Walentynki zbliżają się nieubłaganie i pewnie dla każdego faceta jest to, w większym lub mniejszym stopniu, wyzwanie, z którym trzeba się zmierzyć. Łatwiej pokonać ten problem mając trochę kasy w kieszeni, dlatego dzisiaj zagramy o 220 PLN. Po trzech zwycięskich dniach i 410 PLN zysku narasta nieco presja, ale wydaje mi się, że będzie to po prostu przedłużenie dobrej passy. Dzisiaj interesować nas będą wieczorne spotkania, choć nie wszystkie będą sesją wieczorną. Najpierw zameldujemy się w Rotterdamie, gdzie Gael Monfils zmierzy się ze swoim rodakiem Gillesem Simonem, ale przyda nam się druga opcja transmisji, gdyż o 30 minut później będziemy obserwować wydarzenia z Buenos Aires. Tam Pablo Cuevas zmierzy się z Albertem Ramosem-Vinolasem. Zapraszam zatem do analizy.

Załóż konto z kodem promocyjnym: 1500PLN

1500 PLN od depozytu + 20 PLN freebet + 50 PLN karnet kibica + 20 PLN sporty wirtualne

Gael Monfils – Gilles Simon

12.02.2020r. godz 19:30

Nasz kupon zaczynamy od spotkania dwóch Francuzów, Gaela Monfilsa i Gillesa Simona. Faworytem według bukmacherów ten pierwszy i zdecydowanie jest to opcja, dla mnie obowiązkowa w dniu dzisiejszym i już piszę dlaczego. O Monfilsie pisałem dużo przy okazji jego wczorajszego meczu z Joao Sousa. Bardzo dobra dyspozycja, ma za sobą wygrany turniej i tak naprawdę niewiele w nogach, bo w większości nie były to zbyt wymagające mecze. W dniu wczorajszym zagrał bardzo dobre spotkanie, które umocniło mnie tylko w przekonaniu, że jest jednym z głównych faworytów do wygrania całej imprezy. Od początku było po nim widać, że jest skoncentrowany i skupiony na tenisie, że mu zależy, ale z drugiej strony miał tą swoją swobodę, która wielokrotnie pomagała mu w najlepszych momentach kariery. Można śmiało stwierdzić, że jest to „flow”, które napędza go do dobrej gry i widać duże tego efekty. Efekty były takie, że wygrał bardzo pewnie oddając zaledwie 5 gemów. Dobrze funkcjonował serwis, konsekwentnie prowadził wymiany z głębi kortu, skutecznie kontrował no i świetnie się bronił. To właśnie obroną i kontrowaniem odbieram ochotę do gry rywalom i kilka razy Sousa dał się na to złapać.

Po drugiej stronie siatki zobaczymy Gillesa Simona, który nie ma tyle powodów do zadowoleń, co jego dzisiejszy rywal. Początek sezonu średnio udany i zupełnie nie zawojował w Australii, wygrał jeden mecz w ATP Cup i jeden w Melbourne z Pablo Cuevasem, o którym wspominałem w poprzednich analizach, że totalnie odpuścił grę na hardzie. Po australijskim tournee zagrał w Montpellier, choć nie wiem czy słowo „grał” dobrze tu pasuje, ponieważ bez większej walki, tak trochę obok, spisywał się Simon, gładko przegrywając z Richardem Gasquetem, który nie zaznał smaku turnieju od października ubiegłego roku. Udało mu się wygrać mecz dopiero tutaj, we wczorajszym spotkaniu z Mikhaiłem Kukushkinem, do którego także można mieć zastrzeżenia odnośnie jego formy. Mecz odbył się jednak na pełnym dystansie i tak naprawdę mógł pójść w obie strony. Ostatecznie lepszy był Francuz, który nie grał jakoś wybitnie. Można mieć wiele zastrzeżeń do częstotliwości trafiania pierwszy serwisem i do skuteczności po drugim podaniu. W tym elemencie nie może porównywać się do Monfilsa, jeśli chodzi o szybkość i skuteczność serwisu. Dochodzi do tego też fakt, że obaj potrafią przebijać, ale Gael robi to zdecydowanie konkretniej i potrafi przejść z defensywy czy neutralnej wymiany do ataku, a wtedy starszy z Francuzów, będzie musiał zostawić dużo zdrowia na korcie. Warto zaznaczyć, że już dziś spędził 2 godziny i 44 minuty. Nawierzchnia pasuje pod obu, ale to tak samo, jak w przypadku wczorajszego meczu Sousy. Zagraniczni dziennikarze, w mediach społecznościowych, pisali, że wolna nawierzchnia w Rotterdamie będzie dobra dla Monfilsa i Sousy, ale to Francuz jest w formie i to będzie atut dla niego. Podobnie będzie w dzisiejszym spotkaniu, gdyż na wolniejszej nawierzchni trzeba bardziej ryzykować, by bezpośrednio zdobyć punkt, a przy defensywie wyżej notowanego zawodnika, to już naprawdę trzeba się postarać. Kursy już nieco pospadały, ale dalej warto skorzystać z linii, jaką daje nam LVBET. Uważam, że wygrana 3 czy 4 gemami to jest minimum dla lepszego obecnie z „Trójkolorowych”, dlatego też pewnie zmierzam w tym kierunku i serdecznie polecam.

