Biało-Czerwoni notują swoją drugą porażkę podczas tej przerwy reprezentacyjnej. Tym razem Polacy przegrali z reprezentacją Włoch 0:1 i trzeba przyznać, że był to najniższy wymiar kary. Jerzy Brzęczek notuje swoje czwarte spotkanie bez zwycięstwa. Polska tym wynikiem zapewniła sobie spadek z dywizji A w Lidze Narodów.

Zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany

Przed meczem Jerzy Brzęczek zaskoczył składem. Po meczu z Portugalią zmieniliśmy praktycznie cały środek pola. Na starcie z Włochami w pierwszym składzie wyszli Góralski, Szymański i Linetty, czyli można było się spodziewać, że trzech gości do zasuwania na tyłkach i walki na całego, a do tego Piotr Zieliński podwieszony pod napastników. Po raz kolejny bez skrzydłowych. Italia desygnowała do gry trójkę Barella, Jorginho i Verratti, więc już przed meczem można było zakładać, że nasi piłkarze będą mieli olbrzymie problemy z powąchaniem futbolówki. Na lewą stronę obrony wrócił Arkadiusz Reca, w miejsce Krzysztofa Piątka pojawił się Arek Milik, a między słupkami zagrał Wojciech Szczęsny.

Polacy nie wyszli na pierwszą połowę

Polacy już w pierwszej sytuacji tego meczu dostali mocne ostrzeżenie. Kombinacyjna akcja trójki Verratti, Insigne i Jorginho zakończyła się uderzeniem w poprzeczkę tego ostatniego. Wojciech Szczęsny nie miałby w tym przypadku nic do powiedzenia. W ósmej minucie otrzymaliśmy drugie ostrzeżenie, tym razem po strzale Insigne. Włosi od początku zaczęli mecz na wysokim poziomie i Biało-Czerwoni nie radzili sobie z atakami przeciwnika. Italia bardzo dobrze utrzymywała się przy piłce, jednak mając takich piłkarzy jak Verratti i Jorginho można było się tego spodziewać. Z każdą kolejną minuta zwiększała się nawałnica na bramkę Szczęsnego i krótko mówiąc – nie wyglądało to optymistycznie. Włosi skutecznie zwalniali grę w środku pola, żeby jednym podaniem zrobić przewagę na skrzydłach. Na całe szczęście dla reprezentantów Polski w kolejnych minutach Squadra Azzurra spuściła z tonu i wydawało się, że łapiemy oddech po serii ciosów na szczękę.

Nawałnica

Posiadanie piłki po 25 minutach 63% Włochy – 37 % Polska. W 30 minucie drugi raz uratowała nas poprzeczka. Tym razem po dobrym dograniu Chiesy bramkę Szczęsnego obił Insigne. Analizując tę akcję, warto zauważyć, że powstała ona ze straty Jacka Góralskiego, który mając sporo czasu, dograł do przeciwnika. Kłania się piłkarskie abecadło. W 32 minucie Włosi po raz kolejny zmarnowali dobrą sytuację. Pojedynek 1 vs 1 ze Szczęsnym przegrał Jorginho, który wcześniej sam wywalczył sobie piłkę w środku pola. Po tej akcji Biało-Czerwoni stworzyli sobie pierwszą groźną sytuację, jednak uderzenie Milika po kontrze zostało zablokowane. Bramkarz Juventusu może sobie zrobić składankę z tego występu, ponieważ koledzy dawali mu sporo okazji do wykazania się. W 36 minucie kapitalna parada Szczęsnego po uderzeniu Chielliniego. Italia co kilka minut regularnie stwarzała sobie bardzo dobrą sytuację. Przed przerwą Florenzi po raz kolejny sprawdził naszego bramkarza, jednak Szczęsny był dobrze rozgrzany i udanie interweniował.

O pierwszej połowie najlepiej świadczy liczba sytuacji bramkowych drużyny gości – 9. Jedyny pozytyw dla reprezentacji Polski to fakt, że nie straciliśmy bramki, jednak co tu dużo mówić – wyglądało to po prostu tragicznie. Jakość piłkarska, kultura gry i myśl taktyczna była po stronie rywali, którym brakowało tylko wykończenia i szczęścia, gdyż Biało-Czerwonych dwukrotnie uratowała poprzeczka. Ciężko było wierzyć, że sytuacja zmieni się po przerwie.

Przed drugą połową trener przyznał się do błędów. W szatni zostali Szymański i Linetty, zmieniliśmy to nieudane ustawienie i wróciliśmy do gry ze skrzydłowymi, ponieważ na boisko weszli Błaszczykowski oraz Grosicki. Wejście Kuby z pewnością było również receptą na pomoc Recy, ponieważ były piłkarz Wisły Płock miał wielkie problemy w ustawianiu się i grze defensywnej.

Minimalnie lepiej po przerwie, ale nadal słabo

Początek drugiej połowy nie był już tak udany dla reprezentacji Włoch. Polacy grali trochę lepiej, czego efektem pierwszy celny strzał autorstwa Kamila Grosickiego. Trzeba tu odnotować kapitalne podanie Zielińskiego ze środka pola. W 65 minucie w futsalowym stylu Włosi wjechali z piłką do naszej bramki, jednak na szczęście sędzia odgwizdał offside. Pięć minut później Squadra Azzurra po raz kolejny pokazała popis braku strzeleckich umiejętności. Chiesa zagrał w tempo do Bernardeschiego, jednak skrzydłowy Juve fatalnie przestrzelił. Można było mieć nadzieję, że niewykorzystane sytuacje się zemszczą, jednak Biało-Czerwoni również zmarnowali swoją setkę. Po szybkim kontrataku Lewandowski wypuścił Grosickiego oko w oko z Donnarummą, jednak skrzydłowy Hull uderzył w bramkarza, a dobitkę z najbliższej odległości przestrzelił Arek Milik – nic nowego. Trzeba przyznać, że pomimo wyniku 0:0 nie było to zamknięte spotkanie. Biało-Czerwoni stwarzali swojemu rywalowi wiele sytuacji po indywidualnych błędach. Na szczęście Bernardeschi miał dzisiaj rozregulowany celownik. Co innego Biraghi, który w trzecim występie w kadrze zdobył gola w 91 minucie. Włosi dzięki tej bramce zapewnili sobie pozostanie w Lidze Narodów, a Biało-Czerwoni zasłużenie wybierają się w podróż do drugiej dywizji, w której z taką grą na pewno nie będziemy faworytem.

Podsumowując to spotkanie, Biało-Czerwoni zostali dzisiaj zdominowani, wygrał lepszy zespół, który miał więcej atutów. Polacy poza dwoma kontrami nie pokazali zupełnie niczego. Na nasze szczęście Squadra Azzurra miała dzisiaj rozregulowane celowniki, bo w innym przypadku skończyłoby się 0:3, a nawet i wyżej. Pozostaje spory niedosyt, ponieważ będący w formie Krzysztof Piątek nie dostał okazji pokazania się w meczu z Italią po raz drugi. Wejście Kamila Grosickiego dało trochę wiatru z przodu, ale z tego chaosu nie urodziła się bramka. Analizując cztery spotkania pod wodzą nowego trenera, na pewno ciężko o wyciągnięcie pozytywnych wniosków. Cóż, chyba gorzej już być nie może…chyba.