fot. Wojciech Janusz/Instagram

–  Nie otrzymuję jakiejś listy z nazwiskami, z której miałbym sobie wybrać, z kim chciałbym się zmierzyć. Doborem moich rywali zawsze zajmują się osoby decyzyjne z Fight Exclusive Night – mówi serwisowi Zagranie.com Wojciech Janusz, który wystąpi w jednej z głównych walk na gali FEN 36.

Kamil Piłaszewicz: Gala FEN 36 zbliża się wielkimi krokami, powoli przyzwyczaja się pan do stanu, że zaprezentuje się w rodzimym mieście?

Wojciech Janusz: Tak, z każdym dniem w coraz większym stopniu czuję atmosferę tego wydarzenia. Najczęściej ludzie bardzo często pytają mnie o bilety, formę, to, jak się czuję; także fakt, mam z tyłu głowy, że już jest coraz bliżej do gali. Do tego z dnia na dzień mam coraz mocniejsze treningi, tak by stopniowo dochodzić do optymalnej formy.

Występ przed szczecińską publiką w większym stopniu wywołuje stres, wyczekiwanie na zaprezentowanie się w klatce?

– Nie, nie odczuwam czegoś takiego. Nawet chyba te negatywne emocje są na niższym poziomie, niż zazwyczaj, bo czuję, że wielu znajomych bardzo mnie wspiera. Także nakręcam się i wyczekuję dnia gali, ale nie ma mowy o jakimś zdenerwowaniu.

Kiedy pojawił się temat negocjacji dotyczący najbliższego występu, to jakie pan usłyszał argumenty za tym, by pojawił się na tej gali?

– Był tak naprawdę jeden, czyli fakt, iż gala odbywa się w moim rodzinnym mieście. Kiedy pojawiały się pierwsze informacje na temat tego, gdzie miałoby zostać zorganizowane FEN 36, to nie wyobrażałem sobie, bym nie wystąpił na tej gali. Walczyć dla i przed swoją publicznością, to zawsze jest coś wyjątkowego, dlatego cieszę się, że właśnie tu będę mógł się zaprezentować.

Od początku wiadome było, że miał być pan jedną z głównych twarzy promujących to wydarzenie?

– Jak mówiłem, od początku wiedziałem, że jeżeli potwierdzą się przypuszczenia na temat lokalizacji gali, to pojawię się na niej. Czy spodziewałem się, że będę jednym z głównych zawodników na karcie? Wyszło to z biegiem czasu, ale w sumie też można się było tego spodziewać, tj. że zawodnicy ze Szczecina będą najbardziej promowani.

fot. Wojciech Janusz/Instagram

Federacja Fight Exclusive Night jest jedną z większych, jaka organizuje galę MMA w Szczecinie. Dlaczego to miasto, swego czasu popularne po względem ilości gal sportów walki, było przez dłuższą chwilę poza orbitą osób odpowiedzialnych za tworzenie tego typu eventów?

– Ciężko mi jednoznacznie powiedzieć, dlaczego tak jest. Być może wpływ na to ma fakt, że Szczecin leży praktycznie przy granicy i większości kibicom jest trudniej dotrzeć tu, niż do innego miasta. Mam nadzieję, że teraz, kiedy odbędzie się gala FEN-u, wszyscy poczują tę atmosferę. Liczę na to, że trybuny się wypełnią po brzegi i okaże się, że częściej duże federacje będą tu przyjeżdżały, by organizować swoje eventy.

Wracając do tematów związanych z panem, to choć do samego wydarzenia zostało jeszcze kilkadziesiąt dni, tak jak wygląda pański obóz przygotowawczy?

– Mimo że do gali zostały dwa miesiące, to regularnie trenuję w dwu klubach: Berserker’s Team Szczecin, a także Olimp Szczecin. Od dwudziestego trzeciego lipca jestem na obozie w Borowicach, które leżą w Karkonoszach, gdzie tym razem został zorganizowany coroczny grupowy wyjazd Berserkerów. Po trzydziestym sierpnia wracam do rodzinnego miasta i w nim dokończę już przygotowania.

Którzy zawodnicy w czasie sparingów imitują styl walki pana najbliższego przeciwnika?

