To był pierwszy pojedynek między Luką Doncicem a Zionem Williamsonem w tym sezonie i dostarczył fanom sporo emocji. Koniec końców świętować mógł Doncić, bo to jego drużyna wygrała starcie po dogrywce. Przy okazji Słoweniec po raz kolejny przeszedł do historii – zapisał na konto już 22. triple-double w karierze i poprawił tym samym wynik Jasona Kidda, stając się tym samym numerem jeden pod tym względem w dziejach klubu z Teksasu.

Kilka dni temu świętował ledwie 21. urodziny, a w środę mógł dołożyć kolejny powód do celebracji: zwycięstwo w pojedynku z New Orleans Pelicans. Luka Doncić zdobył 30 punktów, zebrał z tablic siedemnaście piłek oraz rozdał dziesięć asyst i pomógł Mavericks wygrać po dogrywce. 21-latek ma teraz na koncie już 22 triple-doubles w swojej karierze – wszystkie oczywiście w barwach Dallas Mavericks. W historii klubu nikt nie może równać się z Doncicem, który w środę wyprzedził Jasona Kidda – legendarny rozgrywający miał 21 triple-doubles w barwach Mavs, ale potrzebował do tego kilkuset spotkań. Doncić z kolei dokonał tego już w swoim drugim sezonie i teraz z pewnością ten swój rekord będzie śrubować. Imponować może fakt, że zawodnik Mavs dokonał tego pomimo kontuzji kciuka, która wyraźnie mu przeszkadza. On sam przyznaje, że uraz sprawia mu ból, ale trzeba zacisnąć zęby i grać dalej. W środę przeciwko Mavs słoweński gracz dostał zresztą znakomicie wsparcie od swojego europejskiego kolegi.

Coraz lepiej w barwach Mavericks wygląda Kristaps Porzingis, który tym razem zapisał na konto 34 punkty, dwanaście zbiórek oraz pięć bloków. To drugi kolejny mecz Łotysza z takimi liczbami – takiej serii nie miał w NBA nikt od czasu Shaquille’a O’Neala w 2000 roku! Wszystko to prawie poszło jednak na marne, a Pelicans doprowadzili do dogrywki na kilka sekund przed końcem regulaminowego czasu gry – rzut za trzy trafił Nicolo Melli. Fani Mavs znów musieli więc drżeć o końcowy wynik, bo ich zespół ma w tym sezonie sporo problemów w takich meczach „na styku”. Tym razem jednak ich ulubieńcy stanęli na wysokości zadania i dodatkowe pięć minut wygrali pięcioma oczkami. Pomógł fakt, że za szóste przewinienie z meczu wypadł Brandon Ingram, najlepszy strzelec Pelikanów. Całkiem nieźle spisał się także Zion Williamson, który po raz pierwszy w karierze zagrał dzień po dniu i zdobył 21 oczek, przedłużając swoją serię kolejnych spotkań z co najmniej 20-punktowym dorobkiem do trzynastu.

Pozostałe informacje ze środowej nocy w NBA:

  • Nowy rekord kariery i aż 41 punktów Colina Sextona to za mało na Boston Celtics, nawet przy sporych osłabieniach bostońskiej drużyny. Sexton gra ostatnio naprawdę dobrze, lecz w środę nie miał zbyt dużego wsparcia w swoich kolegach i Cavs musieli uznać wyższość rywali. Tymczasem już piąty kolejny mecz z dorobkiem ponad 30 punktów zaliczył Jayson Tatum!
  • Nadal nie ma mocnych na Milwaukee Bucks w ich własnej hali. W środę Kozły z łatwością ograły u siebie drużynę Indiana Pacers, a 29 punktów zdobył Giannis Antetokounmpo. Bucks legitymują się w tej chwili bilansem 28 zwycięstw oraz ledwie trzech porażek w Fiserv Forum.
  • Derby Florydy dla Miami Heat, którzy ograli na własnym parkiecie Orlando Magic pomimo znakomitego występu Terrence’a Rossa. Obrońca Magic trafił osiem trójek i zdobył 35 punktów, lecz Heat wytrzymali napór przeciwnika i wygrali po zaciętej końcówce. Dziewięć trójek w drodze po 27 oczek trafił Duncan Robinson!
  • We wtorek w Bostonie zdobyli 51 punktów w jednej kwarcie, a w środę w całym meczu uzbierali ledwie… 79 oczek. Koszykarze Brooklyn Nets zostali rozgromieni na własnym parkiecie przez zespół Memphis Grizzlies. Pięciu graczy Grizzlies zdobyło w tym pojedynku dwanaście lub więcej oczek, a najwięcej miał Josh Jackson, który w 17 minut gry zapisał na konto 19 punktów.
  • Po kilku meczach absencji do gry powrócił Damian Lillard i pomógł Portland Trail Blazers ograć u siebie ekipę Washington Wizards. Dame zdobył 22 punkty i był jednym z czterech graczy Blazers, który zdobył w tym meczu 22 lub więcej oczek. Najlepszym strzelcem zwycięzców był Carmelo Anthony, zdobywca 25 punktów.
  • I na koniec jeszcze pozytywna informacja: nadszedł długo wyczekiwany dzień dla kibiców Golden State Warriors! Oficjalnie do gry został dopuszczony Stephen Curry, który po 58 meczach przerwy ma wrócić do akcji na czwartkowy pojedynek Wojowników z Toronto Raptors.