To miało być święto futbolu. Zarówno w Dortmundzie jak i Turynie wszyscy cieszyli się na nadchodzące spotkania. Atmosferę święta zepsuł jednak akt terroryzmu, który o mało nie doprowadził do najgorszego!

 

W Niemczech miało dziś dojść do naprawdę interesującego spotkania. Oto dwie najmłodsze drużyny tej fazy LM zmierzą się ze sobą w walce o półfinał. Wszystko zapowiadało świetne widowisko, aż do czasu, gdy doszło do tragedii. Zaraz przy autokarze wiozącym zawodników BVB, doszło do serii eksplozji, które raniły jednego z graczy. Marc Bartra został raniony odłamkami szkła. Jak dowiadujemy się z relacji na żywo, jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Chwilę później dociera do nas informacja, że Łukasz Piszczek i jego koledzy są cali i zdrowi. Można wreszcie odetchnąć z ulgą. Spotkanie zostaje przełożone. Nowa data to środa godzina 18:45.

 

Oglądając drugie spotkanie, miało się wrażenie, że to już było. Tylko, że zamiast PSG teraz jest Juventus. Już w 7 minucie Barcelona straciła pierwszą bramkę. 23-letni Argentyńczyk Paulo Dybala strzałem na długi róg pokonuje Ter-Stegena. Wygląda na to, że piłkarzy ze stolicy Katalonii tylko to rozwścieczyło. Ich ataki przybierały na sile, kilka razy było blisko, ale wciąż brakowało tego ostatniego kontaktu z piłką. Wtedy ponownie uderzył młody napastnik. 2:0 dla gospodarzy i bezradni goście, którzy nie potrafią znaleźć sposobu na przebicie się przez mur stworzony przez graczy mistrza Włoch. Po grze podopiecznych Allegriego widać było, że taki wynik jak najbardziej ich satysfakcjonuje. Bronili się perfekcyjnie, jednocześnie zbierając siły do kolejnego morderczego kontrataku. Działo się to do 55 minuty, kiedy na listę strzelców wpisał się Chiellini. Przez bezbłędnie grającą obronę przedrzeć próbowali się kolejno Messi, Suarez, Neymar, Iniesta, a nawet obrońca Umtiti.

Paulo Dybala

Ale dzisiaj graczom Barcy daleko było do miana najlepszej drużyny Europy. Brakowało przede wszystkim celności. Aż połowa z ich strzałów nie leciała nawet w światło bramki. Kiedy dorzucimy do tego 4 zablokowane strzały to okazuje się, że spośród 14 uderzeń na bramkę, które oddała ekipa Luisa Enrique, tylko 3 faktycznie doleciały do celu. Po drugie brakowało im szczęścia. Bo dziś Dybala, Buffon, Chiellini i spółka mieli swój dzień. Taki dzień, kiedy wszystko wychodzi. I tak było od 1 do 90 minuty. Przeglądając statystyki pomeczowe, trudno jest uwierzyć w to, że ten mecz naprawdę skończył się wynikiem 3:0 dla gospodarzy. 35% posiadania piłki i 232 celne podania w całym meczu. To nie brzmi ciekawie. A kiedy dorzucimy do tego 3 strzelone bramki, brzmi to wręcz nieprawdopodobnie. Juventus pokazał dziś jak poprawnie realizować założenia taktyczne przedstawione przez trenera. Pokazali dojrzały futbol, wyrachowanie i skupienie. Być może właśnie tego brakowało zawodnikom Barcy, którzy z każdą minutą coraz bardziej się denerwowali, popełniając głupie błędy i dając ponieść się emocjom. Tracili nad sobą panowanie, a ich przeciwnicy doskonale to wykorzystywali. Każdy kolejny rozbity atak gości był jak szpila wbita w serce. Widać było frustrację w poczynaniach trio MSN. Brak większego pomysłu na grę. Skupili się na indywidualnych umiejętnościach, co ich zgubiło. Naprzeciw graczom z Juventusu, którzy byli dziś jednym organizmem, Blaugrana wyglądała jak zespół U-19. Wygląda na to, że drużyna z Turynu wzięła odwet za finał sprzed 2 lat!

 

Warto wspomnieć o świetnym występie polskiego arbitra, Szymona Marciniaka, który podołał sędziowaniu spotkania takiej rangi. Zarówno z jednej, jak i drugiej strony było widać cwaniactwo i różnego rodzaju sztuczki, mające zmylić sędziego. Na szczęście Polak potrafił je bardzo dobrze odczytywać i odpowiednio nagradzać żółtymi kartkami. Łącznie w tym spotkaniu pokazał ich 7. Na szczęście nie popełnił żadnego rażącego błędu. Był bardzo konsekwentny. Nie pozwalał sobie wejść na głowę, widać było spokój i zdecydowanie.

 

Pozostaje nam czekać na rozstrzygnięcie drugiego z dzisiejszych spotkań. Miejmy również nadzieję, że osoby odpowiedzialne za ten atak zostaną złapane i odpowiednio ukarane. A zawodnicy będą w stanie otrząsnąć się z szoku i rozegrać spotkanie na miarę swoich możliwości, dając kibicom niezapomniane widowisko, które wymaże złe wspomnienie związane z dzisiejszym incydentem.