W ramach 34. kolejki zespół z White Hart Lane podejmował Arsenal. W 180 pojedynku pomiędzy tymi drużynami lepszy okazał się zespół Spurs. Gospodarze pokazali, że w pełni zasługują na to by znajdować się na 2. miejscu w lidze! Dali też do zrozumienia, że nie zamierzają złożyć broni i do ostatniej kolejki będą walczyć o mistrzostwo kraju!

Pierwsza połowa była w miare wyrównana. Najlepsze okazje na bramki mieli gospodarze, niestety brakowało celności. Dopiero po przerwie piłkarze wyregulowali celowniki, czego efektem są dwie bramki w 3 minuty, które ustaliły wynik spotkania. Gospodarze w szatni musieli zostać nieźle zmotywowani przez trenera, bo wyszli na drugą część naładowani i praktycznie od początku zaatakowali, dając Petrowi Czechowi sporo roboty. Arsenal niestety nie podjął rękawicy i w drugiej połowie być cieniem samego siebie. Zespół nie potrafił skutecznie zagrozić bramcę, której strzegł Lloris. A bramkarz Tottenhamu imponował dziś formą.

Wynik 2:0 to najmniejszy wymiar kary, jaki mógł dostać Arsenal. Wydawało się, że zespół, który wygrał ostatnie 3 spotkania, jest na dobrej drodze do tego, by powalczyć o wyższą lokatę w ligowej tabeli. Tym bardziej, że zarówno Manchester United jak i City zanotowały w tej kolejce remisy. Powinno podziałać to motywująco na piłkarzy Wengera. Niestety, w pojedynku z największym rywalem polegli z kretesem. Przez co ich szanse na 5 miejsce w tabeli zmalały do zera.

Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja Kogutów. Tracą tylko 4 punkty do prowadzącej Chelsea. Wciąż mają więc matematyczne szanse na wyprzedzenie The Blues. Jednak do końca sezonu jeszcze 4 spotkania. Spurs zmierzą się między innymi z Leicester czy Manchesterem United. Przy czym Chelsea gra między innymi z pierwszym spadkowiczem z ligi. Gdyby jednak doszło do potknięcia ze strony ekipy Antonio Conte to Tottenham nie zawaha się wykorzystać okazji i do końca dawać z siebie 200%.

Walka o mistrzostwo trwa zatem dalej. Chelsea nie zamierza ryzykować i mimo 4 punktów przewagi grają wciąż w pełni skupieni i skuteczni. Ograli Everton aż 3:0, przez co drużyna Mauricio Pochettino wciąż musi wygrywać, bo nawet remis oznacza dla nich koniec pościgu za Chelsea.

Na całe szczęście ani Harry Kane ani Dele Alli nie wydają się być znudzeni czy zmęczeni i zdobywają kolejne bramki jak na zawołanie. Oby ich wysiłek się opłacił. Tych dwóch zawodników zdobyło aż 38 z 71 bramek dla drużyny. Są oni głównymi motorami napędowymi zespołu.

Te derby były ważne również z innego powodu. To ostatnie spotkanie derbowe rozegrane przy White Hart Lane. W przyszłym sezonie Tottenham grać będzie na Wembley a za 2 lata przeniosą się na nowy stadion, którego koszt wyniesie ok 750 milionów funtów.

Koguty wygrały z derbowym rywalem po raz 56. W tej klasyfikacji jednak, wciąż prowadzi Arsenal. Dlatego w przedmeczowych ankietach to Arsenal był faworytem do wygrania tego spotkania. Niestety boisko zweryfikowało aktualną formę obu zespołów i dało zwycięstwo lepszemu w tym sezonie Tottenhamowi. Mimo tego, że początek sezonu był łaskawszy dla zespołu Wengera, to nie wytrzymali oni jednak presji dalszej części sezonu.

Tottenham dalej walczy, Arsenal niestety walkę już przegrał. Mimo, że mają jedno spotkanie więcej do rozegrania od zespołów, które znajdują się na wyższych lokatach. To dziś pokazali, że nie potrafią poradzić sobie z presją i zawodzą w najważniejszych momentach. Może w przyszłym sezonie powalczą w Lidze Europy i w ten sposób zakwalifikują się do Ligi Mistrzów. Jeśli nie, to będą musieli naprawdę zmienić coś w drużynie, by nie skończyło się takim blamażem jak w tym sezonie.