– Na ten moment jestem w trakcie ostrych sparingów, ale moi sparingpartnerzy nie starają się jeszcze odwzorować stylu konkretnego zawodnika. Wszystko dlatego, że oficjalnie nie do końca wiadomo, kto będzie moim następnym rywalem. Wolę zaczekać na informację, by uniknąć sytuacji z przeszłości, tj. tego kiedy szybko wchodziłem w okres sparingów, a potem rywale się zmieniali i to bezpośrednio rzutowało na moje przygotowania. Natomiast jeżeli już będę wiedział, z kim wyjdę do klatki, to jestem pewien, że kiedy poproszę o pomoc, to każdy z chłopaków z klubu będzie w stanie oddać styl walki mojego przeciwnika. Jest tak dlatego, że mamy szeroką kadrę utalentowanych zawodników.

fot. Wojciech Janusz/Instagram

Na ten moment na oficjalnej stronie FEN-u nie widnieje informacja na temat pańskiego rywala, więc nie pytam tyle o nazwisko, co o to, ile może o nim opowiedzieć Wojciech Janusz, gdyby miał tworzyć charakterystykę?

– Na razie mam tylko szczątkowe informacje na temat tego, kto to może być. Jeżeli potwierdzi się to, co wiem, to mogę powiedzieć jedynie tyle, że będzie to walka z twardym, walecznym chłopem. To z kolei wiąże się z tym, że ponownie będę musiał być przygotowany w stu dziesięciu procentach i, jak zawsze postarać się przekuć formę z przygotowań na walkę.

Gdy mówimy o najbliższym rywalu, to ile nazwisk było w obiegu, nim ostatecznie podjął pan decyzję dotyczącą walki właśnie z tym zawodnikiem?

– Jeżeli o to chodzi, to nie otrzymuję jakiejś listy z nazwiskami, z której miałbym sobie wybrać, z kim chciałbym się zmierzyć. Doborem rywala zajmują się zawsze osoby decyzyjne z Fight Exclusive Night. Z mojej strony od zawsze jest tak, że kogo mi zaoferują, na tego się zgadzam, a potem się do niego szykuję i ostatecznie walczę. W FEN-ie na pewno patrzą na to, jacy zawodnicy są zarówno dostępni na rynku, jak i jacy nie mają żadnej walki na horyzoncie, ale jak mówię, to oni zajmują się doborem przeciwników dla mnie.

Do klatki wraca pan po przegranej, co prawda pod szyldem SBS Seaside BattleS Dziwnów, a nie FEN-u, jednak pański ostatni rywal ma stoczyć, wyjść do mistrzowskiego starcia z Marcinem Wójcikiem. Przewijał się temat ewentualnego, choć być może nie natychmiastowego, rewanżu z Ederem de Souzą?

– Zawsze istnieje jakaś możliwość rewanżu i myślę, że z czasem do niego dojdzie. Chciałbym raz jeszcze się z nim zmierzyć, bo popełniłem w tamtej walce tak naprawdę jeden błąd. Ostatecznie zadecydował on o mojej przegranej, ale byłem wtedy w naprawdę bardzo dobrej formie i czułem, że mogę go pokonać. Jednak taki już jest ten sport, tzn. że wystarczy jeden błąd, by przegrać i cóż… Faktycznie Eder otrzymał walkę o pas z Marcinem, ale skupiam się jedynie na tym, by zwyciężyć w swoim starciu.

fot. Wojciech Janusz/Instagram

Być może już przed tamtą walką pojawiały się głosy, że wygrany otrzyma możliwość stoczenia boju o pas w FEN-ie w dywizji do 93 kg?

– Nie, o niczym takim nie słyszałem. Z tego, co wiem, to pierwotnie z Marcinem Wójcikiem miał walczyć Marcin Łazarz, ale z jakichś powodów do tej walki nie doszło. Na pewno „Bane” wypracował sobie możliwość stoczenia pojedynku o ten pas, ale skoro on nie może wziąć udziału w starciu, a Marcin Wójcik nie chce czekać w nieskończoność, to rozumiem decyzję, że Eder dostaje szansę. Przyznaję, że jaram się tym zestawieniem i na pewno będę chciał ją obejrzeć.

Ile prawdy kryje się w słowach, że pana najbliższy pojedynek zadecyduje o tym, czy albo będą pojawiać się kolejne propozycje od Fight Exclusive Night, albo następna oferta będzie dotyczyć stricte rywalizacji o najwyższą stawkę?  

– Nie zastanawiałem się nad tym i myślę, że na to przyjdzie czas po walce. Na ten moment jedyne, co mogę powiedzieć to, to że w organizacji FEN czuję się, jak w domu. Cieszę się, że mogę walczyć dla tak dużej polskiej federacji. Na razie koncentruję się wyłącznie na następnej walce, by dać z siebie wszystko, a także, by wygrać za wszelką cenę. A co będzie później? Zapewne pojawią się kolejne oferty, nazwiska potencjalnych rywali. Jednak na tę chwilę skupiam się na tym, by bić się z najlepszymi w swojej dywizji i z nimi wygrywać, a nie zastanawiać się, o jaką stawkę toczy się dany pojedynek.

Zaloguj się aby dodawać komentarze