Poprzednia noc w NBA obfitowała w wiele wydarzeń – wszak na parkiet wybiegło aż 22 drużyn, tak więc mogliśmy spodziewać się sporej dawki emocji. Ale gdy kurz po walce w tych 11 meczach opadł jasne stało się, że najważniejszym wydarzeniem całego wieczoru był… pierwszy celny rzut Bena Simmonsa za trzy!

Na to trafienie czekali w Filadelfii niemal wszyscy. Simmons trafił co prawda jedną trójkę już w rozgrywkach preseason, lecz od tamtego czasu znów po prostu odmawiał rzucania zza łuku. Było to tym bardziej dziwne, że tamto trafienie – choć tylko w meczu, który przecież nic w zasadzie nie znaczył – wreszcie oczyściło trochę powietrze wokół rzutu Simmonsa. Latem pojawiło się sporo wideo, na których mogliśmy widzieć jak Simmons nad swoim rzutem pracuje. Ale nadszedł sezon i cały czas nic – rozgrywający nawet nie myślał o tym, by spróbować. Tymczasem jak mówił Joel Embiid, dla Sixers jednym z kluczy do zwycięstwa jest właśnie Ben Simmons, który może pogrozić rzutem.

Ekipa z Filadelfii wierzy w niego na tyle, że tego lata zdecydowała się przedłużyć z nim umowę na maksymalnych warunkach: pięć lat i około 170 milionów dolarów. Sęk w tym, że Simmons nadal mocno cierpi na tym, że nie jest w stanie zapewnić choćby minimalnego zagrożenia z dystansu. Bardzo dobrze wykorzystali to już w fazie play-off w 2018 roku Boston Celtics, a sam Simmons z każdym kolejnym sezonem przybliża się coraz bardziej kosza i oddaje coraz mniej rzutów nawet z półdystansu. Czy pierwsza trójka – po 17 nieudanych dotychczas próbach i prawie 200 meczach w NBA – odwróci ten trend? Trudno w tej chwili wyrokować, by jedno celne trafienie zza łuku miało nagle zrobić z Simmonsa znakomitego strzelca.

Ale nikt tutaj nie mówi o tym, by 23-latek nagle stał się takim strzelcem – wystarczy gdyby trafiał właśnie takie otwarte rzuty z rogów. Warto dodać, że w środę Simmons nie tylko trafił po raz pierwszy w tym sezonie za trzy, ale też po raz pierwszy w ogóle zdecydował się na taki rzut. To krok w dobrą stronę – mówią więc w Filadelfii i mają nadzieję, że australijski rozgrywający nieco częściej będzie teraz próbował takich rzutów i ukarze tym samym zespoły, które zostawiają mu sporo miejsca na obwodzie. Wcześniej mieli ku temu dobry powód, jako że Simmons niemal nigdy nawet za trzy nie rzucać nie próbował. Teraz? Potrzeba jeszcze sporo trafionych trójek, by to się zmieniło, ale to na pewno dobry pierwszy krok. Ostateczny dorobek Bena w środę: 18 punktów, 13 asyst, jedna trójka i zwycięstwo 109-104 nad Knicks.

Garść innych informacji ze środowej nocy w NBA:

  • Luka Doncić zachwycił po raz kolejny. Tym razem potrzebował zaledwie 25 minut gry, by zanotować aż 35 punktów, 10 zbiórek oraz 11 asyst. Takie statystyki powoli nikogo już nie zaskakują. Jakby tego było mało, Doncić niemal w pojedynkę rozmontował zespół Golden State Warriors i już w pierwszej kwarcie miał więcej punktów, zbiórek oraz asyst niż calutki zespół GSW! Po raz ostatni czegoś takiego dokonał Allen Iverson. Doncić w ostatnich 10 meczach ma więc na koncie ponad 300 punktów, 100 zbiórek oraz 100 asyst. W historii NBA takie cyferki w okresie 10 spotkań mieli jeszcze tylko LeBron James, Russell Westbrook, Michael Jordan oraz Oscar Robertson. Dallas Mavericks wygrali ostatecznie wynikiem 142-94, a ze Słoweńcem byli o 45 punktów lepsi od rywala – to najlepszy wynik w historii klubu.
  • Denver Nuggets przerwali serię Houston Rockets i ograli Rakiety na własnym terenie, choć w poprzednich 13 pojedynkach tylko raz udało im się pokonać rywala z Teksasu. Mimo porażki świetnie spisał się przede wszystkim Clint Capela, który podtrzymał swoją serię i zebrał aż 21 piłek z tablic. Tym samym ma już na koncie pięć kolejnych meczów z co najmniej 20 zbiórkami.
  • Pierwszoroczniak Duncan Robinson z Miami Heat zdobył 29 punktów, trafiając po drodze aż dziewięć trójek i walnie przyczynił do zwycięstwa Heat nad Cleveland Cavaliers. Robinson już w pierwszej połowie osiem razy trafił zza łuku!
  • Kawhi Leonard i Paul George wreszcie zagrali razem! Skrzydłowi po raz pierwszy wyszli wspólnie na parkiet i pomogli Los Angeles Clippers pokonać u siebie Boston Celtics po dogrywce. Nie było jednak łatwo, a kluczową rolę odegrał nie George czy Kawhi, a Patrick Beverley, który zapisał na konto 14 punktów, 16 zbiórek oraz siedem asyst, a do tego trafił kilka bardzo ważnych trójek.
  • Luol Deng został uhonorowany przez Chicago Bulls i dostał owację na stojąco od kibiców w United Center. Byki pożegnały tym samym skrzydłowego, który spędził w Chicago dziesięć ze swoich 15 sezonów w NBA. Deng w październiku podpisał jednodniową umowę z Bulls, by zakończyć karierę właśnie w barwach Chicago.