Dzień Martina Luthera Kinga to w NBA od lat wyjątkowe wydarzenie. W poniedziałek na parkiet wybiegły bowiem prawie wszystkie drużyny, a mecze rozgrywane były o bardzo różnych porach, dzięki czemu kibice mogli liczyć nawet na długie godziny koszykówki na wysokim poziomie. Noc obfitowała we wspaniałe występy indywidualne oraz ciekawe starcia drużynowe. W najbardziej wyczekiwanym pojedynku tego dnia Boston Celtics z łatwością ograli u siebie Los Angeles Lakers w kolejnej odsłonie tej odwiecznej wojny.

To był z pewnością wielki hit poniedziałkowej nocy w NBA. Los Angeles Lakers przyjeżdżali do Bostonu jako faworyci i nie ma się czemu dziwić. Wygrali dziewięć z poprzednich dziesięciu spotkań, a do tego na kilka godzin przed rozpoczęciem meczu okazało się, że do gry wraca Anthony Davis po pięciu meczach absencji. Z drugiej strony mieliśmy Celtics, którzy przegrali trzy poprzednie mecze (to ich druga tak zła seria tylko w samym styczniu) – ale i dla nich były dobre wiadomości, bo do akcji wrócili także Jaylen Brown oraz Kemba Walker. Ten ostatni mógł być jednak pełen obaw: odkąd tylko jest w NBA to jeszcze nigdy nie udało mu się pokonać drużyny LeBrona Jamesa. Takich meczów było przez lata aż 28 i we wszystkich górą był LeBron. To jedna z najbardziej niesamowitych serii, natomiast warto przypomnieć, że Walker aż do lata ubiegłego roku grał w barwach Charlotte Hornets. Teraz miał za to okazję poczuć co to znaczy być częścią tej legendarnej rywalizacji między Celtics a Lakers.

I koniec końców wreszcie wyszedł z pojedynku z LeBronem zwycięsko, bo Celtowie totalnie zdominowali rywala, a wiatru w żagle dodał im powrót kontuzjowanych wcześniej zawodników. Mecz ten w zasadzie tylko w pierwszej kwarcie był wyrównany, bo począwszy od drugiej stroną przeważającą byli już tylko gospodarze. Koniec końców zbudowali sobie ponad 30-punktową przewagę i zaliczyli największe zwycięstwo w sezonie regularnym przeciwko Lakers od 1963 roku! Z kolei jeśli chodzi o wszystkie mecze – także te w fazie w play-off – to ostatnio tak wysoko wygrali w szóstym, ostatnim meczu wygranych finałów ligi w 2008 roku. Ostatecznie trzech bostońskich zawodników zdobyło w tym meczu 20 lub więcej punktów – najwięcej, bo 27 oczek miał Jayson Tatum, a dołączyli do niego Kemba (20) oraz Brown (20). Ten ostatni zaliczył zresztą najefektowniejszą akcję meczu, wykonując potężny wsad nad LeBronem. Bostończycy przerwali więc serię trzech kolejnych porażek i może taka wygrana da im nieco więcej pewności na najbliższe tygodnie.

Najciekawsze informacje z poniedziałku w NBA:

  • Czwartą porażkę z rzędu zaliczyli koszykarze Houston Rockets, tym razem ulegając Oklahoma City Thunder. Do historii przeszedł jednak Russell Westbrook, który w starciu ze swoim byłym klubem zaliczył triple-double (32 punkty, jedenaście zbiórek, 12 asyst) – jako gracz Thunder udało mu się to osiągnąć w pojedynkach z 29 klubami, a teraz na tej liście ma już także OKC. Co jednak z tego, skoro w końcówce Rakiety totalnie się posypały, choć jeszcze na siedem minut przed końcem spotkania gospodarze prowadzili nawet 15 punktami. James Harden zaliczył tymczasem kolejną historycznie złą noc, jeśli chodzi o celne trójki: trafił tylko jedną na 17 prób.
  • W historii zapisał się również Damian Lillard, choć on akurat pozytywnie. W wygranym po dogrywce przez Portland Trail Blazers starciu z Golden State Warriors obrońca zdobył aż 61 punktów, trafiając jedenaście trójek! Jest to jego nowy rekord kariery i jednocześnie najlepszy wynik punktowy w historii klubu z Oregonu.
  • Znakomicie bez Joela Embiida radzą sobie ostatnio zawodnicy Philadelphia 76ers – w poniedziałek zaliczyli już czwarte zwycięstwo z rzędu, choć trzeba przyznać, że w ostatnich dniach nie mają zbyt wymagających rywali. Mimo to, cały czas wyśmienicie spisuje się m.in. Ben Simmons, który w pojedynku z drużyną Brooklyn Nets zaliczył jeden z najlepszych meczów w karierze na 34 punkty, dwanaście zbiórek, dwanaście asyst, pięć przechwytów oraz dwa bloki.
  • New Orleans Pelicans szykują się już na debiut Ziona Williamsona – w poniedziałek zagrali jeszcze bez swojej jedynki draftu, ale do gry wrócił Jrue Holiday i Pelikanom udało się przerwać serię siedmiu kolejnych zwycięstw Memphis Grizzlies. Ekipa z Nowego Orleanu w drodze po zwycięstwo trafiła rekordowe w historii klubu 21 trójek – sam Holiday miał aż siedem trafień zza łuku i zdobył ostatecznie 33 punkty. Dla Pelicans to już 11 zwycięstwo w ostatnich 16 spotkaniach.