Moja propozycja: Gael Monfils -3 gemy

Kurs: 1,59

Pablo Cuevas – Albert Ramos-Vinolas

13.02.2020r. godz. 20:00

Drugim naszym spotkaniem to już batalia na argentyńskiej mączce, a dokładnie w Buenos Aires, gdzie na korcie pojawią się Pablo Cuevas i Albert Ramos-Vinolas. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że brakuje tutaj faworyta, ale bukmacherzy bardziej doceniają tego pierwszego i ja się z tym zgadzam, a czemu? Zaraz wyjaśnię. Pablo Cuevas dobrze rozpoczął sezon gry na mączce od turnieju w Cordobie. Tam doszedł do ćwierćfinale pokonując po drodze Delbonisa i Magera i już po pierwszym meczu było widać, że jest w formie. Gra na mączce to jest jego miejsce i nigdzie indziej się tak dobrze nie czuje, jak na tej właśnie nawierzchni na swoim kontynencie, która nieco różni się od tej europejskiej. W ćwierćfinale uległ późniejszemu triumfatorowi całej imprezy, Christianowi Garinowi, jednak tamten mecz był spokojnie do wygrania. Zabrakło nieco skuteczności w ważnych momentach Urugwajczykowi, by zamknąć tamto spotkanie w dwóch setach. Stało się jednak inaczej i mógł na spokojnie przylecieć do Argentyny, gdzie pewnie pokonał Lorenzo Sonego. Cały czas dobrze fukcjonuje pierwszy serwis Cuevasa i głównie forehand, choć jak wiemy, z backhandu też potrafi mocno zaskakiwać.

Rywalem Urugwajczyka będzie Albert Ramos-Vinolas, który podejdzie do tego meczu z pozycji „underdoga” i wydaje mi się to słuszne. Co prawda w Cordobie także osiągnął ćwierćfinał, ale zupełnie nie przekonywał swoją grą. Najpierw wyrównane starcie z Facundo Bagnisem, a później trzysetowa batalia z Pablo Andujarem, który w tym tygodniu został mocno zweryfikowany przez Caspera Ruuda. Absolutnie nie porównuję mecze do meczu, bo każdy z nich jest inny, ale obrazuje to w jakiś sposób formę Hiszpana, która rewelacyjna nie jest. W Buenos Aires znów trzy sety z Leonardo Mayerem i wydawać się może, że poza pierwszym setem zagrał dobrze, ale tak naprawdę, to decydujący set mógł skończyć się zupełnie inaczej. Mayer miał swoje okazje, ale je marnował i Ramos wygrał dzięki jednej piłce, która dała mu brejka. Trzeba przyznać Albertowi, że nieźle serwuje i z pewnością pomaga mu w tym lewa ręka. W tym starciu, to zagrożenie, zostanie nieco zniwelowane, gdyż Cuevas ma wyśmienity bilans meczów z mańkutami 83-54. Poza tym, obaj tenisiści bardzo dobrze się znają, grali ze sobą aż dziewięć razy i tylko raz, przed własną publicznością, wygrał Hiszpan. Dokładnie miało to miejsce w Madrycie 2015 roku, więc bardzo odległe czasy. Urugwajczyk ewidentnie ma patent na dzisiejszego rywala, z którym wygrywał osiem razy. Ostatni raz w ćwierćfinale turnieju w Rio de Janeiro, a więc na bardzo zbliżonych, o ile nie takich samych, warunkach. Moim zdaniem, Cuevas prezentuje się lepiej, ma większy potencjał w grze ofensywie i lepiej serwuje. Atut leworęczności Ramosa już wyjaśniliśmy i do tego ten bilans gier bezpośrednich. Kursy nie rozpieszczają, ale myślę, że jest on na tyle odpowiedni, by nie mieć większych obaw ze stawaniem na Cuevasa. Urugwajski tenisista prezentował do tej pory dość równy poziom gry, bez większych wahań podczas meczu, dlatego idę w kierunku jego zwycięstwa, co daje nam naprawdę ciekawy dubel.

Moja propozycja: Pablo Cuevas win

Kurs: 1,59