Sam fakt, że Roger Federer dotarł do półfinału wielkoszlemowego Australian Open, zapewne dla wielu z nas nie jest niespodzianką. Zaskoczeniem jednak może być to, w jakich okolicznościach do tego doszło. Choć reprezentant Szwajcarii ponownie jedną nogą był już poza burtą turnieju, to jednak znów wyszedł z opresji i tym razem po pięciosetowym boju okazał się lepszy od czarnego konia tejże imprezy – Tennysa Sandgrena.

Tegoroczna edycja Australian Open nie jest łatwa dla Rogera Federera, który wprawdzie jak dotychczas mierzył się jedynie z dużo niżej notowanymi rywalami, to jednak musiał się sporo napracować, aby wygrać każdy mecz. Już w trzeciej rundzie spotkał go niezwykle poważny test – wówczas, w starciu z Johnem Millmanem, wrócił ze stanu 4-8 w supertie-breaku piątego seta.

Gdy wydawało się, że nic trudniejszego go nie może spotkać w meczu z Tennysem Sandgrenem, ten pojedynek okazał się jeszcze bardziej wymagający. Obecnie 100. tenisista rankingu ATP przez większość meczu skrzętnie wykorzystywał gorszą dyspozycję faworyzowanego rywala. Amerykanin w czwartym secie wypracował sobie siedem piłek meczowych, ale nie zdołał wykorzystać żadnej z nich. Szwajcar nie tylko doprowadził do wyrównania 2-2 w setach, ale również potwierdził swoją wyższość w decydującej partii, ostatecznie, po trzech godzinach i 28 minutach walki, triumfując 6:3, 2:6, 2:6, 7:6(8), 6:3.

Półfinałowym rywalem Federera będzie Novak Djokovic, który w 1/4 finału bez większych problemów pokonał Milosa Raonicia 6:4, 6:3, 7:6(1). Szwajcar i Serb zagrają ze sobą po raz 51. Lepszy bilans w ich bezpośrednich starciach ma Djokovic, który wygrał 27. z tych spotkań. Hegemoni męskich rozgrywek podczas Australian Open grali ze sobą trzykrotnie – w każdym z tych spotkań lepszy był tenisista z Belgradu.