Fultz, który zdobył 25 oczek w wygranym przez Orlando Magic starciu z Brooklyn Nets. Fultz znakomicie rozpoczął spotkanie, szybko zdobywając dziewięć punktów w pierwszej kwarcie.
  • Jedenaste w sezonie triple-double zaliczył Luka Doncić – nikt w NBA nie ma w tej chwili więcej triple-doubles. Tym razem Słoweniec zapisał na konto 38 punktów, jedenaście zbiórek oraz dziesięć asyst przeciwko Chicago Bulls, ale imponował nie tylko linijką statystyczną, lecz także swoim spokojem i postawą.
  • 35 punktów i ani jednej zbiórki, asysty, przechwytu czy bloku. Bojan Bogdanović postanowił w poniedziałek robić tylko to, co wychodzi mu najlepiej i zaliczył dopiero drugi tego typu mecz w historii. Przy okazji pomógł Utah Jazz ograć ekipę New Orleans Pelicans, choć w końcówce tego starcia nie zabrakło kontrowersji, gdy sędziowie nie odgwizdali faulu Rudy’ego Goberta na Brandonie Ingrama, co mogłoby doprowadzić do dogrywki.
  • Zimny prysznic polał się na Milwaukee Bucks, którzy dość zaskakująco przegrali w Teksasie z San Antonio Spurs. Znów dobrze spisał się DeMar DeRozan, który zdobył 25 punktów, trafiając jedenaście ze sowich 15 prób z gry: to już jego ósmy kolejny mecz z dorobkiem co najmniej 20 oczek i skutecznością wynoszącą ponad 50 procent.
  • Powoli dochodzi do nas coraz więcej szczegółów związanych z tegorocznymi konkursami podczas zbliżającego się Weekendu Gwiazd. Udział w konkursie wsadów potwierdzili już Derrick Jones Jr. (Miami Heat) oraz Dwight Howard (Los Angeles Lakers), a zaproszony jest ponoć także Ja Morant (Memphis Grizzlies). Szczególnie dużą sensację wzbudził udział Howarda, który w przeszłości wygrywał cały konkurs, ale po raz ostatni widzieliśmy go w tego typu wydarzeniu w 2009 roku.