– Jasne, że chcę rewanżu. Tylko musi minąć trochę czasu. Wiem, że muszę wygrać te minimum dwie walki, ale jestem pewny, że do tego rewanżu dojdzie. Tylko pojawia się pytanie, czy Antun utrzyma ten pas w najbliższych obronach – mówi serwisowi Zagranie.com Damian Stasiak, który lada moment wystąpi na gali KSW.

Kamil Piłaszewicz: Spisujemy się na rozmowę w momencie, gdy jesteśmy na miesiąc przed galą KSW 55, więc nie sposób nie zapytać, czy już na tym wydarzeniu ujrzymy Pana ponownie w klatce czołowej europejskiej organizacji MMA?

– Teraz gal KSW będzie sporo, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że wystąpię albo na najbliższej, albo na kolejnej. W tej chwili nie mogę więcej powiedzieć. Pozostaje czekać na oficjalne ogłoszenie tego, co włodarze KSW mają w planach. Ale potwierdzam, że zawalczę już niedługo.

Na swoich mediach społecznościowych zaproponował Pan konkurs fanom, by wytypowali kto będzie najbliższym przeciwnikiem, więc jako, że rozstrzygnięcia nie możemy ogłosić, to zapytam, ile nazwisk zostało Panu przedstawionych przez właścicieli i dyrektora sportowego?

fot. Stasiakmma/Instagram
fot. Stasiakmma/Instagram

– W ostatnim czasie przewijały się trzy nazwiska. I kiedy ostatnio rozmawiałem z szefami KSW, to ustaliliśmy już konkretnie, z kim się zmierzę. Także już na 99 procent mogę powiedzieć, że wiem kto będzie moim najbliższym przeciwnikiem. Co prawda rywale się zmieniali z biegiem czasu, ale myślę, że teraz już wszystko jest dograne.

Wielu przegrywających walki o pas, chce natychmiastowego rewanżu z mistrzem. Podobnie jest u Damiana Stasiaka?

– Jasne, że chcę rewanżu. Tylko musi minąć trochę czasu. Wiem, że muszę wygrać te minimum dwie walki, by móc ubiegać się o ponowną rywalizację z Antunem, ale jestem pewny, że do tego rewanżu dojdzie. Tylko tu pojawia się pytanie, czy Antun utrzyma ten pas w najbliższych obronach. Jeżeli tak, to nie ma problemu. Ale w tej chwili skupiam się na najbliższej przyszłości, czyli wygraniu następnej walki i jeszcze kolejnej i wtedy możemy mówić o rewanżu z Antunem.

Ostatni raz walczył Pan dziewiątego listopada w Zagrzebiu, więc chciałbym się dowiedzieć, czy właściciele federacji ponownie chcieli Pana wystawić dopiero na jesiennej gali w Chorwacji, czy Covid pokrzyżował trochę planów i występ musiał zostać przesunięty?

– Covid zdecydowanie pokrzyżował mi plany, ponieważ wstępnie miałem walczyć w kwietniu, później pojedynek został przesunięty na maj, potem jeszcze myśleliśmy nad czerwcem. Rozważaliśmy też to bym wystąpił na lipcowej gali, ale zmieniła się strategia włodarzy KSW i tak o to wyszło, że w klatce pojawię się dopiero w najbliższej przyszłości.

Wiemy, że terminy gali KSW 54 i 55 zostały przesunięte, więc czy zmiana wspomnianych terminów wpłynęła w jakikolwiek sposób na pańskie przygotowania?

– Jeśli chodzi o przygotowania, to cały czas jestem w treningu. Jedynym problemem jest tak naprawdę waga, ponieważ potrzebuję sporo czasu, by zejść do mojej kategorii. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie pomyślnie, ale faktycznie tych kilogramów jest dosyć sporo do zrzucenia. Ale jeżeli chodzi o przygotowanie fizyczne, to wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Jedni zawodnicy chcieli walczyć od razu po zniesieniu większości obostrzeń, inni woleli dłużej zaczekać. A jak Pan się zapatruje na tę kwestię?

