fot. arekwrzosek/Instagram

– Bez dwóch zdań Badr Hari jest legendarnym zawodnikiem, nie tylko w środowisku K-1. Jest znany w środowisku wszystkich sportów walki. To ikona, mój idol, jego wszystkie walki znam na pamięć… – mówi serwisowi Zagranie.com Arkadiusz Wrzosek, który 17 lipca będzie jednym z uczestników jednej z najważniejszych walk w polskiej historii sportów walki.

Kamil Piłaszewicz: Niedawno dowiedzieliśmy się, że zawalczy Pan w walce wieczoru na gali Glory 78, która odbędzie się 17 lipca. Siadając do rozmów w sprawie kontraktu, chciał Pan właśnie wystąpić na tym evencie?

Arkadiusz Wrzosek: Mam podpisany kilkuletni kontrakt z organizacją, więc nie było żadnej specjalnej umowy konkretnie na tę galę. Jestem zawodnikiem Glory, więc walczę tam, gdzie mnie oddelegują.

Szefowie federacji oferowali starcie z innymi zawodnikami?

– W zeszłym roku trzy razy odwołano mi walki. Miałem się bić z innymi rywalami, również z pierwszej dziesiątki. Do tego za każdym razem dowiadywałem się o tym wtedy, kiedy kończyłem przygotowania…

Jak wyglądały, może nie tyle negocjacje, ile rozmowy dotyczące Pana najbliższego występu na gali Glory?

– Na początku dostałem informację jakoś jeszcze pod koniec marca, że w czerwcu planowany jest event i żebym był w gotowości. Trzy tygodnie temu dostałem maila, że jestem brany pod uwagę na galę w lipcu do walki z Harim. Oczywiście zaakceptowałem od razu, a tydzień później ostatecznie potwierdzono rywala i termin.

Być może był rozważany temat walki rewanżowej z Benjaminem Adegbuyiem?

– Na pewno będzie to mój cel w przypadku wygranej w najbliższym starciu.

Choć przegrał Pan z nim jednogłośną decyzją sędziowską, to być może chciałby Pan udowodnić kibicom, że wtedy trafił się po prostu gorszy dzień i teraz zwycięstwo byłoby tylko formalnością?

– Wtedy był zdecydowanie nie mój dzień. Zabrakło też w głowie kilku rzeczy, które wiem, że zdecydowanie poprawiłem. Nie powiem, że teraz zwycięstwo byłoby formalnością, bo Benny jest numerem jeden w rankingu, do tego wygrał przez nokaut z Badrem. Możliwość rewanżu z nim byłaby dla mnie dalej wielkim wyróżnieniem, ale jestem pewny, że rewanżowe starcie byłoby zdecydowanie bardziej wyrównane.

Hari nosi miano legendarnego zawodnika, więc aż nie sposób nie zapytać, jakie to uczucie mierzyć się z żyjącą legendą?

– Bez dwóch zdań Badr Hari jest legendarnym zawodnikiem, nie tylko w środowisku K-1. Jest znany w środowisku wszystkich sportów walki. To ikona, mój idol, jego wszystkie walki znam na pamięć… O uczuciu opowiem Ci po walce, ale już teraz czuję wielką dumę i spełnienie.

fot. arekwrzosek/Instagram

W środowisku, zarówno kibicowskim, jak i dziennikarskim, mówi się, że czeka na Pana wielka walka i jedno z tych przeżyć, których nie da się ani kupić, ani wymazać z pamięci do końca życia. Kiedy czyta, słyszy Pan takie opinie, to myśli, że są one…

– Dokładnie opisujesz uczucia, jakie mi towarzyszą. Wchodząc pierwszy raz na salę i zaczynając przygodę z kickboxingiem, każdy młody chłopak od razu znajduje sobie marzenie, które wiąże się bezpośrednio z tym sportem. Myślę, że dziewięćdziesiąt procent młodych zawodników zamarzy sobie właśnie o takiej walce i mówię tu dosłownie o tym przeciwniku i gali, na jakiej wystąpię. To tak jakby młody piłkarz z Warszawy zamarzył sobie zagrać kiedyś przeciw Realowi, czy Barcelonie.

Myślę, że nie popełnię faux-pas, jeżeli teraz pogratuluję otrzymania walki, o której mówimy w tym wywiadzie. I od razu zapytam, czy starcie z Harim to spełnienie marzeń, a może przystanek, epizod przed tym, co lada moment Arkadiusz Wrzosek „nabroi” w światowym kickboxingu?

– Na tę chwilę to już nie marzenie, a zwyczajny, kolejny dzień w pracy. Po wygranej obiorę sobie jakieś nowe cele, ale taki konkretny zostanie już chyba tylko jeden…

Wiadome jest, że pojedynek z Harim to wielka okazja, by zaprezentować się na światowej scenie kickboxingu, więc ciekaw jestem, jak przygotowuje się Pan mentalnie do tego starcia?

– Mentalnie czuję, że dojrzałem do takiej walki. Na pewno wyjdę tam bez żadnych kompleksów, czy świadomości, że jestem słabszy. Czuje się naprawdę mocny i udowodnię to w ringu. Takiego podejścia nie da się „przygotować”, ponieważ sądzę, że z trzeba się z tym urodzić i ja to mam.

Zgodzi się Pan z teorią, że przed tak prestiżowymi pojedynkami, bardziej ćwiczy się umysł, by umiał redukować stres, emocje związane z wydarzeniem, niż techniczne umiejętności?

