Podobnie jak w przypadku rywalizacji o trzecie miejsce, zajmiemy się przeglądem dokonań Francji i Chorwacji na mistrzostwach świata od 1930 roku. Zdecydowanie więcej osiągnęli Trójkolorowi, jednak Chorwaci również mogą pochwalić się medalem na mundialu. Historia obu tych drużyn splotła się 8 lipca 1998 roku, a jak będzie 20 lat później? Zapraszamy do przeglądu dokonań obu drużyn w pigułce!

Francja

Słabe początki

Trójkolorowi swoją historię występów na mundialu zapoczątkowali w 1930 roku na boiskach Urugwaju. Nie będą dobrze wspominać tamtego turnieju, ponieważ zakończyli go już na fazie grupowej. Cztery lata później na boiskach Meksyku nie było poprawy, ponieważ wracali do domu już po meczu pierwszej rundy (nie rozgrywano wtedy fazy grupowej). W 1938 roku rozegrano mundial na boiskach we Francji. Gospodarze myśleli o zdobyciu medalu i osiągnęli najlepszy z dotychczasowych wyników, jednak zakończyli swój udział na fazie ćwierćfinału po porażce z Włochami w Paryżu. Kolejne 12 lat to przerwa związana z II Wojną Światową, a na mundialowe areny powróciliśmy w 1950 roku, jednak Les Bleus wycofali się z udziału. Powodem były kłopoty komunikacyjne i finansowe. W 1954 roku na boiskach neutralnej podczas wojny Szwajcarii powróciły stare demony i Trójkolorowi pożegnali się po fazie grupowej.

W końcu medal

Pierwszy przełom nastąpił na boiskach w Szwecji. Francuzi trafili do grupy B z Jugosławią, Szkocją oraz Paragwajem i z bilansem dwóch zwycięstw i porażki awansowali do dalszych gier. W ćwierćfinale nie mogli narzekać na los, ponieważ zmierzyli się z Irlandią Północną, którą pokonali 4:0. W półfinale ulegli późniejszemu mistrzowi świata, czyli Brazylii 5:2. Canarinhos nie pozostawili im jakichkolwiek złudzeń, ale w meczu o trzecie miejsce Trójkolorowi pewnie rozprawili się z reprezentacją RFN. Spotkanie miało wiele podtekstów, jednak ostatecznie górą byli Francuzi 6:3, dzięki czemu zapewnili sobie pierwszy medal mistrzostw świata.

Podobnie jak w przypadku Anglii, po medalu wydawało się, że będzie tylko lepiej, a było na odwrót. W 1962 roku nie potrafili dostać się do turnieju finałowego, a historia powtórzyła się również w latach 1970 i 1974. W międzyczasie na angielskim mundialu nie wyszli z grupy w 1966 roku, podobnie jak w 1978 na boiskach Argentyny.

Coraz lepiej…

Wszystko co najlepsze dotyczące Francji na mundialach rozpoczyna się im bliżej do teraźniejszości. Mistrzostwa świata w 1982 roku w Hiszpanii były kropelką nadziei dla wszystkich Francuzów. Turniej rozpoczęli od fazy grupowej, gdzie zmierzyli się z Anglią, Kuwejtem i Czechosłowacją. Pierwsze miejsce zajęli Synowie Albionu przed reprezentacją Francji, jednak oba zespoły awansowały do kolejnej fazy grupowej, gdzie awans do półfinału wywalczał tylko zwycięzca. W grupie D Francja pokonując Austrię i Irlandię Północną uzyskała bilet do strefy medalowej. Na tym kończą się wszystkie dobre chwile na tym turnieju, ponieważ po dwóch kolejnych porażkach zajęli czwartą pozycję. Pamiętny był zwłaszcza półfinał z RFN, gdzie po raz pierwszy doszło do serii rzutów karnych. Ważnym wydarzeniem z tego spotkania był  brutalny faul bramkarza Heralda Schumachera na Francuzie Battistonie. Francuz został odwieziony do szpitala, natomiast Schumacher nie został za ten faul ukarany.

Lepiej było cztery lata później, ponieważ Trójkolorowi po raz kolejny zapewnili sobie awans do strefy medalowej. Na boiskach w Meksyku, Francuzi zajęli drugie miejsce w grupie za plecami ZSRR, przez co w 1/8 finału musieli zmierzyć się z Włochami. Wygrana 2:0 po bramkach Platiniego i Stopyra zwiastowała szanse na dobry wynik. Ćwierćfinał to kolejna wielka bitwa z Brazylią, tym razem zakończona zwycięstwem po rzutach karnych, co ciekawe jedną z jedenastek spudłował Platini, ale koledzy więcej razy się nie pomylili i 4:3 wygrali Les Bleus. W półfinale Francja musiała uznać wyższość RFN, podobnie jak cztery lata temu, z tym że tym razem po regulaminowym czasie gry przegrali 2:0. W meczu o trzecie miejsce Platini i kilka innych gwiazd odpuściło granie, jednak rezerwowi pokonali Belgią 4:2 gwarantując drugi w historii francuskiej piłki brązowy medal.