– Chciałem walczyć od razu, ale wiadomo, że swoje założenia zawsze trzeba pogodzić z innymi planami, np. rodzinnymi, czy swoich pracodawców. Uważam, że teraz nadszedł czas, w którym jestem optymalnie przygotowany, by wejść do klatki KSW i zaprezentować się z jak najlepszej strony.

Damian Grabowski przyznał, że jeżeli ma walczyć, to chce to robić przy udziale publiczności. Pan również jest zwolennikiem rywalizacji w momencie, gdy na trybunach znajdują się kibice, a nie powietrze?

– Jeśli o to chodzi, to tutaj są tylko dwa wyjścia. Albo się przystosować do warunków takich jakie mamy, czyli walczyć przy małej lub braku publiczności, albo czekać do… Tak naprawdę, nie wiadomo do kiedy. Według mnie szkoda tracić czasu, dlatego już teraz jestem gotowy.

fot. Stasiakmma/Instagram
fot. Stasiakmma/Instaram

Dwie wygrane i cztery przegrane w UFC, to nie jest najgorszy rekord, a jednak zdecydował się Pan opuścić UFC i tak się zastanawiam, czy teraz przyszedł czas na podbicie swojej kategorii w KSW, czy pobyt w tej organizacji jest raczej miejscem na odbudowę przed powrotem za ocean?

– Bardzo żałuję, że moja przygoda z UFC dobiegła końca, a wszystko przez to, że przegrałem ostatnią walkę, gdzie rywalem był Pingyuan Liu. To starcie przegrałem ze swojej winy, przez słabą postawę w klatce. Może wstydu nie narobiłem, ale z perspektywy czasu uważam, że mogłem znacznie lepiej wypaść w niejednym pojedynku. Myślę, że w przegranych starciach zabrakło przysłowiowej kropki nad „i”, tak żeby pokazać sędziom, że było się lepszym, ale cóż… Co do planowania, to aż tak daleko nie wybiegam myślami. Skupiam się na tym, co jest tu i teraz.

Apropos UFC, to na koniec chciałbym dopytać jeszcze o Pana typ na to, co wydarzy się dwudziestego szóstego września w kategorii półciężkiej. Dlaczego to Jan wróci z pasem do kraju?

– Bardzo kibicuję Jankowi Błachowiczowi. Liczę na jego kolejny dobry występ. Jeżeli Janek udźwignie mentalnie ciężar pojedynku, to na pewno jest bardzo duża szansa na to, żeby zwyciężył. Jest naprawdę świetnym zawodnikiem, w każdej płaszczyźnie radzi sobie doskonale. Tak więc jeżeli zachowa zimną głowę, to może być naprawdę bardzo dobrze.

Czym Dominik Reyes może zaskoczyć byłego mistrza KSW?

– Uważam, że zarówno Jan jak i Dominik są na zbliżonym poziomie w każdej płaszczyźnie. Będzie to bardzo wyrównana walka i sądzę, że o zwycięstwie zadecyduje dyspozycja danego dnia, zimna głowa i to, czego obecność nigdy nie zaszkodzi, czyli szczęścia w oktagonie.

I tak już na sam koniec, apropos wspomnianej gali UFC, to w walce wieczoru ujrzymy dwóch niepokonanych: Costę i Adesanyę. Kogo tutaj typuje na zwycięzcę Damian Stasiak?

– Myślę, że wygra Adesanya. Jest to zawodnik bardzo niewygodny, ponieważ jest nie tylko wszechstronny, ale również niestandardowy. I o ile na wszechstronność jeszcze można zaradzić, tak jestem pewny, że Israel Adesanya wymyśli coś jeszcze. Coś, dzięki czemu zwycięży w tym starciu.