Trzecie zwycięstwo z rzędu, a do tego znakomity mecz Carmelo Anthony’ego – czyżby w Portland wreszcie zapowiadały się lepsze czasy? Trail Blazers w bardzo słabym stylu rozpoczęli rozgrywki, ale ostatnie kilka meczów daje nadzieje na to, że ten sezon da się jeszcze uratować.

Trudno mówić o tym, że Carmelo Anthony jest zbawcą Portland Trail Blazers, ale trzeba przyznać mu, że z meczu na mecz wygląda coraz lepiej i rzeczywiście pomaga drużynie wygrywać. W piątek Blazers po zaciętej końcówce po raz drugi z rzędu ograli Chicago Bulls, a Melo zakończył zmagania z dorobkiem 23 punktów oraz jedenastu zbiórek. Był to 755 występ weterana z co najmniej 20 oczkami na koncie (zajmuje pod tym względem dziesiąte miejsce w historii ligi). To już trzecie zwycięstwo z rzędu Blazers, którzy wcześniej przegrali cztery kolejne mecze i spadli bardzo nisko w tabeli konferencji wschodniej.

Teraz fani oraz przede wszystkim zawodnicy mogą złapać oddechu – co prawda pokonani rywale (Oklahoma City Thunder oraz dwa razy Chicago Bulls) nie są z najwyższej półki, ale tak czy siak dobrze jest wreszcie poczuć smak zwycięstwa. W piątkowym meczu z Bulls swoje pięć minut miał także Hassan Whiteside, który został sprowadzony do Portland z myślą o zastąpieniu kontuzjowanego Jusufa Nurkica, ale ten eksperyment przynosi na razie mocno mieszane rezultaty. Tym razem Blazers mogli być zadowoleni, bo Whiteside do ośmiu punktów oraz piętnastu zbiórek dodał aż dziesięć bloków! Ustanowił tym samym rerd klubu i przypomniał w ten sposób na co go stać i że niegdyś był przecież jednym z najlepszych blokujących w całej lidze.

Garść innych informacji z piątkowej nocy w NBA:

  • Brooklyn Nets szybko zrewanżowali się Boston Celtics za środową porażkę i tym razem wygrali, a świetnie spisał się Spencer Dinwiddie (32 punkty oraz jedenaście asyst), który nadal zachwyca pod nieobecność Kyrie’ego Irvinga. Ten był na ławce rezerwowych, ale ubrany w normalny strój, a nie meczowy trykot.
  • Po jednym ze słabszych meczów w tym sezonie Luka Doncić szybko wrócił na właściwe tory i zaliczył aż 42 punkty (wyrównanie najlepszego wyniku w sezonie), jedenaście asyst oraz dziewięć zbiórek i poprowadził Dallas Mavericks do wygranej nad Phoenix Suns. W całym listopadzie Słoweniec notował średnio ponad 32 punkty, dziesięć zbiórek oraz dziesięć asyst jako ledwie trzeci gracz w historii NBA (pozostali dwaj to Russell Westbrook oraz Oscar Robertson).
  • Najlepszy wynik punktowy w piątek w NBA uzyskał jednak nie Doncić, a Trae Young, czyli zawodnik z tego samego draftu. Młody rozgrywający zapisał na konto aż 49 punktów i trafił nawet rzut na dogrywkę, lecz tam Atlanta Hawks nie starczyło już sił na solidnych Indiana Pacers.
  • San Antonio Spurs sprawili w piątek niemałą niespodziankę i ograli u siebie drużynę Los Angeles Clippers, w składzie której zagrali Kawhi Leonard oraz Paul George. Szczególnie słabo wypadł ten drugi, gdyż zdobył zaledwie pięć oczek. Tym samym Ostrogi popsuły pierwszy powrót Leonarda do San Antonio w barwach Clippers. Pierwszą trójkę w trwającym sezonie trafił DeMar Derozan.
  • Los Angeles Lakers oraz Milwaukee Bucks nadal są w wielkim gazie – w piątek obie drużyny wygrały już po raz dziesiąty z rzędu. Dla drużyny z Miasta Aniołów bilans 17-2 to najlepszy start w historii organizacji.