Warto zapamiętać sobie imię i nazwisko rozgrywającego Memphis Grizzlies, który w wieku 20 lat szturmem podbija NBA. Ja Morant to w tej chwili pewniak do nagrody dla najlepszego debiutanta trwającego sezonu i nie chodzi tutaj nawet o to, że wciąż opóźnia się debiut numeru jeden draftu, czyli Ziona Williamsona. Morant po prostu rozgrywa fantastyczny sezon, a Grizzlies pod jego wodzą są ostatnio jedną z największych rewelacji ligi.

Nie inaczej było we wtorek, gdy Morant zaaplikował drużynie Houston Rockets aż 26 punktów oraz osiem asyst, trafiając przy okazji dziesięć z jedenastu rzutów – takie statystyki osiągnął jako pierwszy debiutant w historii NBA! Prowadzeni przez niego Grizzlies po bardzo dobrym i efektownym pojedynku ograli dużo wyżej notowanych koszykarzy z Teksasu, odnosząc tym samym szóste z rzędu zwycięstwo. Takiej historii w Memphis nie spodziewał się chyba nikt, bo przecież w ostatnich miesiącach klub przeszedł spore zmiany i zdawało się, że teraz kibiców z miasta Elvisa Preselya czeka niezbyt ekscytujący okres. Jak się jednak okazało, wybrany z dwójką w drafcie Ja Morant na to po prostu nie pozwala. Sam zresztą stwierdza, że ma po prostu sporo zabawy i radości z tego, co się aktualnie dzieje wokół jego osoby oraz wokół Grizzlies.

Te sześć kolejnych zwycięstw pozwoliło Misiom Grizzly awansować na ósme miejsce w konferencji zachodniej – na razie to oni wygrywają więc wyścig o ostatnią lokatę premiowaną awansem do fazy play-off. Warto dodać, że Grizzlies wygrali także osiem z ostatnich dziesięciu spotkań, pokonując po drodze takie drużyny jak Los Angeles Clippers czy San Antonio Spurs. Co więcej, odkąd tylko Morant powrócił do gry po kontuzji pleców na początku grudnia to Grizzlies wygrali już trzynaście spotkań – w tym samym okresie tylko Milwaukee Bucks oraz Utah Jazz mają więcej wygranych na koncie. Ale w tym miejscu trzeba pochwalić także innych graczy z Memphis takich jak m.in. Dillon Brooks, De’Anthony Melton czy Jarren Jackson Jr. gdyż wszyscy oni stanowią w tej chwili podstawy dobrze działającej maszyny.

Pozostałe informacje z wtorkowej nocy w NBA:

  • To był pojedynek superstrzelców, który koniec końców wygrał Devin Booker (39 punktów), choć to Trae Young (36 punktów oraz dziesięć asyst) cieszył się ze zwycięstwa Atlanta Hawks nad Phoenix Suns. Young wrócił do gry po jednym meczu absencji i w ogóle nie było po nim widać problemów ze ścięgnem udowym, a atak Jastrzębi jak zwykle pod jego wodzą spisał się bardzo dobrze.
  • Drugi mecz w powrocie do kontuzji i drugi raz znakomity występ. Kyrie Irving do 32 oczek (najwięcej w meczu spośród wszystkich zawodników) dołożył jedenaście asyst, lecz nie uchronił Brooklyn Nets przed porażką u siebie z zespołem Utah Jazz. Dla drużyny z Salt Lake City to już dziesiąte z rzędu zwycięstwo!
  • Milwaukee Bucks bardzo nie lubią New York Knicks. Trzeci w tym sezonie mecz i trzecie w sezonie lanie dla Knicks, którzy w tych trzech spotkaniach ani przez sekundę nawet nie prowadzili! Najlepszy na boisku jak zwykle Giannis Antetokounmpo. Tym razem Greek Freak potrzebował zaledwie 21 minut (!), by zapisać na konto aż 37 punktów.
  • 43 oczka, czyli najlepszy w tym sezonie wynik dla siebie, wykręcił za to Kawhi Leonard, który w łatwo wygranym przez Los Angeles Clippers pojedynku z Cleveland Cavaliers spędził na parkiecie 29 minut (w ostatniej kwarcie nie zagrał wcale). To ważna wygrana dla LAC ze względu na ich słabszy ostatnio okres.