Ten powrót miał nastąpić na początku marca, lecz Golden State Warriors zdecydowali, że trzeba go jednak trochę opóźnić. Ostrożność ponad wszystko. Stephen Curry jeszcze zanim wróci więc na parkiety NBA pojawił się na treningu w… G-League, czyli w niższej lidze, gdzie kluby NBA ogrywają przede wszystkim młode talenty. Tym samym trzykrotny mistrz NBA został chyba najbardziej utytułowanym graczem, który kiedykolwiek wziął udział w treningu zespołu G-League.

To było przemyślane działanie i nie pierwsza taka praktyka klubu NBA, natomiast Stephen Curry to chyba najgłośniejsze nazwisko, jakie zostało „zesłane” do G-League. Wszystko oczywiście po to, aby móc jak najlepiej przygotować się do powrotu do gry na parkietach NBA. Sueprstrzelec Golden State Warriors miał wrócić do akcji na początku marca, lecz koniec końców zdecydowano, że to zbyt wcześnie. Wszystko wskazuje jednak na to, że Curry może zagrać jeszcze w tym tygodniu – być może w czwartek na starcie z Toronto Raptors. W poniedziałek Warriors wysłali go jednak na trening Santa Cruz Warriors, czyli swojego klubu afiliacyjnego w G-League. Ten trening długo zresztą wszyscy zapamiętają, bo 31-letni zawodnik miał okazję poprowadzić swój zespół do zwycięstwa, lecz jego rzut na wygraną nie znalazł drogi do celu. Było to spore zaskoczenie dla wszystkich obecnych na treningu, bo przecież kariera Curry’ego zdefiniowana jest przez wielkie trafienia i kluczowe rzuty.

Mimo wszystko, niecelny rzut nie rzucił się cieniem na przygotowania Curry’ego. Niemal wszyscy zgodnie podkreślali, że obrońca wyglądał jak najlepsza wersja siebie. Przy okazji wniósł on też sporo dobrego humoru wśród graczy Santa Cruz, dla których trening z mistrzem to była prawdziwa gratka. Wszystko to bardzo dobre wiadomości dla fanów Golden State Warriors, choć ich zespół dawno już stracił szansę na awans do fazy play-off, a wszystko to przez kolejne kontuzje, jakie dopadały zawodników drużyny Steve’a Kerra. W tej chwili Wojownicy mają na koncie zaledwie 13 wygranych w 61 spotkaniach, co jest najgorszym wynikiem w całej lidze. Nic więc dziwnego, że nie spieszy im się z powrotem Curry’ego do gry – wszyscy w San Francisco chcą mieć pewność, że 31-latek jest w pełni gotowy, dlatego też przesunięto początkową datę powrotu. Dwukrotny MVP sezonu regularnego pozostaje poza grą od końcówki października, kiedy to w jednym z pierwszych meczów doznał złamania ręki.

Pozostałe informacje z NBA:

  • W poniedziałek pisaliśmy o dominacji Giannisa Antetokounmpo, a tymczasem jeszcze tego samego dnia Miami Heat odwalili kawał dobrej roboty i powstrzymali Greek Freaka oraz jego Milwaukee Bucks. Fantastycznie spisał się Bam Adebayo, który nie tylko mocno dał się we znaki Giannisowi (ten zdobył tylko 13 oczek, wyrównując najgorszy w tym sezonie wynik), ale też zapisał na konto double-double złożone z 14 punktów oraz 13 zbiórek, do których dołożył także pięć asyst i trzy bloki. To bardzo ważne zwycięstwo dla Heat i dziewiąta porażka Bucks w trwających rozgrywkach, którzy nie pobiją tym samym rekordu NBA, jeśli chodzi o najlepszy bilans.
  • 17 tygodni trwała przerwa Otto Portera, który w poniedziałek wreszcie wybiegł na parkiet w barwach Chicago Bulls i zdobył 18 oczek w wygranym przez Byki pojedynku z Dallas Mavericks. Teksańska ekipa nie mogła tym razem wykorzystać Kristapsa Porzingisa, który nie zagrał z powodu zaplanowanego odpoczynku.
  • Spora niespodzianka w Nowym Jorku, gdzie Knicks ograli dużo wyżej notowanych Houston Rockets. Był to jeden z pierwszych meczów „nowych” Rakiet, w którym niskie ustawienie zostało bardzo mocno ukarane na deskach (65-34 dla Knicks w zbiórkach) oraz w pomalowanym (64-36 dla Knicks w punktach z paint). Nowojorczyków do wygranej poprowadził pierwszoroczniak RJ Barrett, który zdobył 27 oczek i wyrównał tym samym swój najlepszy w karierze wynik.