Złota generacja

Lata 1990 i 1994 to jedna wielka klapa, ponieważ po raz kolejny zabrakło ich na turnieju głównym, jednak Trójkolorowi mieli z czego wyciągać wnioski. Przełom i to przez wielkie P, nadszedł w 1998 roku. Drugi mundial rozegrany na francuskich boiskach, jednak tym razem z o wiele lepszym wynikiem, niż w 1938 roku. Wracając do początku, Francuzi trafili do grupy B, gdzie mierzyli się z Danią, RPA i Arabią Saudyjską, komplet zwycięstw z bilansem bramkowym 9-1 wprowadził zespół Aimé Jacqueta do 1/8 finału, gdzie rozprawili się z Paragwajem 1:0. Ćwierćfinał połączył ich los z reprezentacją Italii. Spotkanie na Saint-Denis zakończyło się bezbramkowym remisem i potrzebne były rzuty karne do wyłonienia zwycięzcy. Francuzi nie mieli najlepszy wspomnień związanych z konkursem jedenastek w związku z 1982 rokiem i porażką z RFN. Tym razem udało się wygrać 4:3, a w półfinale zmierzyli się z reprezentacją…Chorwacji. Tak, to właśnie na tym turnieju oba zespoły z niedzielnego finału osiągnęły swoje historyczne wyniki. Półfinał na Saint-Denis padł łupem Francuzów po wygranej 2:1, a bramki w tym meczu strzelali Lilian Thuram x2 i Davor Suker dla przeciwników. Finał był trzecim kolejnym spotkaniem gospodarzy na Saint-Denis. Tym razem rozprawili się z Brazylią po koncercie Zinedine’a Zidane’a. Trójkolorowi wygrali 3:0, dzięki czemu zapewnili sobie pierwszy i do tej pory jedyny tytuł mistrza świata.

„Główka” Zidane’a

Ostatnim wielkim wyczynem Trójkolorowych był finał w 2006 roku. Na niemieckich boiskach prezentowali się bardzo dobrze nie doznając ani jednej porażki. W grupie uplasowali się za plecami Szwajcarii, jednak w 1/8 finału pewnie rozprawili się z Hiszpanią, aby następnie kolejno odprawić z kwitkiem Brazylię i Portugalię. Piękna przygoda nie zakończyła się happy endem, ponieważ w pamiętnym finale przegrali z Włochami po rzutach karnych. Dla Italii był to rewanż za porażkę w 1998 roku, a kluczowym wydarzeniem było uderzenie z główki Zidane’a. Tym samym wielki piłkarz spiął klamrą swoją karierę, jednak na pewno marzył o innym zakończeniu.

Chorwacja

Krótka historia, ale z medalem!

Historia Chorwacji na mundialach jest zdecydowanie krótsza, ponieważ nie będziemy brać pod uwagę wyników reprezentacji Jugosławii. Pierwszy mundial w swoich barwach piłkarze Hrvatski zagrali w 1998 roku. Był to turniej, który Francuzi do dziś wspominają z utęsknieniem. Debiutanci rozpoczęli zmagania w grupie mierząc się z Argentyną, Jamajką i Japonią. Davor Suker i spółka zakończyli zmagania na drugiej pozycji, dzięki czemu w 1/8 finału zmierzyli się z Rumunią. Co ciekawe w tym turnieju brała również udział reprezentacja Jugosławii. Chorwaci pokonali Rumunię 1:0, a w ćwierćfinale mieli się zmierzyć z Niemcami. Spotkanie 4 lipca w Lyonie przeszło na zawsze do historii chowackiej piłki, ponieważ drużyna z Bałkanów wygrała ten pojedynek 3:0,a gole strzelali Jurni, Vlaović i Suker. Piękna przygoda napotkała poważną barierę w półfinale, ponieważ tak jak wcześniej wspomnieliśmy przy okazji reprezentacji Francji, Trójkolorowi pokonali Chorwatów w półfinale 2:1. W związku z tym debiutanci byli skazani na mecz o trzecie miejsce. Złota generacja Chorwackiej piłki odniosła spektakularne zwycięstwo 2:1 nad Holandią i wywalczyła pierwszy w historii i dotąd jedyny medal na mistrzostwach świata. Pewne jest, że to osiągnięcie będzie pobite przez piłkarzy Zlatko Dalića, który awansowali do niedzielnego finału.

Od tego sukcesu nie było tak kolorowo, ponieważ Chorwaci w czterech kolejnych mundialach kończyli udział na fazie grupowej, tak było w latach 2002.2006 i 2014. W międzyczasie na boiskach w RPA nie mieli okazji występu, ponieważ nie przeszli eliminacji. W tym roku dokonali historycznej sztuki i bez względu na wynik niedzielnego starcia osiągnęli najlepszy rezultat w historii chorwackiej piłki.

8 lipca 1998 roku – to data łącząca oba te zespoły. Zarówno Francuzi, jak i Chorwaci osiągnęli swoje najlepsze rezultaty na mundialu we Francji. Półfinałowy pojedynek na Saint-Denis zakończył się triumfem Trójkolorowych 2:1, a w niedzielę będziemy świadkami wielkiego rewanżu. Historia napisze się na naszych oczach!