– Raczej tak nie jest, jak już wspomniałem albo rodzisz się z „jajami”, albo nie. Tego nie wytrenujesz nawet w klasztorze Szaolin. Natomiast co do tematu emocji, to walka z nimi daje kolejne doświadczenia. One zawsze będą. Tylko trzeba się nauczyć z każdą kolejną walką, wykorzystywać je we właściwy sposób. Umiejętności techniczne, czy predyspozycje fizyczne, można wytrenować z pozytywnym skutkiem na całe życie.

A być może w ogóle nie ma sensu poruszać tego tematu, gdyż jedyne, co Arkadiusz Wrzosek czuje przed najbliższą walką to emocje typu spokój, opanowanie?

– To, co czuję teraz, nie będzie miało znaczenia siedemnastego lipca. Jeżeli mielibyśmy przyjąć, że jakoś będą na mnie oddziaływać, to będą mnie tylko napędzać.

Odnośnie przygotowań, to jak one wyglądają u Pana?

– Do walki zostało dziesięć tygodni, więc to czas, w którym można zbudować formę od zera, a ja już jestem w bardzo dobrej, więc zaczynam obóz pełen optymizmu. Trenuję osiem – dziewięć razy w tygodniu. Większość czasu spędzam z trenerem Łukaszem Rolą w Palestrze, do tego pracuję z trenerem od przygotowania fizycznego – Przemkiem Kantorowskim i trenerem od boksu – Pawłem Klakiem na Legii.

fot. arekwrzosek/Instagram

Kiedy oficjalnie dowiedział się Pan, z kim się zmierzy, to pojawiły się myśli, by na czymś konkretnym skupić się w okresie obozu?

– Odpowiednie przygotowanie siłowe i kondycyjne będzie kluczowe.

Którzy zawodnicy pomagają Panu w czasie sparingów poprzez imitowanie stylu walki Hariego?

– Sparuję głównie z Michałem Blawdziewiczem i Sławkiem Szczepaniakiem w Palestrze. Żeby imitować styl Hariego, potrzebne są odpowiednie warunki fizyczne sparingpartnerów i mamy w planach, by do pomocy ściągnąć takich zawodników jeszcze zza granicy. Planuję również w czerwcu udać się na wyjazd do Hemmers Gym w Bredzie. Uwielbiam udawać się do tego klubu i trenować z Nickiem Hemmersem, który zresztą już zaoferował pomoc. Zawodnicy Hemmers Gym, dawniej Glory Glory, wygrywali z Badrem kilkukrotnie, więc na pewno będą wiedzieli, jak mnie poustawiać.

Jedni zawodnicy lubią wcześniej wylecieć za granicę, kiedy mają potwierdzone, że wystąpią na konkretnej gali, inni później, a jeszcze inni lubią przylecieć dosłownie na sam dzień gali. Na, kiedy planuje Pan swój wyjazd do Holandii?

– Holandia leży akurat blisko nas, więc nie trzeba będzie się jakoś szczególnie aklimatyzować. Wylecę wtedy, kiedy Glory uzna to za potrzebne. Na pewno będzie to kilka dni przed galą.

Kiedy ogłoszono lokalizację starcia, to zaczął Pan szukać informacji o tym, co by można zwiedzić, będąc na miejscu?

– Nie musiałem, ponieważ mój debiut w Glory odbył się w tej samej hali. Spędziłem wtedy ponad tydzień w Amsterdamie, który jest czterdzieści pięć minut drogi od hali. Zresztą Amsterdam był wtedy naszą bazą, już wtedy zwiedziłem tam całą okolicę.

W jaki sposób lubi Pan spędzać ostatnie dni przed eventem, na którym ma się Pan pojedynkować?

– Nie mam żadnych rytuałów. Robię to, co zwykle, tylko dodałem jeszcze magazynowanie energii. Staram się ciągle mieć zajętą czymś głowę. W zasadzie gram więcej na konsoli…

Kto uda się z Panem do Rotterdamu na tę galę?

– Do narożnika wyjdzie ze mną cała trójka trenerów, których wyżej wymieniłem. Jeśli chodzi o kibiców, to słyszałem, że spora grupa szykuje się na wyjazd na to wydarzenie.

fot. arekwrzosek/Instagram

Odnośnie wyjazdów, to być może wie Pan, czy gala odbędzie się z kibicami?

– Raczej tak, ale na razie nie wiadomo, jak dużo osób będzie mogło wejść na hale.

Gdyby zależało to od Pana, to wygrałby Pan opcję starcia z Harim w bardziej kameralnej, telewizyjnej oprawie gali, czy z jakimś procentowym zapełnieniem hali przez kibiców?

– Zdecydowanie z kibicami. To oni są częścią tego show. Liczę, że w Rotterdamie będzie ich, jak najwięcej.

Większość zawodników opowiada się za tym, że pragną, by kibice wrócili na trybuny, by występować na galach, na które zostanie sprzedany komplet biletów. Wiadome jest, że prawie każdy na to czeka. Natomiast mnie zastanawia to, czy pierwsze wyjścia do walk po tym, jak wróci publika na wydarzeniach sportowych, będzie mogło przytłoczyć niektórych sportowców?

– Myślę, że nie. Fani tylko napędzają zawodników. Ich powrót na trybuny na pewno wpłynie, ale tylko pozytywnie.

Wcześniej naturalne było, że kibice napędzali sportowców do działania, ale po ponad roku przerwy, sądzi Pan, że odbiór emocji, wrażeń przez zawodnika będzie podobny do tego, jaki znaliśmy przed pandemią?

– Uważam tak, jak napisałem powyżej. Szum i krzyki kibiców zawsze działają bardzo motywująco. Sądzę, że każdy z nas dostanie w ringu skrzydeł po powrocie kibiców.

Zaloguj się aby dodawać komentarze